środa, 4 września 2013

Rozdział 37


  Wróciłam z nowym rozdziałem. Wakacje zrobiły swoje i zaniedbałam bloga, dlatego dzisiaj dłuższy tekst.
Zapraszam :)






 W wielkiej sypialni, naprzeciwko ogromnego łoża ogień wesoło trzaskał w kominku, a pod sufitem lewitowały świece, pogrążając pokój w delikatnym półmroku.
W pościeli leżała wtulona w siebie para, a Ich nagie, blade ciała zdawały się iskrzyć w blasku świec, kiedy ich klatki piersiowe unosiły się równocześnie przy każdym oddechu.
Ich sny nie miały konkretnych kształtów ani kolorów - były mozajką, zmieszaniem wydarzeń, uczuć, wypowiedzi i były naprawdę piękne. Wszystko w nich zdawało się być przyjazne i dobre... Tak inne od otaczającej Draco i Hermionę rzeczywistości.
Wtuleni w siebie, pogrążeni we śnie, choć na chwile odcięli się od nieustających walk, zagrożenia i zła.
Hermiona obudziła się o świcie i przeciągnęła.  Z początku zupełnie nie wiedziała gdzie jest, ani co wydarzyło się poprzedniego wieczoru.  Kiedy spojrzała w bok i zobaczyła Draco, wszystkie wspomnienia  wróciły z taką siłą, że aż się zarumieniła.
Chłopak spal spokojnie - jego usta były delikatnie rozchylone, powieki drżały lekko, a platynowe włosy opadały na idealną twarz.
Hermiona uśmiechnęła się i odgarnęła je.
Niesamowite, pomyślała. Jest taki...
Nie dokończyła myśli, bo jej wzrok spoczął na Mrocznym Znaku na ramieniu chłopaka. Do jej głowy wdarły się obrazy z minionej mocy.
Tak bardzo chciała mu wtedy pokazać, że akceptuje go w pełni, choć on robił wszystko by ukryć swoje piętno. Pragnęła aby zrozumiał, że dla niej znak nic nie znaczy i że Draco wielokrotnie udowodnił, że nie jest śmierciożercą.
Wtuliła się w niego bardziej, uświadamiając sobie, że przecież w końcu trzeba będzie wstać. Wstać i zmierzyć się z rzeczywistością, z Alicją i z całą szkołą. Że nie będzie już tak kolorowo.
Ukojenie dla jej nerwów przynosił zapach Draco. Z każdym oddechem, czuła  jego słodką woń. Poczuła się nagle bezpiecznie, jakby razem z nim mogła stawić czoła wszystkim przeciwnościom....
Nagle poczuła delikatny pocałunek na swoim policzku. Odwróciła głowę i zobaczyła szare oczy wpatrujące się w nią.
- Dzień dobry, Granger.
Hermiona w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła.
Nie miała pojęcia jak się zachować. Wczoraj wyznała mu swoje uczucia. Płakała. A w końcu... Kochała się z nim, na miłość Boską.
- Nie rób takiej miny - powiedział Draco. Hermiona nie wiedziała, jaką minę zrobiła, więc spojrzała na niego pytająco.
- To nie tak, że wywalę cie teraz z łóżka i każę ci się wypchać. – westchnął i wzniósł oczy ku niebu.
- Dzięki, bardzo mnie pocieszyłeś. - odpowiedziała rumieniąc się.
Chłopak zmarszczył brwi jakby głęboko się nad czymś zastanawiał.
- Wiesz ... - zaczął, ale przerwał. Kiedy znów przemówił, Hermiona miała dziwne wrażenie, że nie to chciał wcześniej powiedzieć - Mam nadzieję, że dobrze się czujesz?
Przez chwile zastanawiała się o co mu chodzi, a gdy zrozumiała jego niezbyt subtelną aluzję, myślała, że zapadnie się pod ziemię.
Pyta się o moje fizyczne samopoczucie. No tak. Chyba nie trudno było zauważyć, że byłam dziewicą.
Zarumieniła się jeszcze bardziej.
- Tak.
I była to prawda. Przynamniej częściowo, ale co jak co, nie miała ochoty dzielić się z nim z tym faktem.
- To dobrze. - pocałował ją w czoło.
Czuł się jednak niezręcznie i to było widać. Hermiona bez trudu rozpoznała to w jego słowach, ruchach, jego mięśnie były napięte, jakby w każdej chwili był gotowy do ucieczki.
- Co teraz? - spytała, spoglądając w jego zaspane jeszcze oczy.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia. - odparł odwracając głowę. Delikatnie, aczkolwiek stanowczo.
To sytuacja bez wyjścia, pomyślała Hermiona. Bo niby co mamy teraz zrobić? Wyjść z tąd, trzymając się za ręce? To wszystko jest zbyt ... niebezpieczne.
I mimo, że te słowa z trudem przeszły jej przez gardło, wiedziała, że to jedyne możliwe rozwiązanie.
- Zostawmy to, Draco.
Chłopak natychmiast na nią spojrzał.
- Co masz na myśli? Ucieczkę?
- Nie - uśmiechnęła się słabo - Nas. To. Zostawmy to. To zbyt niebezpieczne, dla mnie... Dla ciebie.
- Nie ma...
- Wiesz, że to nie wypali. Zresztą, co tu jest do wypalenia? Poszliśmy że sobą do łóżka, to tyle. - powiedziała jednym tchem modląc się, aby Draco nie usłyszał drżenia w jej głosie.
- Co? - spytał wytrzeszczając oczy.
- Stało się, trudno. Takie rzeczy się zdarzają. Ale trzeba zostawić je za sobą.
- O czym to do cholery mówisz? - zezłościł się Draco, bo za cholerę nie mógł zrozumieć o czym mówiła Hermiona.
Ona sama poczuła palące łzy w oczach, więc wzięła głęboki wdech.
Mówiąc to wszystko, serce jej pękało, ale nie było innego wyjścia.
Przecież gdyby jego ojciec, Alicia, nie daj Merlinie, Voldemort się o tym dowiedzieli, nie tylko zabili by ją, ale też jemu zrobili by krzywdę. Zadał się że szlamowatą przyjaciółką Harry’ego Pottera. Skalał siebie i swoją rodzinę. To właśnie obiecała mu Alicja. Śmierć za złamanie jej warunków. Hermiona nie mogła dopuścić do tego, aby coś mu się stało, z powodu jej głupich uczuć i egoizmu.
- Tak będzie lepiej. - powiedziała i wstała.
- Niby dla kogo?!
- Dla ciebie! - krzyknęła ubierając się.
Chłopak wyskoczył z łóżka, tak jak go Pan Bóg stworzył i złapał ją za ramiona.
- Oszalałaś? Co ty... Jak ty sobie to teraz wyobrażasz? Że mogę tak po prostu wymazać z pamięci ostatnią noc? Wszystko co zrobiłaś i powiedziałaś? Granger, do cholery!
Spojrzała głęboko w jego szare oczy i zobaczyła w nich błaganie. Prośbę by została, by odwołała to, co przed chwilą powiedziała.
I choć z całego serca chciała zostać, wtulić się w niego i trwać tak całą wieczność, odwróciła od niego głowę i czekała aż odpuści.
- Zwykle nie masz z tym problemów.
- Granger...
- Mogłbyś mnie puścić? Chciałabym wyjść.
Ku jej zaskoczeniu puścił ją i cofnął się o krok, nie spuszczając jednak wzroku z jej twarzy. Kiedy tylko poczuła, że nic jej nie zatrzymuje, szybkim krokiem wyszła z Pokoju Życzeń.
- Hermiona! - usłyszała, zanim zamknęła drzwi.

                                                                           * * *


- Ginny. - Hermiona wślizgnęła się do dormitorium dziewcząt i budziła przyjaciółkę.
- Hermiono, czy ty wiesz która jest godzina... Daj mi spać...
- Proszę wstań, to ważne. - jęknęła brunetka, siadając na krawędzi łóżka Ginny.
- Okej... - ruda zwlokła się z niego i po omacku poszła do łazienki - Kurcze, jest szósta rano… Jest sobota... - marudziła, ochlapując zaspana twarz zimną wodą.
- Ciszej. Nie chcę żeby ktoś się obudził.
- Dzięki. A ja to co? - Ginny weszła z powrotem do pokoju. Zlustrowała Hermionę wzrokiem i zmarszczyła brwi.
- Coś tu nie gra. Wczoraj miałaś na sobie to samo ubranie... - zrobiła podejrzliwą minę - Gdzie byłaś całą noc?
- Właśnie o tym musimy porozmawiać. Ubieraj się i chodź. Poczekam na zewnątrz - zniżyła głos do szeptu, bo zobaczyła jak jedna z dziewczyn w sypialni kręci się niespokojnie na swoim łóżku.
Wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Czekanie na Ginny było dla niej katorgą, ledwo trzymała się na nogach z tego wszystkiego, miała dość, a nie zanosiło się na to, aby dziewczyna pojawiła się na korytarzu w przeciągu kilku minut.
Kiedy jednak wyszła, Hermiona zauważyła, że naprawdę się pospieszyła. Czekała na nią zaledwie piętnaście minut.
- Wiec? - spytała Ginny - Żądam wyjaśnień.
- Nie tutaj. - Hermiona gorączkowo rozejrzała się dookoła. Nie miała zielonego pojęcia dokąd iść.
Błonia. Tak.
Pociągnęła przyjaciółkę za rękę i wyszły z Wieży Gryffindoru. Hermiona modliła się, żeby nie spotkały Draco w drodze na dwór.
Kiedy po kilku chwilach dotarły na błonia bez przeszkód, odetchnęła z ulgą. Usiadła na trawie i zaprosiła Ginny gestem do siebie.
- Okej. zaczęła Hermiona - Więc...
Wczoraj spotkałam się z Draco i wiesz tak jakoś wyszło, że poszłam z nim do łóżka. Ale nie przejmuj się, to nic takiego, on jest świetny w te klocki, pomyślała i uśmiechnęła się.
- Więc? Zaczynam się martwić o twoje zdrowie psychiczne. - stwierdziła ruda.
- Byłam z Draco
- Kontynuuj... Coś czuję,że nie spędziliście całej nocy na gadaniu... - Ginny powoli odzyskiwała dobry humor.
- No nie. Ginny ja… My... - Hermiona nie wiedziała jak ubrać w słowa to co się stało.
- Spalaś z nim. - to zdecydowanie nie było pytanie.
- Tak - Hermiona mimowolnie się uśmiechnęła.
Nie podobało jej się jednak sformułowanie 'spałaś z nim'. To nie było to. To było coś znacznie więcej...
Łagodny wiatr zmierzwił jej włosy, więc związała je gumką.
- To aż tak widać?
- Jeszcze jak! Oczy ci się błyszczą, jesteś dziwnie roztrzęsiona, a twoja skóra wydaje się błyszczeć. Tak. Całe twoje ciało aż krzyczy „Uprawiałam dobry seks!”. - Ginny wyszczerzyła zęby, kiedy Hermiona rozejrzała się gorączkowo dookoła, czy aby nikt nie słyszał tej ostatniej wypowiedzi.  - Ale jest coś jeszcze prawda? Dlatego teraz ze mną rozmawiasz, a nie jesteś z nim... - Hermiona przygryzła wargę i spuściła wzrok, na co Ginny zareagowała warknięciem. - Nie mów mi, że jak skończyliście, kazał ci się wynosić!
- Nie... Sama sobie kazałam.
- Co? Ale ... Było aż TAK źle?
Hermiona zachichotała mimowolnie
- Nie... Było... Oh, Ginny, było wspaniale, niesamowicie, pięknie... - przymknęła powieki pozwalając aby zalała ja fala wspomnień.
- No już, już, bo zaraz kompletnie odlecisz - Ginny dała jej kuksańca w bok.
- Po prostu... Ach... Tak strasznie chciałabym z nim teraz być, tak strasznie chciałabym, żeby to było prostsze...
- Co się stało?
- Ginny, ja nie mogę tak po prostu z nim być. Wiesz dobrze... - I opowiedziała przyjaciółce o całej ich rozmowie poprzedniego wieczoru. Momentami było jej naprawdę trudno przyznać do niektórych rzeczy, albo powtórzyć to co mówił Draco, ale jakoś dobrnęła do końca.
Kiedy spojrzała na Ginny, dziewczyna było zamyślona.
- Wiesz jak tak Alicia wygląda?
- Nie, dlaczego?
- Jakiś czas temu, widziałam w Hogsmeade dziewczynę. Wpadłam na nią, kiedy z Luną tam byłyśmy. I wiesz co… w jej oczach było coś takiego… Była straszna.

W głowie Hermiony pojawił się obraz garbatej, brzydkiej starej kobiety.
- Nie w tym sensie. Była piękna, miała wielkie niebieskie oczy, długie ciemne włosy... Ale patrzyła tak... Jakby chciała wszystkich pozabijać, to było straszne. Aż mnie ciarki przeszły. – wzdrygnęła się. - zastanawiam się, czy to mogła być ona.
- Nie wiem - Hermiona pokręciła głową. - W każdym razie, zostawiłam go tam.
- Tak mi przykro...
- Mi też. To znaczy... Wiesz, to była najpiękniejsza chwila mojego życia, czułam się tak, jakby on... też... Ale załuję, że to się tak skończyło.
- Skąd pewność, że się skończyło? Hermiono, obie wiemy, że idzie wojna. Wszystko niedługo się skończy.
- Tak, wojna. I nie wiadomo jak się skończy. Może wcale jej nie przeżyjemy, Ginny.
- Bądź dobrej myśli. Kto jak nie ty, zawsze powtarza Harry’emu, że on jest tym, który musi zabić Voldemorta? I że to zrobi? - Ginny ujęła rękę Hermiony.
- Wiem. Wiem. Ale zrozum, Alicia, jego rodzice... I Pansy. Mielibyśmy się ukrywać? Zresztą... Nawet nie wiem czy on – urwała.
- Czy on co. Czy coś do ciebie czuje? To chyba oczywiste, że tak.
- Nie, wcale nie takie oczywiste.
Ginny wzięła głęboki oddech, aby się uspokoić.
- Zaczynasz mnie wkurzać. - Powiedziała - Draco Malfoy zwierzał ci się że swoich problemów. Draco Malfoy latał za tobą cały ten czas, kiedy nie chciałaś nawet na niego patrzeć, wiem, był chamski, ale miał powód i to poważny. On chciał cię chronić. Tęsknił za tobą. Do jasnej ciasnej, proszę zrozum. Dlaczego zawsze stawiasz na nim krzyżyk? Zawsze widziałaś w ludziach to co w nich najlepsze, dlaczego nie potrafisz dostrzec tego w nim?
- Dostrzegam! Ginny, dostrzegam! Wiem, że mimo wszystko jest dobry! Boi się, chcę chronić swoich rodziców, choć moim zdaniem na to nie zasługują. Wiem, że nie chce wykonywać tego zadania, wiem, że to dla niego trudne. Owszem jest wredny i chamski, ale tylko dlatego że tak został wychowany! - krzyczała Hermiona że łzami w oczach - Ale nie mogę pozwolić żeby ...
- Żeby co? - usłyszały. Obie spojrzały w bok i zobaczyły Draco wyłaniającego się zza drzewa.
- Co tu robisz? - spytała Ginny, zła, że podsłuchiwał ich rozmowę. - Ile słyszałeś?
- Wszystko - odparł, a jego glos nagle złagodniał.
- Oh, świetnie - mruknęła ruda - Naprawdę...
- Zostawisz nas samych? – spytał.                                                                                                        Ginny spojrzała na Hermionę, która wzrokiem prosiła ja aby została.
- Jasne. - podniosła się i rzucając przelotne spojrzenie na chłopaka, oddaliła się pospiesznie.
- Ginny! - krzyknęła Hermiona, panikując.
- Poradzisz sobie! - usłyszała w odpowiedzi.
- Jasne. - mruknęła.
Draco tymczasem zajął miejsce w którym poprzednio siedziała ruda dziewczyna i spojrzał na Hermionę.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
- Śledziłem was, proste. - odparł wzruszajac ramionami. – Nie patrz tak na mnie, jestem Ślizgonem. Możemy porozmawiać?
- A co właśnie robimy?
- Wiesz zauważyłem, że z niewiadomych powodów to zawsze ja za tobą latam...
- Nikt ci nie każe - przerwała mu
- Ja sobie każe - rzucił buntowniczym tonem. Hermiona tylko uniosła brwi.
Draco obawiał się tej rozmowy bardziej, niż poranka po wspólnie spędzonej nocy. Bał się tych wszystkich rzeczy, które mógł usłyszeć od dziewczyny siedzącej naprzeciwko. Tych, o których wiedział że są prawdą, ale uparcie nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Nawet jeśli słyszał już całą rozmowę Ginny i Hermiony, usłyszeć te rzeczy prosto w twarz, to co innego...
- Posłuchaj, Draco. Naprawdę nie widzę sensu, żeby roztrząsać temat.
- Ale ja widzę. Wkurza mnie twoje zachowanie, umiem o siebie zadbać. Nie jestem małym chłopcem, którego trzeba chronić, jasne?
- Nie wiem o czym mówisz.
- Dobrze wiesz - podniósł glos - chciałbym, żebyś w końcu zauważyła, że jesteś jedyną osobą która... Której... Szlag. Inaczej. Widziałaś kiedyś, żebym biegał wcześniej za jakąś laską tak jak za tobą i tym samym pozbywał się swojej wrodzonej dumy? Żebym ratował komuś życie? Żebym postawił kogoś ponad Zabiniego? Żebym z kimś rozmawiał w ten sposób? Może się nie domyślasz, ale to coś znaczy.
Draco kompletnie nie wiedział co powiedzieć. To znaczy wiedział, ale nijak nie chciało mu to przejść przez usta. Jeśli wyznałby jej prawdę, okazałby słabość. Teraz, póki jeszcze zatrzymywał to dla siebie ( i Zabiniego ) była jeszcze szansa, żeby się tego wyzbyć. Żeby to w sobie zdusić. Jeśli powiedziałby co czuje, nie byłoby odwrotu.
Ale z drugiej strony to była jedyna rzecz, której naprawdę teraz chciał. Tylko na tym mu zależało, tylko to się liczyło.
Wiedział, że to wszystko co się działo nigdy nie powinno mieć miejsca i że nikomu by się to nie spodobało, a raczej doprowadziłoby do jakiejś totalnej katastrofy, ale... Tak cholernie tego pragnął. Być z nią. Choć raz dać ponieść się uczuciom, wykorzystać ten czas, kiedy się pojawiły. Pozwolić by to co czuje wypełniło go całego...
- Proszę... - szepnęła Hermiona - Draco proszę… Tylko pogarszasz sytuację.
- To ty ją pogarszasz! - warknął - czy ty chociaż RAZ mogłabyś przestać wszystko analizować i dać się ponieść emocjom?
- Zrobiłam to wczoraj.
- I żałujesz - jego słowa były ostre jak stal.
- Nie. - powiedziała po chwili, odwracajac głowę - To straszne, ale nie.
- Straszne? - powtórzył Draco i zacisnął żeby - Czy ty się możesz określić?
Kiedy dziewczyna milczała, znów zabrał głos.
- Od początku wiedziałaś, że to co się między nami działo, odbiega od normy. Wiedziałaś, że nigdy nie będę dobrym chłopcem, takim jak Potter, że nie będę grzeczny, ułożony, milutki... A mimo to, brnęłaś w to. Ja też. Tylko że ja, w przeciwieństwie do ciebie, wiem czego chcę!
- Nie zawsze można dostać to, czego się chce. Myślisz że kim ja jestem co? Że włażę do łóżka każdemu? Jakbyś nie zauważył, to pozwól że cię oświecę - NIE. I naprawdę uważasz, że gdybym... Że gdybym nic do ciebie nie czuła i gdyby to co czuje nie było tak ... Silne... Prawdziwe ... Myślisz że zrobiłabym to co zrobiłam?
Draco poruszony jej słowami, ujął jej dłonie i ścisnął.
- Wiec czemu chcesz to przekreślić?
- Bo nie chcę, żeby stała ci się krzywda. - wydusiła. - Wiesz dobrze, że oni... Śmierciożercy...
- To chyba moja sprawa!
- Wlaśnie że nie! Nie możesz oczekiwać, że tak po prostu to zostawię!
- Spędzasz za dużo czasu z Potterem - mruknął chłopak.- Wy naprawdę nie możecie zostawić niczego w spokoju.
- Przestań.
- Nikt nie musi się o tym dowiedzieć. I wiem, że martwi cię też Alicja. I mnie też, ale ja sobie z tym poradzę. Nie myśl, że zostawię cie na jej pastwę. Wystarczy pozbyć się Parkinson.
- Nie. Draco, nie. - Hermiona wyrwała dłonie z jego uścisku, ale zaraz przyłożyła je do jego policzków. - Daj mi trochę czasu.
- Nie ma czasu - te słowa z trudem przeszły mu przez gardło.
- Co to znaczy? - spytała z przerażeniem, zabierając dłonie.
- To znaczy, że... Naprawiłem szafkę zniknięć.