poniedziałek, 9 lipca 2012

Rozdział 18



W
ieczor byl wyjatkowo mrozny. Zmrok zapadl już dawno i wszyscy uczniowie przesiadywali w Pokojach Wspolnych
 oddajac się roznym rozrywkom, ale też pakowali swoje kufry i przygotowywali się do powrotu do domow.
Draco, ktory spakowal się już dawno, stal teraz na schodach prowadzacych do Wiezy Gryffindoru i czekal na Hermione.
Z niewiadomych przyczyn strasznie się denerwowal  - Pocily mu się dlonie, a serce walilo jak oszalale, jakby chcialo wyrwac mu się z piersi.
Godzine spedzil w lazience, aby przygotowac się na to spotkanie. Ukladal wlosy na rozne sposoby, ale żaden jakoś mu nie pasowal i postanowil zostawic je w nieladzie, jak zwykle.
Zastosowal kilka zaklec na polepszenie cery i w koncu wbil się w czarny garnitur.
Teraz, kiedy czekal na swoja 'randke' zorientowal się, że kazdy gentelmen, przyniosl by jakiegos badyla, czy cos.
Machnal rozdzka i wyczarowal biala roze. Ponowil czyn i konce jej platkow zmienily kolor na srebrny.
Ledwo skonczyl, dostrzegl dziewczyne schodzaca że schodow.
Na poczatku w ogole jej nie poznal.
Byla piekna. Miala dlugie brazowe, krecone wlosy, oczy w kolorze mlecznej czekolady, dlugie, geste i ciemne rzesy a jej usta byly zachecajaco karminowe. Wygladaly, jak spragnione pocalunkow.
Jej sukinka siegala kolan i byla koloru golebiego fioletu. Gorset byl pokryty niezliczona iloscia koralikow, a dol sukni, zrobiony z muslinu, delikatnie falowal, przy kazdym ruchu dziewczyny.
Usmiechnela się do niego, i wlasnie w tym gescie rozpoznal w niej Hermione.
- Hej - powiedziala podchodzac do niego.
Dopiero po chwili dotarlo do niego, że gapi się na nia z otwartymi ustami, wiec czym predzej je zamknal.
- Wygladasz... No no, postaralas sie.
Zasmiala się.
- Dzięki... Ty też.
Otrzasajac się z transu, Draco wreczyl jej wyczarowana roze.
- Dziekuje, jest piekna. - przyjela ja.
Uslyszeli bicie zegara. Wskazywal osma.
- Idziemy?
- Tak.
Draco wystawil ramie, a ona wsunela tam reke.
Czula się troche skrepowana, ale postanowila że nie bedzie się nad tym zastanawiac.
Miala przeczucie, że to bedzie wyjatkowy wieczor. Szykowala się na niego dlugie godziny,
a w koncu, z pomoca Ginny, udalo jej się sprawic, że wygladala naprawdę ladnie.
Nie powiedziala Harremu i Ronowi z kim wybiera się na przyjecie. Nie rozmawiali z nia od wielu dni,
a ona nawet nie probowala ich zagadywac. Jedyna osoba z ktora mogla porozmawiac na temat Draco,
byla Ginny i Hermionie bardzo to odpowiadalo. Wiedziala że chlopcy pojawia się na balu, ale nie interesowalo ja to.
Co ma być, to bedzie, pomyslala.

***

Szli teraz dlugim korytarzem na szostym pietrze, szukajac drogi do sali w ktorej odbywalo się przyjecie.
Po kilku krokach zobaczyli setki pomaranczowych lampionow latajacych pod sufitem, ktore doprowadzily ich na miejsce.
- Gotowa? - spytal Draco zatrzymujac się.
Hermiona kiwnela niepewnie glowa, i chlopak zauwazyl jej wachanie.
- Zdziwia się, nie?
- Wiem - dziewczyna usmiechnale się slabo.
- Nie musimy isc, jeśli nie chcesz - powiedzial blondyn, jednak w jego oczach dalo się dostrzec nadzieje, na to że jednak pojda.
- Chcę - odparla - Taki maly stres.
- Nie denerwuj się, bede obok. I tak beda wieszac psy na mnie i gadac że cie zaczarowalem czy cos - parsknal.
Ale dziewczyna wylaczyla się po pierwszym zdaniu. Ta obietnica, sprawila, że Hermiona poczula się lepiej.
 Pchneli drzwi i weszli do srodka.
Z poczatku wydawalo im się, że źle trafili, poniewaz weszli do jakiegos kamiennego pomieszczenia,
w ktorym nikogo nie było, ale po chwili uslyszeli glos.
- Imię i nazwisko?
Spojrzeli na siebie, a potem dookola. Nikogo nie zauwazyli, ale byli pewni, że glos nalezal do Slughorna.
- Ee... Hermiona Granger i Draco Malfoy - powiedziala Hermiona.
Prawie natychmiast w przeciwleglej scianie ukazaly się drzwi, ktore otworzyly się przed nimi.
Przekroczyli prog i zobaczyli cel swojej podrozy.
Sala byla duza i wydawac by się moglo, że nie miala okien, poniewaz wszystkie zostaly zakryte duza iloscia zaslon z haftowanego jedwabiu.
 Sciany przyozdobione byly nie tylko obrazami, ale też tiulami i wstazkami.
Nad glowami gosci wisialy takie same lampiony jak na korytarzu, z ta roznica, że niektore byly czerwone.
W powietrzu unosil się brokat, ktory mienil się w swietle lampionow.
Na stolach poustawiano wazony z orchideami, oraz przekaski i napoje.
W tle gral zespol smyczkowy, w sklad ktorego wchodzilo pieciu mezczyzn,
 ktorych mozna było wziac za gobliny, jednak nimi nie byli.
Hermiona od razu dostrzegla Harrego i Ginny wirujacych na parkiecie w rytm walca.
Ron i Luna siedzieli przy jednym że stolikow i wesolo gawedzili z jakas stara czarownica.
- To jak? - szepnal Draco, ktora tak to wystraszylo, że podskoczyla.
- Ale ty jestes nerwowa - wywrocil oczami - zatanczymy?
Wyciagnal reke w zapraszajacym gescie, a ona ja ujela.
- Jasne.
Weszli na parkiet pod obstrzalem spojrzen innych gosci i zaczeli tanczyc.
( Hermiona schowala swoja roze, do torebki ( zaklecie zmniejszajaca zwiekszajace)).    Bonfires klik
Draco swietnie prowadzil Hermione. W dodatku wydawal się być calkowicie na niej skupiony.
Patrzyl jej w oczy z takim zapalem, jakby byly w nich ukryte najskrytsze tajemnice swiata.
Ich ciala ocieraly się o siebie przy kazdym ruchu, jakby zapraszajac do wiekszej bliskosci,
 a Hermiona z trudem się temu opierala.
Byli idealnie zgrani, wirowali na parkiecie niczym para zawodowych tancerzy, a wszyscy patrzyli na nich nie tylko zdziwieni,
 ale też oczarowani.
Nieznana Hermionie ani Draco muzyka zawladnela ich cialami, sprawiajac, że zapomnieli o calym swiecie.
Hermiona nie mogla zniesc spojrzenia Draco, widoku tych oczu, dotyku jego dloni...
 To była dla niej slodka tortura, bo wiedziala, że nie moze i nie bedzie mogla pozwolic sobie na wiecej.
 Już po ich spotkaniu w Pokoju Zyczen, kiedy prawie się pocalowali, czula się jakoś dziwnie.
 Źle spala, a jeśli już jej się to udalo, miala koszmary z Voldemortem w roli glownej. Ciagle chodzila jakas rozkojarzona, nieobecna.
 Niby nic, ale gdy wracala myslami do tamtego spotkania, czula ucisk w zoladku, jakby ktos go wykrecal jak szmate.
Mimo że starala się tym nie przejmowac, nie mogla zignorowac reakcji swojego ciala, tak jak teraz, kiedy tanczyla z Draco.

Nie zauwazyla nawet momentu, w ktorym muzyka ucichla, a inni tanczacy zeszli z parkietu.
- Chodz - szepnal Draco, przysuwajac twarz do jej twarzy.
- Tak.
Chwycil ja za reke i sciagnal z parkietu.
W tym momencie zauwazyla ich reszta gosci.
Rozlegly się szepty, a ktos nabral glosno powietrza. Tym kims byl Ron.
Patrzyl na Hermione i Draco z szokiem, ktory kilka sekund pozniej przerodzil się w zlosc.
Hermione zabolalo to spojrzenie, ale nie dala tego po sobie poznac. Odszukala wzrokiem Harrego i Ginny.
Stali niedaleko ich. Harry wygladal na zawiedzionego, natomiast jego dziewczyna usmiechala się do Hermiony promiennie i uniosla kciuk do gory w gescie uznania.
Hermiona zachichotala.
Zauwazyla, że Draco wpatruje się w czarnoskorego chlopaka, w ktorym rozpoznala Blaise'a Zabiniego że Slytherinu.
Chlopak byl ewidentnie wsciekly, ale Draco wydawal się tym nie przejmowac.
Po minucie czy dwoch, ktore wydawaly się być wiecznoscia, uczniowie wrocili do swoich przerwanych rozmow.
- Chyba nie było tak źle - parsknal Draco, kiedy staneli kolo stolika z napojami. Nalal jej kieliszek czerwonego wina skrzatow i spojrzal na nia.
- Było fatalnie. - westchnela dziewczyna.
- Chcesz powiedziec, że tancze aż tak źle?
- Co? Nie, nie! - zaprzeczyla szybko - Wiesz o co mi chodzi. Mysle,że zaczeli mnie już nienawidzic.
- Naprawdę się nimi przejmujesz? - spytal, odsuwajac krzeslo dla Hermiony, po czym sam usiadl.
- Draco, to moi przyjaciele!
- Wciaz nie mogę się przyzwyczaic, że mowisz do mnie po imieniu. - pokrecil glowa z usmiechem i upil lyk wina.
- Ja też, wierz mi. - zasmiala się dziewczyna, ale po chwili mina jej zrzedla. Draco zauwazyl to i odstawil kieliszek.
- Posluchaj. - zaczal - wiedzialas że tak bedzie. Czego się spodziewalas? Że rzuca ci się w ramiona i pogartuluja?
- Niby czego mieli by mi gratulowac? - zirytowala się dziewczyna.
- Mnie oczywiscie. - odparl,poslylajac jej jeden że swoich firmowych usmieszkow i Hermiona mimowolnie się rozpogodzila.
Wypila swój kieliszek wina i poprosila Dracona o dolewke. Musiala przyznac że trunek byl wyborny.
- No, no, Granger, nie sadzilem że wogole bedziesz pic. Taka grzeczna dziewczynka...
- Myslales, że nigdy w zyciu nie pilam? Albo że nie bylam na imprezie? Musze cie rozczarowac.
- Dobra. W takim razie opowiedz mi o spotkaniach z kolezankami w toalecie, na zakrapianej imprezie.
Hermiona wybuchnela smiechem.
- Chcialbys. Moze ty mi opowiesz o takich spotkaniach z Crabbem i Goylem?
- Nieee - zasmial się - Jak moglas! Bede mial w glowie takie wyobrazenie do konca zycia!
Smiali się glosno i dlugo, nie zwracajac uwagi na innych ludzi, w tym uczniow ktorzy gapili się na nich z otwartymi ustami.
Nie mysleli o swoich problemach, ani o tym co bedzie kiedy kazde z nich wroci do swojego dormitorium.
Cieszyli się chwila.

Rozdział 17



Ginny i Hermiona siedzialy w dormitorium i czekaly aż Lavender wyjdzie.Kiedy blondynka w koncu wziela swoja torbe i zamknela za soba drzwi, minelodobre kilkanascie minut.
- Mow. - zaczela Ginny, jednoczesnie zabezpieczajac drzwi zakleciem, abynikt nie dostal się do srodka
.- Niby co? - Hermiono, nie jestem tak uposledzona jak tamci dwaj. Widze że międzytoba a Malfoyem cos się dzieje. - Poczekaj, aż powiem Harremu, że powiedzialas że jest uposledzony. -Hermiona odbila pileczke.- Nie zmieniaj tematu! Posluchaj - ruda chwycila przyjaciolke za rece. -Mozesz mi powiedziec, nie wydam cie. - popatrzyla jej gleboko w oczy.- No dobra... Ginny od razu się rozpromienila.- Nie ciesz się tak - upomniala ja Hermiona - Zaraz mozesz się niezlezdenerwowac.Wziela gleboki wdech. Teraz, albo nigdy, pomyslala.- Okej. Wiec... Lubie go.  - wydusila z siebie- Wiedzialam że cos jest na rzeczy! - wykrzyknela dziewczyna. - Dobrzesię caluje? Jak w ogole to się stalo? Boze, musisz mi wszystkoopowiedziec!- Nie nie, Ginny, to nie tak! Nie jestes zła?- Zła? Nie nie jestem. I nie rozumiem. Skoro nie 'tak', to jak?- Eh.. Mowilam że to skomplikowane... Chodzi o to, że on ma problemy... Ija tak jakby... No bo sama nie wiem czemu... Chcę mu pomoc.- Tylko mi nie mow, że pomagasz mu z zabiciu Dumbledore'a. - Rozmawialas z Luna, czy co? Oczywiscie,że nie!Ginny wyraznie się uspokoila.- Dobrze. W takim razie jak mu pomagasz?- No... Nie wiem. Staram się go ... Pocieszyc czy cos. To skomplikowane,nie mogę powiedziec ci wszystkiego. Ale wydaje mi się, że on potrzebujepomocy. I ja chcę mu pomoc, odciagnac go od tego wszystkiego.- Aha.- Aha? Tylko tyle?- W zasadzie nic mi nie powiedzialas. - ruda wzruszyla ramionami.- Co prosze? Wlasnie ci powiedzialam, że ja Hermiona Granger, szlama...- Nie mow tak - przerwala jej Ginny, ale tamta jej nie sluchala.- ... Polubilam  Dracona Malfoya, arystokrate że starego rodu czarodziejowczystej krwi, ktorzy maja na tym punkcie obsesje - zezloscila się, aleciagnela dalej. - A gdybys zapomniala, to pozwol że ci przypomne, alenienawidzimy się od pierwszej klasy.- No wiesz... Jak tarzaliscie się na bloniach, nie wygladal jakby cienienawidzil. - zauwazyla Ginny z blyskiem w oku.- Nie wiem. To znaczy wiem. Ale prawde mowiac nie mam pojecia co on sobiemysli... - Hermiono. Wiem jaki byl jego stosunek do ciebie kiedys. - zamyslila sięna chwile - a nawet calkiem niedawno,kiedy jechalismy do Hogwartu.-skrzywila się kiedy przypomniala sobie wrzesniowe spotkanie z Malfoyem. -Ale teraz najwyrazniej ulegl zmianie.- Tak... Swiat stanal na glowie - usmiechnela się Hermiona i wyjelarozdzke zza paska spodni. Machnela nia i znow wyczarowala kilka kanarkowktore zaczely swiergotac nad glowa jej i Ginny.- Co ty masz z tymi ptaszkami? - jeknela dziewczyna machajac rekoma nadglowa, probujac je odpedzic.Hermiona wzruszyla ramionami. - Nie wiem, lubie je.Porzucily już na dobre temat Malfoya i zaczely wyczarowywac rozne rzeczy,aby sprawic sobie frajde.                                 * * *Harry i Ron rozmawiali o czyms bardzo ozywieniu w Pokoju Wspolnym.Kiedy jednak dostrzegli Hermione i Ginny schodzace że schodow, od razuzamilkli.Ginny poslala Hermionie znaczace spojrzenie.Oczywiscie, że rozmawiali o mnie, pomyslala Hermiona. Udala jednak, żetego nie zauwazyla i dosiadla się do przyjaciol.- Co slychac? - zagadnela - Harry, jak tam Slughorn?Ale jedyna reakcja na jej slowa, było prychniecie Rona.- Ron...- Sluchaj Hermiono, nie chcę nam się z Toba gadac - powiedzial i wstal,aHarry poszedl w jego slady.Slowa Rona tak bardzo zabolaly Hermione, że w oczach wezbraly jej lzy. Wobawie że rozplacze się przy nich, czym predzej wbiegla z pokoju.- Hermiona! - krzyknela za nia Ginny, ale dziewczyna się nie zatrzymala.Zbiegla że schodow i wbiegla do pierwszej pustej klasy jaka znalazla.Oparla się o lawke i rozplakala na dobre.Wiedziala, że slusznie sa na nia zli, ale przeciez powiedziala im, żewszystko wyjasni. Potrzebowala tylko troche czasu...Dlaczego nie mogli tego zrozumiec? Rownie dobrze ona mogla by być zła na Harrego za to że nie chcę impowiedziec jaka byla tresc przepowiedni na temat jego i Voldemorta.Nawet gdyby chciala im  powiedziec co się dzieje teraz, to co bypowiedziala? To samo co Ginny? Ehh. Zreszta Nawet jej nie powiedzialawszystkiego. Jedynymi osobami, z ktorymi mogla o tym swobodnie rozmawiac,byli Draco i Snape. Swietnie, pomyslala. Cudnie. 
* * *
Minal tydzien. A moze wiecej? Czas mijal w tak dziwny sposob, że Hermionanie byla pewna. W kazdym razie zaczela denerwowac się coraz bardziej. Przyjecie mialo odbyc się nastepnego wieczoru, a jej stosunki z Harrym iRonem wcale się nie poprawily. Wrecz przeciwnie. Unikali jej jak tylkomogli, na posilki przychodzili, kiedy ona już konczyla, rzadko przebywaliw pokoju wspolnym, a Ron przestal prosic ja o pomoc w nauce, przez co jegowyniki się pogorszyly.Dziewczyna pocieszala się mysla, że chociaż Ginny nie odwrocila się odniej. Duzo rozmawialy, a Hermiona na biezaco opowiadala jej co dzieje sięmiędzy nia a Slizgonem. Opisywala jej dokladniej kazda rozmowe podczasdyzurow i inne, między lekcjami. Nie musiala klamac, ani unikac zadnychtematow, poniewaz nie poruszala już z Draconem sprawy zadania odVoldemorta. Rozmawiali o luznych sprawach, chlopak często pytal ja o jejmugolskie zycie, wyraznie tym zainteresowany. Nie prawil zadnych wrednychkomentarzy, choc czasem krzywil się i wyrazal zdegustowanie, kiedyHermiona opowiadala mu na przyklad o pracy jego rodzicow. Kiedy uslyszal o tym, że sa dentystami, natychmiast zasypal ja gradempytan, ale w miare, kiedy coraz bardziej zaglebiala się w temat, onwzdrygal się z obrzydzeniem.Nie mogl pojac jak mozna ' grzebac komus w ustach czyms innym niżjezykiem' .Niekiedy ona go o cos pytala, ale tak naprawdę było tego niewiele,poniewaz nie wiedziala jakie tematy moze poruszac. Pytala wiec o to, cochcialby robic po ukonczeniu szkoly, czy jest cos co chcialby miec żeswiata mugoli i jakiej slucha muzyki.Kazda jego odpowiedz ja zaskakiwala.Okazalo się, że nie chcę być - jak sadzila - aurorem, ale zajmowac sięsmokami, jak Charlie Weasley. Jego ulubiona mugolska rzecza byl ipad isamochod, ktorym chcial nauczyc się jezdzic. Jednak najbardziej zaskoczylaja odpowiedz na pytanie o muzyke, poniewaz wymienil nazwy trzech mugolskichzespolow, bardzo dobrze Hermionie znanych.I tak, Slizgon i Gryfonka zlapali dobry kontakt. Potrafili rozmawiacgodzinami, nie przejmujac się, że ich dyzur dobiega konca. Szli wtedyjak najdluzsza droga do Wiezy Gryffindoru, mijajac obrazy, ktore szeptlaymiędzy soba podniecone. Draco odprowadzal Hermione pod portret GrubejDamy, zegnal ja krotkim "do jutra, Granger" i znikal naschodach.Hermiona wracala do dormitorium cala rozradowana, czego Ginny nieomieszkala skomentowac. I tak ciagnelo się to, aż do dnia balu.

Rozdział 16



Dzień przyjęcia zbliżał się nieuchronnie a Draco nie miał zielonego pojęcia,jak powiedzieć Blaise' owi że idzie na nie z Hermioną. Tym bardziej po ichostatniej rozmowie na Wieży Astronomicznej.
Siedział teraz na błoniach, na wielkim kamieniu i obserwował dzieciakibiegające w tą i z powrotem i obrzucające się nawzajem śnieżkami. Gdyby ontylko nie był w tym cholernym Klubie Ślimaka!
Co niby miałby mu powiedzieć? Może prawdę?
Tylko jaka właściwie była prawda? Oh, no tak. On po prostu chciał  iść na to
przyjecie z nią. Chciał i koniec.
Oczywiście zdawał sobie sprawe z tego, że takie wyjaśnienie nie przejdzie,ani u Blaise'a ani u żadnej osoby, ale co miał zrobić? Jeśli wcale mu niepowie, tym gorzej na tym wyjdzie.
Dobra. Powiem mu prawdę, postanowił izeskoczył z kamienia, z zamiarem
odnalezienia kumpla. Nie dane było mu jednak szukać zbyt długo. Ledwowstał, poczuł jak kulka mokrego i zimnego śniegu trafia go prosto w głowę.
- Zabini, pożałujesz. - warknął i ulepił śnieżkę, którą wycelował jakmyślał, w Blaise'a.
Ale Blaise'a nie było. Była tylko Hermiona, zaśmiewająca się do rozpuku zezdezorientowanej miny Draco.
- Nie trafiłeś! - krzyknęła do niego.
Na twarzy chłopaka natychmiast pojawił się niekontrolowany uśmiech.
- Ach tak? - schylił się, pochwycił garść śniegu i rzucił w Gryfonkę. -Terazmasz za swoje! – powiedział, kiedy dziewczyna oberwała.
- O nie! Zaraz zobaczysz!
Nie wiadomo kiedy zaczęli obrzucać się śnieżkami jak małe dzieci, i śmiaćna całe gardła. Draco pomyślał, że nigdy nie czuł się w ten sposób. Czuł się...Wolny. Lekki, jakby cały ciężar obarczający go, spadł nagle, z pojawieniem siędziewczyny. Po prostu rzucał się z nią śnieżkami, jak każdy normalny chłopak…
W pewnej chwili postanowił zastosować taktykę 'nacierania'. Podbiegł do Hermionyi próbował zatopić jej twarz w śniegu, ale nic z tego. Dziewczyna wciąż się śmiała,on też nie mógł być poważny. Opadli bez sil
na ziemię,  wciąż chichocząc.
- Jestem caaaała mokra - powiedziała.
- Sama zaczęłaś - przypomniał jej chłopak.
- Wiem. - i znów wybuchnęli śmiechem.
Wszystko wydawało się być w tej chwili takie proste i oczywiste.
Nie mieli pojęcia że przygląda im się wiele osób, w tym Harry, Ron i BlaiseZabini.
Stali kilkanaście metrów dalej z otwartymi ustami i patrzeli to na siebie,to na parę leżącą w śniegu.
- Co to ma być? - Zabini podszedł do bruneta i rudego.
- To ja się pytam o co chodzi - warknął Ron, mierząc Ślizgona spojrzeniem.
- Pewnie rzucil na nią jakieś zaklęcie.
- Jasne. Chyba ona walnęła go ta śnieżką tak mocno, że postradał rozum.
- Zamknijcie się! - odezwał się Harry.
- Czy wy przypadkiem nie powinniście iść teraz na obiad? - usłyszeli z tylugłos Snape'a. Odwrocili się do niego i cala trojka jednocześnie wskazała naHermionę i Draco.
Profesor spojrzał na nich i jego oczy zabłysły.
- Co w tym dziwnego? - spytał
- Panie profesorze, co w tym dziwnego? - spytał Zabini -  A to, że to jest Malfoy, a tam obok, taszlama Granger!
Na te słowa różdżki Harrego i Rona powędrowały do góry.
- Potter, Weasley, różdżki w doł. - warknął Snape - A ty, Zabini, nieużywaj tego słowa. Każdy z was, traci pięć punktów.
- Ale...
- A teraz jazda do Wielkiej Sali! - zagrzmiał i popchnął ich w strone zamku.Odeszli wsciekli i zostawili Snape'a, ktory usmiechal się pod nosem.

* * *

- Czy ty rozumiesz to co się tam działo? - spytał Ron, kiedy razem z Harrymsiadali do stołu.
- Sam nie wiem...  - odparl chłopak.
- Ja się pytam co to do cholery miało być?! Czy ona już kompletnie oszalala?Najpierw nie ma jej na lekcjach i nie mowi dlaczego. Potem kłamie nauczycielowiprosto w oczy. Hermiona, okłamujenauczyciela!  A teraz co? Postanowiłazbratać się z wrogiem?!
- Ron, do cholery widzę co się dzieje! Ale skad wedlug ciebie ja mamwiedzieco co chodzi? Jedynym pocieszeniem jest to, że Snape odjął Zabiniemu punkty. Wswojej karierze chyba po raz pierwszy odjął punkty Ślizgonowi. - prychnął
- Może chodzi o przyjecie u Slughorna, co? - wtracila Ginny.
Chlopcy spojrzeli na nią jak na wariatkę.
- Rany... Wam to trzeba wszystko tlumaczyc wielkimi literami... - westchnela- Sami chcieliscie, żeby go tam zabrala, prawda? Wiec moze o to chodzi? MozeHermiona probuje go po prostu... Urobic.
- W sumie... - zastanowił się Ron - To ma jakis sens.
- Taaa. I Malfoy tak po prostu nagle przestał ją nienawidzić, tylko dlatego,żeby pójść z nia na glupie przyjecie? - Harry wciaz był pesymistycznienastawiony do sprawy. - A jeśli to jakas czesc jego
zadania, dla Voldemorta?
- O nie, Harry. Nie zaczynaj - powiedziala Ginny. - Nie wszystko musi mieć zwiazekz Sam- Wiesz - Kim.
- Ale Ginny, to co się dzieje, nie jest normalne.
Dziewczyna się zasmiała
- A czy cokolwiek w naszym zyciu jest normalne? Na kazdym roku cos się dzieje.Przypomniec ci? No wiec w pierwszej klasie ocaliles Kamien Filozoficzny. Wdrugiej, ocaliles mnie, bo zostalam opętana, przez dziennik Riddle'a. Wtrzeciej miales bardzo bliskie spotkanie z wilkolakiem, cofnales się w czasie iocaliles Syriusza. W czwartej odrodził się Voldemort no i w zeszłym roku...
- Dobra. Nie kończ. - zamyslil się. - chwila chwila. Widzisz?! Wszystko ci siędziało zawsze miało jakis zwiazek z Voldemortem! Co jeśli tym razem jest taksamo?
- Harry, błagam, odpuść.
- Jasne. Ale jak cos się stanie, nie wkurzajcie się potem na mnie.
Harry wstal i wyszedl z Wielkiej Sali, mijajac po drodze Hermione. Poslal jejwsciekle spojrzenie.
- Co się stalo Harremu? - spytala siadajac kolo Ginny.
- Pytanie brzmi, co się stalo Tobie. - powiedzial Ron, po czym wypil duszkiemszklanke soku dyniowego, ktora natychmiast napelnila się na nowo.
- Ron, o co ci chodzi?
- O Malfoya. Cala szkola już gada o waszej snieznej zabawie.
Kurcze, pomyslala Hermiona. Nie pomyslalam o tym.
- Ron... - nie mogla dluzej ich oklamywac, musi w koncu powiedziec im prawde.Tylko sama nie wiedziala jaka jest prawda. Miala im powiedziec, że chybapolubila Malfoya? Przeciez z miejsca wyslaliby ja do Swietego Munga.
- Co jest Hermiono? Co takiego się dzieje, że nam nie mowisz?
- Ron, to nie jest takie proste. Dajcie mi jeszcze troche czasu. Obiecuje, żewszystko wam wyjasnie.
- Jasne. - chlopak wstal i odszedl od stolu.
- Ron! - Hermiona wolala przyjaciela na prozno.
- Daj mu czas Hermiono. Jest zły, bo spedzasz teraz tyle czasu bez nich...
A do tego ten Malfoy...
- Draco. On ma na imię Draco - machinalnie poprawila ja dziewczyna.
- Okej. Hermiono, widze, że musimy powaznie porozmawiac. Chodz.

* * *





Rozdział 15











Atmosfera w Pokoju Życzeń była tak napięta, że można by było zawiesić siekierę w powietrzu.
Dwieosoby stały naprzeciwko siebie celując w siebie różdżkami. Dziewczyna zciemnymi włosami miała lekko wystraszoną minę - zdawała sobie sprawę zzagrożenia w jakim się znalazła. Znajdowała się sam na sam ze swoimwrogiem, w ciasnym pokoju, do którego nie mógł wejść nikt z zewnątrz.Chłopak natomiast patrzył na swoją przeciwniczkę gniewnie, aczkolwiekgdzieś w głębi jego oczu błąkały się iskierki samozadowolenia irozbawienia.
Zaistniała sytuacja irytowała go jednak, ponieważ można było jej uniknąć, ale jak zwykle, najpierw powiedział, potem pomyślał.
- Wiesz, że znam zaklęcia, o jakich ci się nawet nie śniło, Malfoy? - wycedziła Hermiona
-Ja znam za to jedno, ale bardzo skuteczne. Chyba domyślasz się jakie -uśmiechnął się przymilnie, ale zaraz rysy jego twarzy się rozluźniły ichłopak wybuchnął smiechem, opuszczając tym samym różdżkę.
Mimo całej tej niezrozumiałej sytuacji, ten odgłos wywołał w żołądku Hermiony dziwne sensacje.
- Malfoy! - warknęła, nadal trzymając różdżkę wysoko.
-Nie miałem pojęcia - wydusił między salwami śmiechu, - Że jesteś aż takłatwowierna. Żartowałem. - powiedział, robiąc krok w jej stronę.Dziewczyna nie zamierzała opuszczać różdżki, sądząc, że to zwykłyfortel.
- Mówię serio, żartowałem, Granger - znów podszedł bliżej, ale ona nie zareagowała - opuść różdżkę.
- Nie.
- Opuść różdżkę, Grangie - teraz dzielił ich tylko metr - długość ręki Hermiony i różdżki.
- Bo co? - zmrużyła oczy.
Draconiespodziewanie chwycił ją za nadgarstek. Niezbyt mocno, ale dość, abyzmusić rękę dziewczyny do opuszczenia, jednocześnie podchodząc takblisko, ze ich ciała niemal się stykały.
Hermiona nie wiedziała coczuła, kiedy jego dłoń wciąż trzymała jej rękę, kiedy jego oddechowionął jej twarz... Tak jak kiedyś na błoniach, zapatrzyła się w jegooczy zapominając kim jest i gdzie się zanjduje.Była na tyle blisko, żemogła policzyć każdą jaśniejszą plamkę w jego tęczówkach. Mogładostrzec, że jego źrenice rozszerzają się, a powieki lekko drżą.
Niewiedziała, kiedy poczuła na sobie przyspieszone bicie jego serca - wmiarę jak zbliżali się do siebie, pompowało krew szybciej i szybciej,jakby miało zaraz eksplodować. Nie minęła chwila, a oczy Draconazniknęły jej z pola widzenia, ponieważ przymknęła powieki, kiedy ichusta niemal się ze sobą zetknęły.
- Granger, co ty ze mną robisz? - szepnął chłopak, sparwiając, że ich wargi ocierały  się o siebie.
Częśćjej chciała, aby Malfoy ją pocałował. Chciała tego tak bardzo, że ledwodawała dojśc do głosu innej jej częsci, która krzyczała słabym głosem"To Malfoy! To Malfoy!". I sekundę później, Hermiona wyrwała się z jegouścisku, nie pozwalając, aby stało się coś więcej, niż niewinnemuśnięcie warg. Odsunęła się do tyłu i wyszeptała:
- Muszę iść, mam Runy - i już jej nie było.

* * *
Draco siedział na Wieży Astronomicznej i rozmyslał o tym, co stało się w Pokoju Życzeń.
Czułsię fatalnie. Nie dość, że nie miał żadnego pomysłu na to, jak wykonaćzadanie dla Beznosego, po tym, jak ta durna Gryffonka rozpakowałapaczkę z naszyjnikiem, to jeszcze dobijaa go myśl, że czuł dziwneprzyciąganie do Granger.
Jeśli pół roku temu, ktoś powiedziałby mu,że coś takiego będzie miało miejsce, nie dośc, że by go wyśmiał, tojeszcze potraktował Cruciatusem, za to, że śmie sugerowac takie rzeczy.
Toco się działo, nie było norlane i wcale tego nie chciał, ale z drugiejstrony, nie miał na to żadnego wpływu. Każda komórka jego ciała ażrwała się do tego, aby ją poznać. Intrygowała go - jej rodzina, mugolskie życie, to skąd bierze tyle chęci do nauki... Nawet przyjaźć zBliznowatym i Wieprzlejem wydawała się ciekawym tematem.
Chiciałzrozumieć, dlaczego za pierwszym razem w Pokoju Życzeń, zrobiła to, cozrobiła, chcoć wcale nie musiała. Mogła go wyśmiać, mogła rzucić naniego jakieś zaklęcie, mogła pobiec po pozostałych Wybawicieli. Ale nie- musiała podejść, usiąść obok i go obejmować. I ta cała sytuacjadzisiaj, kiedy poczuł naglą chęć, by ją pocałować...
Paranoja. Obłęd.
Chybanic w tej chwili nie ucieszyłoby go bardziej niż to, że ta cała farsa,okazałaby się sennym koszmarem, z któego zaraz się obudzi i pójdzie nasniadania, gdzie razem z Zabinim będzie naśmiewał się do rozpuku z nieji całego tego towarzystwa.
Zamknął oczy, ale gdy znów je otworzył,poczuł głębokie rozczarowanie. Wciąż siedział na szczycie WieżyAstronomicznej, a jego głowa wciąż była pełna Granger.
Po chwili usłyszał kroki na schodach i zobaczył Blaise'a.
- Tu jesteś... Szukałem cię - powiedział czarnoskóry chłopak, podchodząc do niego.
- Musiałem trochę pomyśleć. - odparł blondyn.
Blaise od razu się zaciekawił. Usiadł koło Draco i zasypał go gradem pytań
- Chodzi o to, nie? Wiesz już jak to zrobić? Kiedy?
- Nie chodzi o to - zirytował się Draco - Czy to jedyny temat na jaki umiesz rozmawiać?
- Eh, no dobra - westchnął Blaise - Skoro nie chodzi o to, to o co ?
Dracodługo zastanawiał się, czy powiedzieć kumplowi o Granger. Przeczuwał,że pewnie i tak zostanie wysmiany, ale mimo wszystko postanowiłspróbować.
- Okej. Powiedzmy, że... lubię kogoś, kogo niepowinienem. To znaczy kiedyś jej nienawidziłem.... - po tych słowachoczy Blaise'a wyszły na wierzch, więc Draco szybko się poprawił - Jej wsensie, tej osoby. - brunet odetchnął z ulgą.
- No więc... jakby ci to... Poznałem tą osobę z innej strony rozumiesz? I wydaje mi się, że nie jest taka najgorsza.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zakumplowałeś się z Potterem>
- Oszalałeś?!
-No co! Gadasz jakieś bzdury! No bo o kogo nieby może chodzić? Potter?Weasley? Jeden, drugi trzeci... może jeszcze ta mała, ruda ? Plugawizdrajcy krwi. A może już kompletnie ci odbiło i chodzi o tę szlamę,Granger?
Blaise powiedział to z taką pogardą w głosie, że  wpierwszym odruchu, Draco miał ochotę wyjąc różdżkę i  jednym jejskinieniem, zmieść go z powierzchni ziemi. Dopiero po chwilioprzytomniał i posłał mu tylko wściekłe spojrzenie.
- Wiesz co?Myślę, że Czarny Pam nie wiedział co robi powierzając ci tozadania.Dostałeś kompletnego świra. - warknął Zabini, po czym zbiegł zeschodów.
Draconowi nie pozostało nic innego, jak tylko przeklinać go w myślach i udać się na Zielarstwo.















Rozdział 14



Całą noc szalała burza. Grad wielkości grochu walił w okna zamku, a wiatr
 wył i wyrywał pomniejsze drzewa. Spadł też gęsty śnieg, co dla wielu 

 uczniów było dobrą nowiną. Od rana na błoniach toczyły się bitwy na śnieżki, a niektórzy jeździli na łyżwach po jeziorze, które zdążyło zamarznąć w ciągu jednej nocy.
Podczas śniadania, Hermiona dowiedziała się, że jedno z drzew poniesione wiatrem, uszkodziło poważnie Bijącą Wierzbę, zwalając się na nią. Szybko je jednak usunięto, a że żadnemu uczniowi nic się nie stało, wszyscy natychmiast zapomnieli o sprawie.
Wchodząc do Sali, w której odbywała się Obrona Przed Czarną Magią, dziewczyna była pełna obaw. Jak zachowa się Snape? Jak zachowa się Draco? A Harry i Ron? Przecież o niczym nie wiedzieli…
Wczoraj ledwo wymigała się od odpowiedzi na ich dociekliwe pytania, ale wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała na nie odpowiedzieć, bez względu na konsekwencje. 
 Usiadła w ławce z Lavender i czekała aż Snape pojawi się w Sali. Kiedy w końcu zobaczyła go, wychodzącego z gabinetu na piętrze, wydawał się być w dobrym nastroju.
- Schowajcie podręczniki, nie będą wam dzisiaj potrzebne – powiedział, wyjmując różdżkę z kieszeni szaty – Zajmiemy się zaklęciami niewerbalnymi. Oczywiście wiecie co to są zaklęcia niewerbalne … Choć… -jego spojrzenie spoczęło na Crabbie i Goyle’u – Co do niektórych mam pewne wątpliwości. Może więc ktoś oświeci niedouczonych?
- No.. przy zaklęciach niewerbalnych nie używa się słów – powiedział Ron.
- Brawo, Weasley. Przy zaklęciach niewerbalnych nie używa się słów.
-Co daje przewagę, ponieważ przeciwnik nie wie, jakiego zaklęcia użyjemy. – wtrąciła Hermiona, zanim zdołała ugryźć się w język.
-Tak, panno Granger – Snape skinął sztywno głową, ale Hermiona uznała to za dobry znak. – Teraz podzielicie się na pary. Jedno z was atakuje, drugie odpiera atak. Niewerbalnie oczywiście.
Po chwili wszyscy stali ustawieni w dwa przeciwległe sobie rzędy i mierzyli w siebie różdżkami. Hermina była z siebie dumna – już po kilku minutach udało jej się odeprzeć atak Neville’a, ale Snape zdawał się tego nie zauważyć.
To chyba dla niego za wiele, przyznać Gryfonom punkty, pomyślała. Wystarczy, że musiał zgodzic się z moją definicją.
Zachichotała i nie odparła kolejnego ataku kolegi, czego skutkiem było to, że wybuchnęła śmiechem na całą klasę.
- Granger! – ryknął nauczyciel, podchodząc do niej. Neville stał z zakłopotaną i lekko zaniepokojoną miną i wpatrywał się w Hermionę. Ona, widząc Snape’a, tylko roześmiała się głośniej. Wiedziała, że jest pod wpływem zaklęcia, ale nie była w stanie nic zrobić. Każda rzecz czy osoba w klasie, powodowała kolejne salwy smiechu.
Mina Rona, który próbował zaatakować Harrego i wyglądał, jakby zjadł cały karton Q-py Bloku, wściekła mina Snape’a, który zaraz miał dostać jakiegoś ataku i tępe spojrzenie Draco, który patrzył na nią i najwyraźniej nie miał zielonego pojecia co się dzieje.
Z oczu pociekły jej łzy i usiadła na ziemi, bo czuła, że jeszcze chwila, a jak nic padłaby na twarz, kuląc się na podłodze.
- Finite! – ryknął Snape. Śmiech natychmiast ustał, a Hermiona wstała, ocierając łzy z oczu. Cała klasa na nią patrzyła – jedni śmiali się pod nosem, inni (głównie Ślizgoni|) byli poirytowani.
- Granger, powiesz mi, co to miało być?
- Ja… przepraszam, nie udało mi się odeprzeć ataku Neville’a. – bąknęła i spłonęła rumieńcem, ponieważ dotarło do niej co właśnie się stało. Spojrzała w bok i zobaczyła Draco, który chichotał. Snake niestety to zauważył i nie omieszkał skomentować.
- Może gdybyś nie wpatrywała się w Malfoya jak w obrazek, to by ci się udało.
Tu i ówdzie rozległy się śmiechy, Pansy warknęła, a Harry i Ron spojrzeli po sobie.
- Czy wy nie macie przypadkiem czegoś do roboty? – spytał mężczyzna, zwracając się do reszty klasy. Wszyscy jak na komendę unieśli różdżki i kontynuowali zadanie, a Hermiona poszła za ich przykładem, tym razem odpierając każdy atak Neville’a.
 
* * *
 
Kiedy Hermiona wychodziła z klasy, ktoś przepchnął się obok niej, popychając ją na ścianę.
- Hej, uwa…
- Za dziesięć minut, pod Pokojem Życzeń. – usłyszała za uchem głos Draco. Dostrzegł spojrzenie Zabiniego i warknął – Zjeżdżaj, Granger!
Dziewczyna uniosła brwi, ale zaraz tylko wzruszyła ramionami. Poszła do Wieży Gryffindoru, odłożyła torbę z książkami i zdjęła szatę. Według planu, miała teraz godzinę wolnego przed Starożytnymi Runami. Uśmiechnęła się na myśl, że ma ją spędzić z Malfoyem. To mogło być bardzo ciekawe doświadczenie. Nie miała pojęcia skąd propozycja spotkania z jego strony, ale miała nadzieję, że nie chce zamknąć jej w tym pokoju i torturować. Jednak z każdą następną sekundą, była o tym coraz bardziej przekonana.
Kiedy dotarła na siódme piętro, Draco już na nią czekał. Upewniła się, że na korytarzu nie ma nikogo prócz nich i podeszła do chłopaka.
- O co ci chodzi? – spytała ostrym tonem, teraz już stuprocentowo pewna, że zachowanie Ślizgona nie wróży nic dobrego. Chłopak wyglądał na nieco zaskoczonego jej wrogim zachowaniem, ale szybko jej odpowiedział.
- Musi o coś chodzić?
- W twoim przypadku, owszem.
- Co cię ugryzło? – spytał
- Mnie? To ty chciałeś się ze mną spotkać, Malfoy – warknęła – ze szlamą.
- A pomyśleć, że jeszcze wczoraj mówiłaś do mnie po imieniu – westchnął teatralnie – No cóż. Widać szlamy, mają dziś bardzo zły humor. A na Obronie jakoś ci dopisywał. – zauważył
- Po co mnie tu ściągnąłeś? – zmieniła temat Hermiona, nieco spuszczając z tonu. W odpowiedzi chłopak tylko wyciągnął rękę, a ona popatrzyła na nią ze zdziwieniem.
-Przecież cię nie pogryzę – parsknął – Nie jestem Greyback. – Spojrzała na niego z przerażeniem, a on tylko wywrócił oczami. Ujęła jednak jego dłoń, żeby nie pomyślał, że się go boi. Chociaż nie. Zrobiła to, bo chciała zobaczyć, czy dreszcze, które czuła wczoraj dotykając jego skóry, pojawią się i tym razem. I faktycznie, pojawiły się. Gdy tylko ich dłonie złączyły się, dziewczyna poczuła, jakby całe jej ciało poraził prąd, z tą różnicą, że to było przyjemne.
- Widzisz? Nadal żyjesz – uśmiechnął się krzywo i pobladł, jakby zrobiło mu się niedobrze na myśl, że jej dotknął.
- Co teraz? Spytała
- Teraz? To zależy od tego, gdzie chcemy być.
- Wszystko mi jedno – palnęła bez zastanowienia, a potem gorzko tego pożałowała. Draco spojrzał na nią takim wzrokiem… jakby wyczytywał właśnie z jej myśli wszystkie te wstydliwe rzeczy, które o nim myślała. W pewnej chwili przyszło jej do głowy, że może faktycznie tak jest, więc ponagliła go. – Wymyśl coś.
Zamyślił się na chwilę, a po chwili w ścianie ukazały się drzwi. Pchnął je i ich oczom ukazał się … pokój Hermiony. Jej własny pokój, przy Alei Magnoliowej w Londynie. Wyglądał dokładnie tak, jak go zostawiła przed wyjazdem na King’s Cross pierwszego września. Poczuła dziwne zawstydzenie, na myśl, że Draco Malfoy będzie oglądał jej zwykły mugolski pokój, zawalony zwykłymi mugolskimi rzeczami i stertami książek.
Przestąpili próg i rozejrzeli się dookoła. Błękitne ściany pokrywały dziesiątki zdjęć. Jej rodziców, Ginny, Harrego, Rona, grupowe zdjęcie Weasleyów, jej babci, a także jedno wszystkich członków utworzonej w zeszłym roku Gwardii Dumbledore’a. Draco bez skrępowania zamknął za sobą drzwi i przyjrzał się każdemu calowi niewielkiego pomieszczenia.
- Niesamowite – powiedział – Pomyślałem sobie, że chciałbym być w twoim ulubionym miejscu i … nagle jestem tu.
- A czego się spodziewałeś? Biblioteki? – Hermiona usiadła na łóżku i odruchowo poprwiła fiołkową narzutę.
- Szczerze mówiąc? Tak – zaśmiał się.
- Bardzo zabawne.
- Ładnie tu – stwierdził. Nie usiadł na łóżku, koło niej, tylko podszedł do ściany i dokładnie lustrował wzrokiem każde zdjecie.
- Co to? – spytał, wskazując zdjęcie Weasley’ów.
- Nora. To znaczy, dom Rona i Ginny – wyjaśniła z obawą, że chłopak zaraz zacznie szydzić z jej przyjaciół. – Jeździmy tam z Harrym co wakacje.
- A kto to? – wskazał na Fleur, nie komentując domu Weasley’ów, na co Hermiona odetchnęła z ulgą. Dziewczyna na zdjęciu machała do niego wesoło, co jakiś czas całując policzek Billa, który stał obok niej.
- To Fleur Delacour – Hermiona wstała, aby lepiej widzieć reakcję Draco – Pamiętasz, brała udział w Turnieju Trójmagicznym, jest pół wilą – o dziwo, chłopak skrzywił się – Jest narzeczoną Billa, w lipcu ślub – dodała, wskazując na chłopaka obok.
- Ach.
Ach? Tylko tyle? Ach?
Spojrzał dalej. Wpatrywał się w zdjęcie Harry’ego i Rona, które zostało zrobione tuż po wykonaniu przez Harry’ego pierwszego zadania Turnieju Magicznego. Podczas imprezy w pokoju wspólnym, Harry upuszczał złote jajo wprost na głowę siedzącego w fotelu Rona. Harry wybuchał śmiechem i uciekał, a Ron wył w niebogłosy z bólu. Później Draco przeniósł wzrok na zdjęcie jej rodziców, obejmujących się w parku. Nie była to ruchoma fotografia – została zrobiona zwykłym aparatem cyfrowym ojca Hermiony.
- To moi rodzice – wyjaśniła.
- Podobni – stwierdził, nie mówiąc nic na temat szlam i tym podobnych. – Dlaczego zdjęcie się nie rusza? – odwrócił się do niej.
- Wasze zdjęcia, to znaczy zdjęcia czarodziejów, są wywoływane w specjalnym eliksirze. Nam jugolom, muszą wystarczyć zwykłe, zastygłe w ruchu postacie – powiedziała z lekkim poirytowanie, nieznanego pochodzenia.
- Przecież ty jesteś czarownicą – zauważył.
- Nie wierzę, że to powiedziałeś. – pokręciła głową. – Ale wiesz o co mi chodziło.
Z powrotem usiadła na łóżku, a Draco obok niej, z wyraźnym dystansem. Zwróciła uwagę na to jak jest ubrany. Miał na sobie zwykłe czarne spodnie i białą koszulę, rozpiętą pod szyją. Hermina musiała to przyznać – wyglądał naprawdę pociągająco. Nie mogła sobie niestety zaprzątać tym głowy, bo były kwestie ważniejsze, niż jego wygląd.
- Draco ? – zaczęła
- Znów jestem Draco? – zdziwił się, na co dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie.
- Tak, tak myślę. Wiesz…
- Hm?
- Zastanawia mnie twoje zachowanie. To znaczy, nie bardzo cię rozumiem – wyznała.
Nie odpowiedział. Wpatrywał się tylko w ścianę, a Hermiona mogła zobaczyć jak napina mięśnie szczęki.

Co miał jej powiedzieć? Że sam nie wie o co mu chodzi? Że sam siebie nie rozumie? Że przez ta całą sprawę z Voldemortem, zaczął postrzegać ją w inny sposób? Że nie jest już tylko brudną szlamą, tylko dziewczyną, która udowodniła, że pomimo tych wszystkich dzielących ich rzeczy i osób, może na niej polegać?
- Uwierzysz, jak ci powiem, że sam tego nie rozumiem? – odparł, nadal nie patrząc w jej stronę. Jesteś… sam nie wiem. – pokręcił głową.
- Ale nie zamierzasz… no wiesz. Torturować mnie? – spytała z przestrachem, ale Draco tylko wybuchnął śmiechem.
- To dlatego byłaś taka najeżona!
- To nie jest śmieszne – fuknęła
- Naprawdę myślisz, że ściągnąłem cię tu, żeby cię torturować?
- Jeśli nie po to, to po co ?
- Może chciałem cię poznać? No wiesz, zacieśnić więzi i takie tam. – tym razem to ona zaczęła się śmiać.
- No dobra, a tak serio ? – spytała
- To było serio – wywrócił oczami – Ale nie myśl, że przez te … - pomachał rękami – wszystkie dziwne rzeczy, do których między nami doszło, stałem się dobrym chłopcem, takim jak Potter.
A szkoda, pomyślała Hermiona, zaciskając usta.
- Co jak co, ale Harry na pewno nie jest ‘grzecznym chłopcem’. Podejrzewam, a nawet jestem pewna, że złamał szkolny regulamin więcej razy niż ty. – odparła.
- A ty razem z nim. Ale gdybyś nie zauważyła, wy to robiliście ‘dla większego dobra’.
Hermina zastanowiła się nad jego słowami i spróbowała przypomnieć sobie jakąś wspólną eskapadę z Harrym i Ronem, która nie miała nic wspólnego z ratowaniem świata czarodziejów przed Voldemortem, bądź uwalnianiem zbiegów z Azkabanu, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Ale… chwila, chwila.
- Mam! – wykrzyknęła z Nienacka, aż Draco podskoczył na łóżku – W pierwszej klasie, wymknęliśmy się w nocy na pojedynek z tobą!
- Taaak, pamiętam. – przyznał – Podpuściłem was. Ale okej – ten jeden raz, złamaliście zasady, bez szlachetnych pobudek.
- Och, przestań się czepiać. Gdyby nie te nocne eskapady, Voldemort powrócił by już pięć lat temu, a Syriusz by nie żył.
- Przecież nie żyje. – zauważył chłopak.
- Aleś ty delikatny, nie ma co! – warknęła. Śmierć Syriusza bardzo ją bolała, nie tylko dlatego, że był dobrym i odważnym człowiekiem, ale też dlatego, że był jedyną kochającą Harrego rodziną…
- A, no tak. Zapomniałem – mruknął, ale nie wyglądał jakby było mu przykro, mimo, że Syriusz był jego daleką rodziną. Zauważył jej zaciętą minę i pokręcił głową.
- Okej, przepraszam, nie chciałem cię urazić.
On naprawdę to powiedział, czy tylko mi się zdawało?, pomyślała Hermiona. Oczywiście było to bardzo wymuszone, ale jakiekolwiek ‘przepraszam’ padające z ust Malfoya brzmiało jakby na świat miała zaraz przyjść jakaś zagłada.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała
- Więc? Opowiedz mi o tym , jak zorientowałaś się, że jesteś czarownicą. – W głowie Hermiony natychmiast pojawiły się przeróżne obrazy.
- Hm… byłam kiedyś w bibliotece… - Draco parsknął śmiechem – Co?
- Nic, nic, mów dalej.
- No więc, byłam w bibliotece i strasznie chciałam wypożyczyć jedną książkę, ale bibliotekarka powiedziała mi, że jestem na nią za młoda – skrzywiła się – No więc wyszłam wściekła i ciągle myślałam o tej książce, strasznie mi na niej zależało… i nagle usłyszałam świst powietrza i zobaczyłam, jak książka tak po prostu do mnie leci. Złapałam ją i uciekłam.
- I tak o, pomyślałaś sobie „jestem czarownicą”? – zdziwił się.
- Zawsze wiedziałam, że coś ze mną nie tak. – odpowiedziała mu z uśmiechem. Nie chciała otwierać się przed nim i opowiadać mu dokładnie jak to wszystko było.
- Wiem, zauważyłem.
- A jak było z tobą? – chłopak popatrzył na nią z politowaniem.
- Wybacz, głupie pytanie. Wiesz… - powiedziała – myślę, że wcale nie jesteś taki zły.
- Dzięki, Granger, wielkie dzięki. – zaśmiał się. – A co, jeśli robię to wszystko tylko po to, żeby zdobyć twoje zaufanie i dostać się do Pottera? Może to część mojego zadania. Myślisz, że zadaję się z tobą bez konkretnego powodu? – kiedy to mówił, ton jego głosu zmienił się. Stał się poważny i znów pojawiła się w nim nutka tak dobrze znanej Hermionie ironii.
Wystraszyła się nie na żarty. Szybkim ruchem wyjęła różdżkę, i podrywając się na nogi, wycelowała ją w Ślizgona. On zrobił to samo.