niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 35


Przepraszam. Przepraszam za taką zwłokę. Nareszcie jednak udało mi się napisać rozdział, na który wszyscy czekali : )

Miłego czytania.
______________________________________________________________________________







- Coś jest nie tak, Hermiono.
- Ron, nie bądź takim pesymistą. Wszystko jest w porządku.
Rudzielec spojrzał na przyjaciółkę z powątpiewaniem, ale nic nie powiedział.
Razem z Harrym i Ginny zebrali się w bibliotece aby porozmawiać. Pani Pince co jakiś czas chodziła wokół nich i uciszała krótkim syknięciem.
Kiedy bibliotekarka po raz kolejny zniknęła w Dziale Ksiąg Zakazanych, Ron nie wytrzymał napięcia.
- Ona mnie zdradza! - wykrzyknął
- Luna? Zdradzać? - parsknęła Ginny. - Jesteś głupszy niż myślałam.
- Taka jesteś mądra, bo ty i Harry jesteście w jednym domu. Skąd niby mam wiedzieć co ona robi kiedy się nie widzimy?
- Pomyślmy - Ginny zmarszczyła brwi, wyraźnie nad czymś kontemplując. - Może... Nie, to nie może chodzić o to... - mruknęła tajemniczo.
- Co? - wystraszył się Ron. - Ty coś wiesz!
- Hm... może... uczy się do SUM'ów?
Na te słowa chłopak zaczerwienił się od czubka nosa po koniuszki uszu. Kompletnie wyleciało mu z głowy,że jego dziewczyna przystępuje w tym roku do egzaminów.
Harry zakrył usta ręką, aby ukryć rozbawienie, a Ginny wywróciła oczami, po czym zwróciła się do Hermiony, która była tak pogrążona w lekturze, że nie zwróciła uwagi na tę wymianę zdań.
- Co z tym chłopcem?
Dziewczyna podniosła wzrok znad książki.
- Nie wiem. Cały dzień chodziłam po szkole, szukałam go i pytałam o niego. Nie widział go żaden Krukon, ani Puchon. Do Ślizgonów nie poszłam, ale zakładam, że gdyby Draco lub Zabini coś wiedzieli, powiedzieliby, może nie mi, ale na pewno Dumbledore'owi.
- Więc co teraz? Mówiłaś, że miał na sobie szatę Ravenclawu. Tak po prostu sobie wyparował? - spytał Harry.
- Nie mam pojęcia. Nigdy wczesniej go nie widziałam, później też nie. Zaczynam myśleć, że wszystko sobie uroiłam.
Ginny pokręciła głową.
- A może ktoś się pod niego podszył? Może ktoś... chciał, żebyś rzuciła się mu na ratunek kiedy zjawili się dementorzy? Powiedzmy sobie szczerze, co na litość Boską pierwszoklasista mógł tam robić o tej godzinie? Hagrid miał lekcję ze mną, a Sprout z Malfoy'em. - powiedziała Ginny.
- Ale... - Hermiona chciała zaprzeczyć, ale widocznie zabrakło jej argumentów. Kiedy znów się odezwała, jej głos przepełniony był pewnością, ale tez lękiem. - Myślisz o tym samym co ja?
Ginny pokiwała głową.
- Myślę, że to ma związek z Malfoy'em.



* * *



- a cię kiedyś zamorduję. Przysięgam, że jeszcze chwila a nie ręczę za siebie i nie obchodzi mnie, co mi za to zrobi Alicja, czy wywalą mnie ze szkoły.
W tej chwili Pansy naprawdę wyglądała na przestraszoną.
- Znów to zrobiłaś. Znów do niej poleciałaś i powiedziałaś o mnie i Granger.
- Nie, - odparła dziewczyna lekko drżącym głosem. - Nie wiem o czym mówisz - skłamała.
Po prawdzie, spodziewała się, że Draco w końcu dowie się o wszystkim. A kiedy się dowie, naprawdę ją zamorduje nie dbając o konsekwencje.
- Nawet mnie nie uruchamiaj! Jeszcze jedna taka akcja, a przysięgam, że...
- Że co?
- Nie rób z siebie większej idiotki, niż w rzeczywistości jesteś. Dobrze wiesz co.
- Mhm... I co wtedy? Kto zostanie w Hogwarcie, aby chronić tę twoją durną szlamę? 
Bezczelna, pomyślał Draco i zagotował się w środku. Bezczelna kretynka.
- O to się nie martw. - warknął
- Myślisz, że Potter i Weasley będą w stanie coś zrobić? Mylisz się.
- Co się z tobą dzieje, do cholery?
- Nic. Bronię tego, co jest moje.
- Tego co jest twoje? Chyba nie masz na myśli mnie! - sytuacja była napięta, że w odruchu obronnym Draco omal nie wybuchnął głośnym śmiechem.
- Oczywiście, że o ciebie, Draco. Oboje dobrze wiemy, że wrócisz do mnie prędzej czy później. Osobiście wolę jednak opcję wcześniej, więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. W końcu przejrzysz na oczy. - odparła Pansy i odeszła, zostawiając Draco z ustami otwartymi tak szeroko, że bez problemu można by wsadzić w nie kafel.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem! - krzyknął do pustego już korytarza.
Kilka minut później, Draco stał przed Szafką Zniknięć z różdżką wyciągniętą przed siebie.
- Harmionia Nectre Passus. - szepnął.
Przed chwilą włożył do środka jabłko, które po wypowiedzeniu tego zaklęcia powinno zniknąć. 
Dla pewności powtórzył raz jeszcze i wpatrywał się  mebel, jakby jego wzrok mógł w czyms pomóc.
Kiedy znowu otworzył drzwiczki, ze zdziwieniem stwierdził, że jabłko zniknęło.
Kiedy powtórzył cały proces jeszcze raz, owoc był nadgryziony z jednej strony.
Udało się, pomyślał. W końcu się udało.
Zaskoczony tym faktem, odetchnął kilka razy, a potem uśmiechnął się szeroko.



* * *



- Aragog przekręcił się dziś w nocy. - oświadczył Ron następnego dnia na obiedzie.
Hermiona posłała mu zdziwione spojrzenie.
- No wiesz, ten wielki pająk, który próbował zrobić kolację dla swoich pajęczych dzieci ze mnie i z Harry'ego w drugiej klasie.
- Hagrid chciał, żebyśmy przyszli na pogrzeb. - wtrącił Harry.
- Pogrzeb... jakby normalni ludzie chowali takie potwory. Chyba nie oczekuje, że przyjdziemy? - spytał Ron.
- Myślę, że powinniśmy. - westchnęła Hermiona -  Wiecie jak bardzo Hagrid jest przywiązany do tych swoich... pupilków. no i nie widzieliśmy się z nim od wieków. Kiedy jest pogrzeb?
- Dzisiaj wieczorem.
- Dzisiaj... Oh, nie! Dzisiaj Ron i ja mamy spotkanie prefektów. - powiedziała tonem, który wskazywał, że naprawdę jest zawiedziona tym faktem. Ron natomiast odetchnął z ulgą.
- Prosze o uwagę. - rozległ się nagle głos Dumbledore'a,. Rozmowy w Wielkiej Sali zamilkły natychmiast, a wszystkie głowy zwróciły się ku niemu. - Jak zapewne wiecie, w szkole miał miejsce kolejny atak dementorów. Natychmiast wysłałem sowę do Ministerstwa, aby zajęli się sprawą. Oczywiście ostrożności nigdy nie za wiele, więc razem z reszta profesorów wzmocniliśmy zaklęcia ochronne wokół szkoły. Mogę z ulgą powiedzieć, że zamek jest juz bezpieczny. Przywracam więc dyżury prefektów oraz treningi Quidditcha, a także zakaz wychodzenia na błonia bez nadzoru nauczycieli. - tu rozległy sie okrzyki radości - Mimo wszystko, prosze jednak o zachowanie ostrożności i nie włóczenie się po szkole po godzinie 22. Musicie pamiętać, że siły ciemności, to nie tylko dementorzy i mogą uderzyć w każdej chwili. - Dumbledore przesunął wzrokiem po obecnych a jego spojrzenie zatrzymało się na chwilę na Draco. - Dziękuję za uwagę. - zakończył z wesołym uśmiechem na ustach.
- Znieśli zakazy! - ucieszył się Ron, zanurzając łyżkę w zupie pomidorowej.
- I przywrócili dyżury...- westchnęła Hermiona wyraźnie niepocieszona. -  No nic, wszystkiego dowiemy się wieczorem. - Włożyła do ust tosta, ale ledwo zmusiła się do jego przełknięcia. Na myśl o kolejnych dyżurach cos przewracało jej się w żołądku..
-Byłem wczoraj u Dumbledore'a. - powiedział Harry, kiedy weszli do Pokoju Wspólnego.
- I dopiero teraz nam mówisz?!
- Przez to całe zamieszanie z Hermioną i dementorami jakoś wyleciało mi z głowy. - przyznał.
- No więc na co czekasz? Opowiadaj! Oglądaliście jakies nowe wspomnienia? - spytał Ron.
- Nie... nadal nie wyciągnąłem od Slughorna tego najważniejszego...
- Harry, na co czekasz? Niedługo koniec roku! - przypomniała Hermiona,  lekko poddenerwowana.
Usiedli na kanapie naprzeciwko kominka, w którym delikatnie tlił się ogień. Ron wyciągnął swoje długie nogi na pufie i założył ręce za głowę.
- Myslisz, że nie wiem? - obruszył się Harry - Tylko, to nie jest takie proste. Próbowałem, przecież wiesz...
- Więc spróbuj jeszcze raz! Postaraj się.
- Starałem się! Spróbuj sama, a zobaczysz.
Hermiona przygryzła wargę.
- Gdybym miał choć trochę szczęścia...
- Harry, to jest to! - wykrzyknął nagle Ron, a z entuzjazmu o mało nie spadł na podłogę z głośnym łoskotem.
- Co?
- Szczęście, Harry! Felix Felixcis!
Zapanowała cisza. Harry i Hermiona spojrzeli na uradowanego Rona, a później na siebie.
- Ron, jesteś genialny! - wykrzyknęli jednocześnie.
Rudzielec wyraźnie zmieszany takim komplementem, zaczerwienił się po uszy.
- E... no, można tak powiedzieć. - mruknął.

Wieczór był chłodny. Zbliżała się siódma i wszyscy prefekci zbierali się powoli pod gabinetem profesor McGonagall, aby otrzymać informacje dotyczące przywrócenia dyżurów.
W tłumie, pod kolumną stał Draco i wzrokiem szukał Hermiony, wytrwale ignorując wściekłe spojrzenia rzucane mu przez Pansy.
Kiedy w końcu korytarza dostrzegł kędzierzawe włosy Gryfonki i światło księżyca padające na jej twarz, nabrał głośno powietrza.
Naprawdę kiedyś uważał ją za brzydką? Uważał, że zamiast włosów miała miotłę, zamiast zębów dwie łopaty... Naprawdę?
Przecież była piękna.
Nie w sposób oczywisty, nie miała blond włosów do pasa, wielkich niebieskich oczu i nóg do samego nieba. Nie... ale nadal, w pewien sposób była piękna. Jej cera, zwykle blada, teraz iskrzyła się delikatnym blaskiem, jej gęste rzęsy rzucały na policzki urocze cienie, a malinowe usta były lekko rozchylone od szybkiego kroku.
Ale to jej oczy najbardziej przykuły jego uwagę. Duże, w kolorze mlecznej czekolady, albo idealnie wypolerowanego drewna rączki jego miotły... Czy coś. Draco nigdy nie był dobry w poetyckich porównaniach. tak czy inaczej, miał ochotę tu przy wszystkich, podejść do niej i porwać w objęcia. Tak, aby wszyscy wiedzieli, że Hermiona Granger należy do niego i tylko do niego.
Poczuł rozczarowanie, kiedy dziewczyna minęła go obojętnie, nie zaszczycając nawet spojrzeniem.. Jeszcze gorzej zrobiło się, kiedy McGonagall przydzieliła go do dyżurów z Weasley'em.
To chyba jakas kpina, pomyślał.
Rudzielec spojrzał na niego z odrazą i szybko odwrócił głowę.
Spokojnie, Draco. Tylko spokojnie, zganił się. Nie daj po sobie poznać, że w ogóle cię to ruszyło.
Kiedy jednak  okazało się, że Hermiona będzie miała dyżury z Pansy, Draco zwyczajnie dostał szału. Z łatwością mógł wyobrazić sobie co będzie się na nich działo. Jak będzie się zachowywać Ślizgonka i jak to się może skończyć.
- ...Pan Malfoy z panem Weasley'em będą kontynuować patrole na trzecim piętrze. Panna Garnger i panna Parkinson będą odbywac dyżury w lochach. - zakończyła McGonagall i zwinęła pergamin, na którym spisane były wszystkie informacje. - Dyżury rozpoczynacie od godzinie dwudziestej, kończycie o dwudziestej drugiej, tak jak poprzednio. Poniedziałki, wtorki, środy, czwartki, piątki. - wskazała po kolei na każdą parę. - I uprzedzam. Nie będę tolerować żadnych wybryków ani pojedynków - spojrzała znacząco na Hermionę i Draco. - To wszystko.
Dobre sobie, stara smoczyco, prychnął Draco. Pansy na pewno weźmie sobie twoje słowa do serca.
Kiedy chłopak wszedł razem z Pansy do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, dziewczyna rzuciła mu znaczące, triumfujące spojrzenie. Musiał zacisnąć pięści, żeby powstrzymać sie przed rozbiciem jej czaszki o chłodną kamienną podłogę.
Szybko przemyślał wszystkie dostępne dla niego opcje i podjąwszy decyzje popędził do sowiarni..





* * * 




Granger, 
Spotkajmy się za dwadzieścia minut pod posągiem smoka na siódmym piętrze. To ważne.

 Malfoy.

PS. Lepiej dla Ciebie, żebyś przyszła, bo inaczej znów użyje jakiegoś niewinnego Gryfiaka, żeby się do Ciebie dostać.


Hermiona jak zahipnotyzowana wpatrywała się kawałek pergaminu spoczywający w jej dłoni. 
Dopiero co wróciła ze spotkania prefektów, które okazało sie być kompletna porażką, a już dostała list od Draco z prośbą, a właściwie rozkazem, żeby się spotkać.
Widziała, że chłopak nie był zadowolony kiedy dowiedział się, że od teraz Hermiona będzie miała dyżury z Pansy. Chociaż nie. "Nie zadowolony", to zdecydowanie złe określenie. On był zwyczajnie wściekły.
To było powodem dla którego chciał się z nią zobaczyć? Chciał jej powiedzieć jak bardzo niepocieszony jest z powodu, że nie będzie mógł już uprzykrzać jej życia?
A może.. może chciał po prostu porozmawiać...?
Wszystko to zaintrygowało Hermionę do tego stopnia, że postanowiła pójść na spotkanie.
Tak czy siak, pomyślała, obiecałam to Ginny.



 * * *




Dokładnie siedemnaście minut później, Hermiona stała pod posagiem Rogogona Węgierskiego i czekała. wolała wcześniej pojawić się w umówionym miejscu i poczekać, niż ryzykować ponowne wtargnięcie Draco do Wieży Gryffindoru. 
Kiedy chwile później, chłopak pojawił się na kończy korytarza poczuła ucisk w żołądku, tak bolesny, że prawie zgięła się w pół. Zdała sobie bowiem sprawę, że będzie z nim sam na sam. Nikomu nie powiedziała dokąd sie wybiera, ani tym bardziej z kim. Gdyby coś jej się stało... poprawka. Gdyby on coś jej zrobił, nikt nie wiedziałby gdzie jej szukać.
Zdała sobie sprawę jak wielki błąd popełniła trzymając to spotkanie w tajemnicy i jak bardzo może tego wkrótce żałować, ale było już za późno na odwrót.
- Nie sądziłem, że przyjdziesz. - powitał ją Draco.
- Do rzeczy, czego chcesz? - spytała od razu.
- Konkretna do bólu - parsknął i wyciągnął w jej stronę dłoń. - Nie tutaj.
Dziewczyna spojrzała na niego jakby był co najmniej z innej planety i pokręciła głową.
- Nie mam mowy.
Draco wywrócił oczami i stanowczo, ale wciąż delikatnie chwycił jej dłoń poprowadził kawałek dalej.
Kiedy poczuła ciepło jego ciała na swojej skórze, przeszyły ją dreszcze. Po prawdzie, miała tego uczucia serdecznie dość. 
Nie wyrwała jednak ręki, tylko patrzyła na niego wyczekująco. Nie miała pojęcia o czym pomyślał, ale po chwili w ścianie pojawiły się drzwi do Pokoju Życzeń. Bez zbędnych ceregieli otworzył je i pociągnął Hermionę za sobą.
Pomieszczenie dziwnie przypomniało Pokój Wspólny Gryffindoru. - była tam bordowa kanapa, dwa fotele i ogromny kominek, w którym płonął ogień. Nad nim wisiało wielkie godło, które było połączeniem herbów Slytherinu i Gryffindoru - wąż owijał się wokół lwa, a tło było srebrno złote.
Hermionie nie bardzo sie to spodobało.
Być może pokój wyczuwał coś i chciał dac im do zrozumienia, że dwa zwaśnione domy odnajdą tutaj porozumienie, ale jak na jej gust, wąż wyglądał jakby chciał zdusić lwa, a nie się z nim bratać.

- Siadaj. - odezwał się Draco, siadając na kanapie.
- Nie mów mi co mam robić.- fuknęła dziewczyna, ale usiadła jak najdalej od niego. Chłopak wywrócił oczami. - Po co mnie tu ściągnąłeś?
- Żeby porozmawiać. Wyjaśnić.
- Och... więc proszę, mów. Tyle tego jest, że pewnie zostaniemy tu do rana, więc streszczaj się.
Draco zignorował ta uwagę i przeszedł do rzeczy.
- Od czego by tu... cholera. - zmarszczył brwi.- Po pierwsze, nie odpisałaś na mój list, a wydawało mi się, że jasno sie wyraziłem, kiedy napisałem, że masz odpowiedzieć, prawda?
- Nie mów mi, że przez to, że nie dostałeś mojej odpowiedzi zachowujesz sie wobec mnie jak ostatni...
- Nieważne. - przerwał jej. - To w zasadzie nie ma nic do rzeczy. Dostałaś dyżur z Parkinson.
- I co z tego? - Hermiona zaczynała się niecierpliwić.
- To, że znam Pansy prawie całe swoje życie i ze spokojnym sumieniem mogę powiedziec, że jest jędzą i najgorszą plotkarą na Ziemi. Wszystko co się dzieje... i działo... lata z tym do mojej kuzynki.
- I co z tego? - powtórzyła dziewczyna, ale tak naprawdę domyślała się co zaraz powie jej Draco.
- Możesz mi nie przerywać? - zirytował się Draco. Odczekał chwile, az Gryfonka odetchnie dwa razy i kontynuował.
Opowiedział jej wszytskie zdarzenia, które miały miejsce od świąt i dokładnie wypatrywał reakcji Hermiony na jego słowa.
Pech chciał, że była ona przygotowana na te rewelacje więc do końca jego historii zachowywała kamienną twarz.
- Rozumiesz teraz, dlaczego zachowywałam się jak....
- Nie.
- Czekaj, co?
- Skąd mam wiedziec, że to prawda? Skąd mam miec pewność, że nie robisz sobie ze mnie żartów po raz kolejny? Że to.. to wszystko od początku do końca było prawdziwe? - głos jej zadrżał. - a nie udawane, na potrzeby twojej durnej zabawy i uciechy?
- Bo to było prawdziwe!
- Nie wierzę.
- Posłuchaj. Wiem, że to brzmi irracjonalnie, ale...
- Ale co? Zachowujesz się jak cham, bo co?
- Bo chcę cię chronić.
- Nie wierzę. - Hermiona pokręciła głową.
- Trudno.
- Trudno?! - wykrzyknęła nagle
- O nie, nie zaczynaj sie drzeć. Błagam, moje uszy tego nie wytrzymają.
- Och, zamknij się! Chcesz mnie chronić, dlatego mnie upokarzasz, dlatego mi grozisz, dlatego chcesz, żebym umarła?
- Nie chcę! Zrozum! Parkinson wszystko jej kabluje! Muszę udawać, żeby nic ci się nie stało! Widziałaś do czego jest zdolna!
- Świetnie ci to wychodzi - prychnęła - Bardzo naturalnie. I... dla tych wlaśnie pozorów uratowałeś mi życie? Raz? Drugi?
Draco skwasił się.
- Nie. To było... ja...
- Widzisz? Nawet nie wiesz co powiedzieć. Naprawdę jesteś podłym, zakłamanym dupkiem.
Hermiona nie wiedziała co jej się stało. Po prostu nagle szlag ją trafił. Nie mogła już dłużej siedzieć tak i słuchac tych bzdur. To wszystko było nienormalne. Co ona komu zrobiła,żeby chcieć ją zabić? Absurd.
- Przestaniesz mnie kiedyś obrażać? - wzburzył się Draco - Przychodzi człowiek do ciebie, prosi się o rozmowę...
- Prosi to się świnia.
- ... A ty zaczynasz rzucać w niego mięsem.
- Jaki porządny się nagle zrobiłeś, nie ma co!
- Granger, uspokój się!
- Nie! - Hermiona poderwała się na nogi. - Wcale się nie uspokoję! Cały ten cholerny czas zastanawiałam się, co się stało, że tak się zmieniłeś. Nie mogłam znieść twoich docinków, żartów i upokorzeń! Wiesz jak to bolało, po tym wszystkim?! Umiesz to sobie wyobrazić?! Draco, do cholery, powiedziałeś, że chcesz, zebym umarła! - w oczach stanęły jej łzy.
Długo skrywana złość i ból właśnie dały o sobie znać. Słowa płynęły z jej ust niekontrolowanie,a  to samo miało zaraz stać się ze łzami w jej oczach.
- Tak dla przypomnienia, też mi to powiedziałaś! Cholernie mnie to ucieszyło, wyobraź sobie! Czy ty nie nie rozumiesz? Nie mogę tak po prostu udawać, że Alicja nie groziła ci śmiercią! Gdybym zachowywał się tak, jak faktycznie bym chciał, już była być martwa!
- Co z tego?! I tak już tak się czuję! - wykrzyknęła i ruszyła w stronę drzwi.
Draco poderwał się z miejsca, pobiegł za nią i złapał ją za ramię,.
- Nigdzie nie pójdziesz!
- Bo co?! Nie chcę słuchać tych bzdur. Na miłość boską, nie mogę patrzeć w twoje zakłamane oczy! Nie mogę!
- Przepraszam! - ryknął, a Hermiona natychmiast zamilkła. - Rozumiesz? Przepraszam. Za wszystko. Za to co mówiłem, robiłem. Żałuję tego i wierz mi, że gdybym mógł cofnąć czas nigdy bym do tego nie dopuścił. Do niczego co się stało. Do tego... do tego co stało się po przyjęciu u Slughorna też. Wtedy nigdy nie naraziłbym cię na niebezpieczeństwo.
Hermiona wybałuszyła oczy, a łzy spłynęły po jej bladych policzkach.
- Za późno na przeprosiny. - wyszeptała.
- Nigdy nie jest...
- Jest. - wzięła głęboki wdech. - Bo się w tobie zakochałam.






niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 34


Już jest! Nacieszcie oczęta bo totalnie nie wiem kiedy będzie następny rozdział. MAtura, te sprawy, wypadałoby się za to wziąć :D

_____________________________________________________________________________



Profesor Sprout jak na komendę odwróciła się i spojrzała w niebo. Dostrzegłszy dementorów wybiegła przed uczniów i krzyknęła.
- Do szkoły! Wracajcie do szkoły! - a sama skierowała różdżkę do góry.
Draco przeklnął w myślach i szybkim krokiem ruszył do zamku. Nie zdążył zajść daleko, bo dostrzegł coś co sprawiło, że stanął jak wryty.
To chyba jakiś żart, pomyślał, widząc Hermionę biegnącą dokładnie w przeciwnym kierunku. Krzyczała coś, ale wśród wrzasków innych uczniów Draco nie słyszał co. Ludzie popychali go, a on rozglądał się gorączkowo i szybko zrozumiał dlaczego Granger biegła.
Jakieś sto metrów od niej, stał mały chłopiec. Sparaliżowany patrzył w niebo, a dziewczyna chciała go uratować przed dementorami. Niewiele myśląc, rzucił się w ich kierunku. Kiedy Blaise zorientował się co robi jego przyjaciel, nie czekając pobiegł za nim.
- Draco, ty idioto! – krzyczał, ale Draco go zignorował. Zauważył, że dementorzy są już zaledwie kilka metrów od chłopca i Granger. Dziewczyna bezskutecznie próbowaąa odciągnąć dzieciaka.
- Chyba sobie żartujesz, Granger! - krzyknął, dopadając dwójkę. 
Dziewczyna spojrzała na niego wystraszona, a on zauważył, że brunetka nie ma różdżki.
- Gdzie masz różdżkę?! – spytał - Niech to szlag! - warknął, kiedy Hermiona pokręciła głową.
Dementorzy powoli sunęli ku nim. Zrobiło się zimno i szaro. Gdzieś z tyłu profesor Sprout walczyła z inną grupą zjaw. Blaise dobiegł do Draco również wściekły. 
Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo dementorzy zaatakowali.
- Expecto Patronum! - ryknęli razem Draco i Blaise. Kruk i rekin wyskoczyły z ich różdżek i odparły atak dementorów.
- Granger, bierz dzieciaka i uciekaj, zatrzymamy ich. - powiedział Blasie, kierując różdżkę tak, aby rekin krążył wokół dziewczyny i chłopca.
Hermiona pokiwała głową i chwyciła małego Krukona za rękę.
- Jazda!
Hermiona popędziła w stronę zamku, co chwilę się potykając. Krukon płakał i trząsł się cały, ale biegł dzielnie, dotrzymując Hermionie kroku.
Dziewczyna obejrzała się, aby zobaczyć co dzieje się na polanie.
Ślizgoni biegli ile sił w nogach, a dementorzy podążali za nimi. Nie byli w stanie w dwójkę powstrzymać setek dementorów
Profesor Sprout odparła już atak i biegła w jej stronę. Kapelusz jej się przekrzywił, a twarz miała ubłoconą.
Hermiona jednak biegła dalej. Była już naprawdę blisko zamku, kiedy potknęła się o wystający korzeń i upadła na ziemię.
Chłopiec wyrwał się z jej reki i chciał pomóc jej wstać.
- Biegnij dalej! – krzyknęła, a on posłuchał od razu.
Chciała wstać, ale poczuła porażający ból w kostce. Przeklnęła i jeszcze raz spróbowała wstać. 
Nagle czyjeś ręce podniosły ją do góry i pociagnęły za sobą.
- Ty mnie kiedyś wykończysz – powiedział Draco, zakładając sobie jej ramię za szyję. Podtrzymał ją i razem pobiegli.
Chłopak miał zmierzwione włosy i uśmiechał się krzywo.
Blaise biegł za nimi, a kilka metrów dalej profesor Sprout. 
Mimo, że tamci dementorzy zniknęli, z lasu napływali inni.
Wszyscy dotarli już do drzwi zamku, kiedy te otworzyły się z hukiem.
Ze szkoły wypadli Dumbledore, Snape i McGonagall, a za nimi truchtała pani Pomfrey z przerażoną miną.
- Szybko do szkoły! - zagrzmiał Dumbledore, a oni nie czekając wbiegli po schodach. Na górze usłyszeli wielki huk.
Nie obrócili się jednak.



* * *




- Rany boskie, Granger. Musiałaś, prawda? - spytał Draco, kiedy razem z Hermioną i Blaisem weszli do Skrzydła Szpitalnego. - Musiałaś ratować tego dzieciaka.
- Musiałam - odpowiedziała, siadając na łóżku.
Blondyn wzniósł oczy do nieba, kręcąc głową.
- Jesteś niemożliwa. Pokaż lepiej tę nogę.
Blaise, który patrzył na wszystko z boku uśmiechnął się pod nosem.
- Nie. Poczekam na panią Pomfrey.
- Nie kłóć się ze mną. – I nie zważając na protesty Hermiony, podwinął nogawkę jej spodni i ściągnął buta. Hermiona spłonęła rumieńcem i spuściła wzrok.
- Nie jest tak źle... - powiedział po dokładnych oględzinach - Chyba tylko stłuczona.
- Świetnie - warknęła Hermiona, odsuwając się na łóżku. Mimo, że dotyk chłodnych palców Draco na jej skórze przyprawiał ją o dreszcze, nie chciała, żeby obmacywał ją przy obcych.
Ten obcy, czyli Blasie, wybuchnął śmiechem. Kiedy zobaczył spojrzenia pozostałej dwójki, zaczął śmiać się jeszcze głośniej.
- Nie no. Jesteście niemożliwi.
- Blaise zrób nam przysługę i zjeżdżaj. - powiedział Draco ze sztucznym uśmieszkiem na ustach.
- Daj spokój. Granger chyba jest już wystarczająco posr... e… przestraszona, więc może przestań robić te głupie ryje?
Hermiona z zaciekawieniem słuchała tej wymiany zdań. Szczerze mówiąc, to chciało jej się śmiać. 
Pomyślała, że Draco i Blaise muszą być dobrymi przyjaciółmi.
Po chwili jednak weszła pani Pomfrey i żadne z nich już się nie odezwało.




 * * *




Kiedy Hermiona Draco i Blaise opowiedzieli Dumbledore'owi co się stało, było już po trzeciej. 
Dyrektor odpędził dementorów i godzinę rzucał na szkołę zaklęcia ochronne, razem ze Snapem i McGonagall.
- A co z tym chłopcem, profesorze?
Dumbledore zamyslił się.
- Obawiam się, panno Granger, że żadnego chłopca nie było.
- Co? Ale... Sama widziałam! Przecież... Draco! Wy też go widzieliście! - wykrzyknęła Hermiona, która kompletnie nie wiedziała o co chodzi.
Draco i Blaise pokiwali głowami.
- Był tam. Mały Krukon. Zwiał gdzieś, kiedy Granger się potknęła - powiedział Blaise.
Draco miał zaciętą minę. Nie odzywał się prawie wcale.
- Proszę, nie zawracajcie sobie tym głowy - mruknął Dumbledore - Możecie iść. Zajęcia już się skończyły i uważam, że zasługujecie na porządny odpoczynek. - uśmiechnął się, a oni opuścili gabinet dyrektora.
- Nic nie rozumiem... - szepnęła Hermiona, kiedy zeszli po schodach. 
Nie myślała o tym, że właśnie idzie z dwoma najgorszymi Ślizgonami pod Słońcem. Była zbyt zdenerwowana aby się Tm przejmować.
- Masz jakieś konkretne plany na resztę roku? - spytał Draco, ni stąd ni z owąd.
- O co ci chodzi?
- Zastanawiam się, ile razy jeszcze będę ratował ci życie i czy nie powinienem ustalić sobie z tobą jakiegoś grafiku, czy coś. - Blaise zachichotał. Powoli zaczynało to Hermionę wkurzać, tak jego ciągła wesołość nie zależnie od sytuacji.
- Nikt ci nie kazał tam biec. - warknęła dziewczyna. - Skoro to dla ciebie taki problem, to po prostu poproś Voldemorta, niech mnie sprzątnie.
Draco wybaluszył oczy, a Blaise zwijał się ze śmiechu. Hermiona zmierzyła ich obu wzrokiem i szybko odeszła, miotając pod nosem przekleństwa.   
- Kłócicie się jak stare małżeństwo. - powiedział Blaise, kiedy Draco stał z podniesionymi brwiami i wpatrywał się w plecy Gryfonki.
- Ona cię przytemperuje. - zawyrokował - Jestem pewien.
- Ona jest nienormalna. - stwierdził Draco.
- Ooo, nie stary. Ona jest genialna. Zawsze powie ci coś takiego, że stoisz dziesięć minut z otwartą gębą.
- Nie wierzę, że mówisz o niej takie rzeczy. 
- No widzisz, jak to bywa. Chyba nawet zaczynam ją lubić. - odparł Blaise szczerząc się jak kretyn. - Mowie ci.




 * * * 




Godzinę później Draco, korzystając z jednego z tajnych przejść udał się do Hogsmeade. 
Szedł brukowaną uliczką tak, aby nikt go nie zauważył. Gdyby ktoś dowiedział się, że jest poza szkołą, nie miał by po co do niej wracać.
Na końcu ulicy zobaczył wielki dom z cegły. Wyglądał strasznie ponuro – ciemnobrązowe okiennice skrzypiały przy każdym powiewie wiatru, szyby były nie tyle brudne, co nieprzejrzyste i kiedy się na nie patrzyło, czuło się grozę bijącą od budynku.
Zdecydowanym krokiem podszedł do drzwi i zapukał.
Otworzył mu skrzat domowy i skłonił się nisko.
- Prowadź do Alicii. - rozkazał Draco. 
Stworzenie skłoniło się po raz kolejny i potruchtało do jednego z pokoi. Blondyn nie czekał, tylko poszedł za nim.
- Kto przyszedł, Gburku? - Alicia wkroczyła do pokoju. Kiedy dostrzegła Draco, uśmiechnęła się szeroko. - Co cie do mnie sprowadza?
- Co to miało być? - spytał
- Nie wiem o czym mówisz - udała niewiniątko, ale w jej oczach czaiły się ogniki szaleństwa i samozadowolenia.
- Dobrze wiesz! Dementorzy? Eliksir Wielosokowy? Serio? 
Dziewczyna zachichotała.
- Byłam bardzo przekonująca, prawda? 
- Jesteś nienormalna! - wykrzyknął Draco, nie kryjąc swojej złości. - Jak to w ogóle zrobiłaś?! Po co to w ogóle zrobiłaś?! 
Nagle dziewczyna spoważniała.
- Powiedziałam ci, żebyś dal sobie z nią spokój, czy tak? Więc dlaczego, do jasnej cholery, wciąż za nią latasz?
- Nie latam! Parkinson coś znów sobie wymyśliła! - Draco modlił się w duchu, aby Alicia nie wiedziała o jego rozmowie z Granger. Żeby chodziło o jej dziwne urojenia… 
Jednak w momencie, kiedy się odezwała, jego nadzieje się rozwiały.
- Zrobiłeś niezłą furorę, włamując się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Nietrudno się o czymś dowiedzieć, kiedy wszyscy o tym mówią.
- Nigdzie się nie włamałem.
- Nie kłam. Wspomnienia w twojej głowie, mówią co innego.
Kurwa mac, pomyślał Draco. Oklumencja.
- Powiedziałam, że ją zabiję. Uprzedzałam cię, ale ty to zignorowałeś. Wolałeś iść do niej i wszystko jej powiedzieć. Nie pogrywaj że mną, Draco - zagroziła.
W tym momencie chłopak dostrzegł, że w prawej ręce dziewczyny spoczywa różdżka.
- Co cię to obchodzi? Znajdź sobie kogoś i odwal się ode mnie. Dawno się nie bzykałaś, że tak się zachowujesz?
Alicja zacisnęła zęby. Machnęła różdżką i Draco leżał na podłodze i zwijał się z bólu.
- Jesteś ... Psychiczna – wysapał.
Za wszelka cenę starał się nie pokazać, jaki ból odczuwa.
Kiedy pomyślał, że Alicja zdjęła zaklęcie, zalała go jeszcze większa fala bólu. Dziewczyna chodziła dookoła niego śmiejąc się.
- Mam nadzieję, że to cię czegoś nauczy. - powiedziała słodkim głosem, pozwalając mu wstać. Draco automatycznie przypomniała się Umbridge. - A teraz wynos się, czekam na kogoś.
Nie patrząc na nia, zacisnał zęby i wyszedł z domu.
Był wściekły. Pot spływał mu po czole a mięśnie bolały jak po morderczym treningu. Idąc, wymyślał coraz to nowe, obraźliwe określenia dla kuzynki.
Głupia krowa! Psychiczna kretynka! Popieprzona wariatka!

 Kiedy znów znalazł się w zamku i wszedł do Dormitorium Ślizgonów, siedziała tam Pansy.


piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 33


Mały poślizg, sorrrki. Już jest.
_________________________________________________________________________








- Co .. Ty.. Tu... Ginny! - Hermiona była wsciekła.
Kiedy weszła do pokoju, nie sądziła, zobaczy Ginny i Draco, śmiejących się w najlepsze.
- Myślę, że powinniście pogadać - Ginny uśmiechnęła się i mrugnęła do Draco.
Wyszła z pokoju nim ktokolwiek zdążył się odezwać.
- Wynoś się stąd - powiedziała Hermiona.
Draco spojrzał na nią.
- Nie. Najpierw musimy pogadać.
- Nie! Nie chcę z tobą gadać! Wynoś się!
- Granger, daj mi powiedzieć...
- Nie! Daj mi spokój! - wrzasnęła tak, że Draco myślał, że popękały mu bębenki w uszach.
- Rany! Dlaczego z tobą nie da się normalnie porozmawiać, bo zawsze zaczynasz wrzeszczeć jak opętana? - zdenerwował się.
- Bo nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! Rozumiesz?! Nie chcę z tobą rozmawiać, widzieć cie, słuchać cię, całować...
- Całować? - wtrącił jej się - Wciąż o tym myslisz? - spytał z nadzieją.
Hermiona jednak jej niedosłyszała. Była tylko zła, że o tym wspomniała. Już lepiej by było, jakby nie mówiła nic.
- Nie. Nie myślę. Boje się, że zwymiotuje. - warknęła.
- No, chyba, że tak. W takim razie wymiotuj - podszedł do niej z zamiarem pocałowania jej, ale go odepchnęła. W oczach znowu miała łzy.
Draco miał powoli dość tej farsy.
- Nie uciekniesz od tego - powiedział
- Od niczego nie uciekam. No, może od ciebie. Nie chcę za długo przy tobie stać, bo utopisz się w szlamie.
- Może chcę się w nim utopić?
- Nie sądze.
Po jej glosie Draco poznał, że nie ma tu czego szukać.
- Okej. Jak chcesz. - wyminął ja i wyszedł z pokoju.



* * *



Ktoś kiedyś powiedział, że łzy to słowa, których usta nie potrafią wyrazić.
Właśnie teraz, Hermiona zaczęła się zastanawiać czy nie jest niema.
Łzy spływały po jej policzkach niczym słony wodospad, moczyły szyję, bluzkę i dłonie, którymi je ocierała.
Każda z nich była wyrazem bólu, zawodu, rozczarowania i smutku.
Każda z nich, razem i osobno, odciskały piętno na jej sercu, zdawały się wypalać dziury w jej twarzy...
Ale nie mogła ich powstrzymać. Kiedy tylko starła kilka, zaraz pojawiały się nowe i tak w kolko.
Bezskutecznie starała się ukoić swoje zszargane nerwy, duszę.
Leżała na swoim łóżku z zaciągniętymi zasłonami w sypialni.
Dlaczego on tu przyszedł, pomyślała.
Nie może zostawić mnie w końcu w spokoju? Nie nadążała nad jego ciągłymi zmianami nastrojów. Raz tak, raz siak a raz jeszcze inaczej.
Z bólem serca wspominała wszystkie te cudowne chwile jakie z nim spędziła, te wszystkie, kiedy się przed nią otwierał i pokazywał jej Draco, którego nie zna nikt. Draco zaintrygowanego jej mugolskim życiem... Odnoszącego się do niej w normalny sposób. Słuchającego jej głosu. Zagubionego. Niesamowitego.
Tak bardzo chciała cofnąć się do ich pierwszych tegorocznych rozmów, chciała przeżyć to jeszcze raz...
Ale coś w niej pchało ja uparcie ku rzeczywistości. Domagało się jej uwagi, zainteresowania.
Tym czymś było jego dzisiejsze zachowanie.
Chciał z nią przecież porozmawiać. Dostał się do pokoju wspólnego Gryffindoru i chciał z nią porozmawiać. Z jego tonu wnioskowała, że chciał to zrobić po ludzku.
Wiec dlaczego mu na to nie pozwoliła?
Odpowiedz pojawiła się w jej głowie niemal od razu.
Chcę pobawić się jej uczuciami. To kolejny jego plan. Kolejny pomysł, jak ja ośmieszyć i zranić.
Ale kto tu teraz kogo rani?
On ją, czy ona sama siebie?
Nie dając mu żadnej szansy na wytłumaczenie czegokolwiek, myślała, że unika najgorszego.
A co jeśli chciał ja przeprosić? Wytłumaczyć swoje zachowanie? Wrócić do tego co było?
- Boże - szepnęła zrezygnowana - Uwolnij mnie od niego...
- Miona?
To Ginny właśnie rozsunęła kotary jej łóżka.
Widząc jej zapłakana twarz, zdenerwowała się.
- Wstawaj!
- Zostaw mnie.. - jęknęła Hermiona, ale to nic nie dało.
Ginny złapała ją za rękę i siłą wyciągnęła z łóżka.
- Koniec tego mazgajenia się! - powiedziała - mam ci coś do powiedzenia.
Hermiona otarła łzy i spojrzała z wyrzutem na swoja przyjaciółkę.
- Wiesz dobrze, że Draco tu był, zanim przyszłaś
- Tak.
- Rozmawiałam z nim. I jest parę rzeczy, o których powinnaś wiedzieć. Wiec zacznijmy od tego, że jemu na tobie zależy.
- Co? - zdziwiła się Hermiona
- Szczerze? Też trudno mi w to uwierzyć, ale wychodzi na to, że to prawda. Przyznał się.
- Ale...
- Cicho - Ginny zgromiła ją wzrokiem - z tego co mówił, wszystko między wami ee... Wygląda tak jak wygląda, bo jest ktoś... - dziewczyna zamilkła na chwila i przygryzła wargę - komu się to nie podoba.
- To chyba oczywiste, że jego rodzice nie byliby w stanie zaakceptować, że ich synalek...
- Nie. Prze. Rywaj. Ten ktoś chcę cie zabić.
Hermiona otworzyla usta że zdziwienia
- I to nie są jego starzy. Chodzi o kogoś innego... Nie wiem o kogo, ale skoro Malfoy wziął te groźby na poważnie, to nie jest to byle kto. I właśnie dlatego zachowuje się jak kompletny kretyn. - dokończyła.
- Nic... Nic nie rozumiem... Zabić... Mnie? - Hermiona była wstrząśnięta.
- Komuś nie podobały się wasze stosunki i pewnie zagroził, że jeśli to się nie zmieni, to wiesz... Avada Kedavra. - ruda skwasiła się.
- I niby on to robi, żeby mnie chronić? - prychnęła brunetka - W życiu nie słyszałam większej głupoty.
- Dalabyś spokój! - zezłościła się Ginny - Ja tutaj bronię Malfoy'a, choć normalnie byłabym pierwszą osobą, aby go wykopać, a ty uważasz, że to bzdury. Wiesz, że nie jestem łatwowierna. Po prostu coś takiego było w jego głosie.. Spojrzeniu. - wzruszyła ramionami.
Hermiona sama nie wiedziała co myśleć. To wszystko było zbyt pokręcone. Z jednej strony, Draco był zdolny sprzedać Ginny taką bajkę, ale z drugiej, już raz przyjaciółka stanęła po jego stronie i ... No miała rację.
- Okej. Wierzę ci. Ale co z tego?
- Co z tego? Hermiono! Czy ty mnie w ogóle słuchałaś? Jemu na tobie zależy!
- Jakoś trudno...
- Po prostu daj mu jeszcze jedną szansę, okej? To szalone, ale wydaje mi się, że on naprawdę się zmienił. - ruda zachichotała. - Może nie kompletnie, ale nie jest już tak zbaraniały jak kiedyś.
- Nie sadze, aby coś z tego było. Wywaliłam go stąd...
- Wiem. - zaśmiała się Ginny - Wypadł z pokoju jak burza, prawie zabił przy tym Colina Creveey'a.
- Bardzo śmieszne. Już za późno.
- Nie byłabym tego taka pewna. Po prostu obiecaj, że następnym razem z nim pogadasz, okej?
- Jasne. Porozmawiam. Jeśli jeszcze będzie chciał.



***



Po nieszczesnej rozmowie z Granger, Draco postanowil dac sobie spokoj z wyjasnianiem jej co się dzieje.
Mimo, że męczyło go ciągle patrzenie na nią z daleka. Mimo, że miał dość słuchania jej śmiechu, kiedy sam nawet nie pomyślał, żeby się uśmiechnąć.
Czasem myślał, że niedługo wykorkuje, jeśli wszystko nadal będzie tak wyglądało. Nie do końca chodziło o Gryfonkę... 
Duży wpływ na jego samopoczucie miała szafka zniknięć, która uparcie nie chciała dać się naprawić.
Próbował chyba wszystkiego, a w ostateczności napisał list do Borgina - odpowiedz miała przyjść niedługo.
Chodziło też o to, że nie miał z kim porozmawiać i to go męczyło. Blaise'owi nie miał co o tym mówić, on był ślepo oddany ideom Voldemorta, choć jego rodzina nigdy oficjalnie nie przystąpiła do jego kręgów. Gadanie, że Draco zaczyna mieć wątpliwości co do swojego postępowania, na pewno by go nie ucieszyło.
To go kiedyś zgubi, pomyślał Draco drugiego kwietnia w drodze na zielarstwo. Znów przerabiali mandragory. Tym razem obierali i siekali rośliny, które były potrzebne Slughornowi na eliksiry.
Draco uważał, to za stratę czasu - mógłby spędzić te godzinę w Pokoju Życzen, ale nie. Jakieś durne, wrzeszczące stworki były ważniejsze.
W złości cisnął nożem prosto w otwór gębowy rośliny. Zapiszczała przenikliwie i zaczęła wierzgać korzeniami. Przekroił ja na pół i zamilkła.
Na szczęście, lekcja minęła dość szybko i zanim się obejrzał, wracał z całą klasą i profesor Sprout do szkoły. Był zbyt zajęty swoimi myślami, aby dostrzec kilka zakapturzonych postaci napływających z zakazanego lasu. Dopiero krzyki dwóch Krukonek wybudziły go z transu.







czwartek, 10 stycznia 2013

Witam, witam.
Grubo przed czasem, wiem, ale dzisiaj to nie nowy rozdział. (Wiem, ubolewacie niezmiernie :D)
Jednak dzisiaj zostałam nominowana do Liebster Awards, za co Angusie okropnie dziękuję.
Sama niestety nie mogę wziąć całkowicie udziału z powodu zbyt małej (taa, nieźle powiedziane) liczby blogów, które mogłabym nominować. Zamieszczę tu jednak zasady i odpowiem na pytania zadane mi przez Angusę.

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."


Pytanie Angusy:


1.Czy jest jakiś konkretny kraj, który chciałabyś zwiedzić?
Francja, konkretniej Paryż. Po przeczytaniu x czasu temu Kodu Leonarda Da Vinci, marzę, żeby zobaczyć Luwr.

2. Czy jest jakiś rodzaj tańca, którego chciałabyś się koniecznie nauczyć?
Koniecznie może nie, ale chciałabym umieć tańczyć walca bez deptania stóp partnerowi :D

3. Jaki jest twój ulubiony cytat?
Nie lubię ograniczać się do liczby pojedynczej, jest wiele cytatów, które lubię, które mnie mobilizują i inspirują.

4. Jaką kuchnię lubisz najbardziej?
Trudne pytanie. Nie mam wysokich wymagań jeśli chodzi o jedzenie, ani szczególnych upodobań. Może powiem tak: Ostatnio pokochałam kuchnię "Krakowską" :P

5. Jakie słowo w języku polskim podoba ci się najbardziej?
Jak napiszę "Kurwa" to nie będę oryginalna, co nie? :D
to niech będzie "Przyjaciel" jest takie ciepłe...

6. Ulubiony gatunek literatury?
Jestem nieuleczalną romantyczką, więc romans.

7. Czy wzięłabyś udział w teleturnieju "moment prawdy"?
Generalnie jestem szczerą osobą, więc raczej tak.


8. Czy zdarza ci się "dwa razy skoczyć do tej samej rzeki"?
Jezu, notorycznie.


9. Skąd przyszedł pomysł na bloga?
Kiedyś miałam wiele blogów, ale nie mogła ich ogarnąc czasowo, w efekcie żadnego nie doprowadziłam do końca. Dramione jest moją ostatnią szansą. Jeśli się uda, będę pisać dalej :)

10. Wschód czy zachód słońca? Co jest według ciebie piękniejsze?
Zdecydowanie wschód - tylko wtedy niebo jest zielone, czerwone, białe, niebieskie, różowe i pomarańćzowe jednocześnie. No i zwiastuje nowy dzien, który zawsze jest szansą na zamiany na lepsze.

11. Gdybyś została prezydentem, to co byś zmieniła w naszym kraju?
Jakbym została prezydentem, to zapewne byłaby to "Wina Tuska". 
:D











wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział 32

Jestem. Wybaczcie znów taki poślizg... nastepna notka będzie za równe dwa tygodnie, naprawdę postaram się dotrzymać terminu. Następny rozdział trochę jeszcze przynudnawy, ale potem pójdzie jak z płatka. :)
Dziekuję za wszystkie komentarze, i proszę o więcej! Karmią wena :D

PS. a jak ktos kupi mi normalną klawiaturę, to będę pisać codziennie :D










- Nie powinno cię tu być, Alicjo. - powiedział Draco.
Na Merlina, co ona robi w Hogsmeade, pod samym nosem Dumbledore'a?! Tak śpieszno jej do Azkabanu? I czy ja  nie mogę mieć choć jednego, cholernego, normalnego dnia?
- Och, wiem. - odparła wzruszając ramionami, jakby chodziło o zwykłą błahostkę. - Ale nie martw się, stary Dumb i jego... przyjaciele są tak tępi, że gdybym przeszła koło nich wymachując im Mrocznym Znakiem przed twarzami, to by mnie nie zauważyli.
- Nie bądź tego taka pewna. - Draco rozejrzał się na boki z niepokojem. - Chodźmy stąd - powiedział i nie oglądając sie za siebie podążył w głąb wąskiej uliczki.
Szedł w milczeniu. Nie śmiał odetchnąć, mając Alicję za plecami, a jednocześnie bał się odwrócić, bo mogło się okazać, że dziewczyna już celuje w niego różdżką.
Poczuł kropelki potu wstępujące mu na czoło, ale nie otarł ich. Szedł, póki nie znaleźli się na obrzeżach wioski, gdzie mogli porozmawiać bez nieustającego lęku, że ktoś ich zobaczy.
- Czego chcesz? - warknął kiedy w końcu zatrzymali się w cieniu starej topoli. Nie starał się kryć swojej złości, nie chciał bawić się w jej chore gierki, tylko skończyć tą paranoję raz na zawsze.
- Już ci powiedziałam. Sprawdzam co tam słychać u mojego ukochanego kuzynka. - mrugnęła do niego zawadiacko, ale w jej wykonaniu taki gest był jak wyrok śmierci.
Draco wzdrygnął się.
- Widziałam dziś twoją Granger. - dodała beztrosko i przez chwilę można było pomyśleć, że jest zwykłą nastolatką, cieszącą się, że widziała dziewczynę, w której zakochał się jej kuzyn. Przez chwilę.
Zaraz potem na jej ustach pojawił się obrzydliwy, złowrogi uśmieszek.
- Odwal się od niej.
- Chciałam tylko zobaczyć co takiego ma w sobie ta dziewczyna, że tak ci na niej zależy. Niestety... prócz z daleka wyczuwalnego odoru brudnej krwi nie ma w niej nic szczególnego.
Draco w środku cały się gotował, ale nie dał tego po sobie poznać. Wpatrywał się tylko w Alicję zaciętym spojrzeniem i czekał na kolejne słowa, które padną z jej ust.
- Słyszałam jak rozmawiała z tą swoją koleżaneczką... Weasley? Tak... plugawa zdrajczyni krwi... W kazdym razie, twoja luba nie wyraża sie o tobie pochlebnie.
- Och, co ty nie powiesz? Może to dlatego, że mnie nienawidzi?
- A ty?
- Co ja?
- Nienawidzisz ją?
- Sama wiesz najlepiej, więc po co mam sobie strzępić język?
Alicja przyjrzała się chłopakowi badawczo i westchnęła.
- Wiesz, że robię to dla dobra ciebie i całej naszej rodziny.
- Nie - warknął - Robisz to, bo nienawidzisz mugoli. Bo twoja matka...
- Ani słowa o mojej matce! - dziewczyna przystawiła mu różdżkę do gardła. Draco nawet gdyby chciał, nie mógł by nic zrobić, po jednocześnie przyparła go do ściany.
Zreszta pojedynek dwójki Śmierciożerców w tak małej wiosce jak Hogsmeade na pewno nie przeszedłby niezauważony.
- Jasne. - wycedził tylko, patrząc w jej granatowe oczy, z których wylewała się wściekłość i czysta rządza mordu.
- Pamiętaj - powiedziała odejmując różdżkę od jego szyi - Jesli dowiem się o czymś, zabiję ją.
- Są rzeczy, o których nie wie Parkinson. Ani Granger. A ty już tym bardziej.
- do zobaczenia, kuzynku - powiedziała tylko, po czym teleportowała się z cichym pyknięciem.



* * *



Dwa dni później, Hermiona siedziała na Obronie Przed Czarną Magią i głęboko rozmyślała o Draco. Widziała w jakim był stanie, kiedy wszedł do klasy - wyglądał jeszcze gorzej niż kiedy wpadł w szał na jednym z dyżurów, kiedy wszystko jej powiedział.
Teraz był chudszy, poszarzały na twarzy i ogólnie marniejszy. Martwiła się o niego, chociaż wiedziała, że nie powinna i mimo, że wciąż sobie to wyrzucała, nie mogła się opanować.
Ron, który wyszedł ze Skrzydła Szpitalnego tego ranka, nie omieszkał skomentować jego wyglądu.
- Wygląda jak dementor.
- Ron, - westchnęła Hermiona - On..
Nie dane jej jednak było dokończyć zdania, bo Snape właśnie szedł w ich stronę. 
I tak do końca lekcji nie mogła powiedzieć co myślała, bo mężczyzna jakby wiedział, że chce porozmawiać z Ronem i starał się za wszelką cenę do tego nie dopuścić.
Raz po raz Hermionie udało się zerknąć na Draco siedzącego niedaleko nie. Ze zdziwieniem dostrzegała, że on również na nią patrzył. Jego spojrzenie było jednak nieodgadnione - ni to stanowcze, nie to zamyślone. Ani przyjazne, ani wrogie. Nie było nawet obojętne, tylko po prostu dziwne.
- Panie Malfoy, mógłby się pan zająć zadaną pracą, a nie studiowaniem wzrokiem panny Granger? - spytał nagle Snape,  jego głos ociekał zjadliwością. Hermiona podskoczyła na miejscu.
O co chodzi temu człowiekowi?, jeszcze niedawno tak nam kibicował, hipokryta., pomyślała ze złością.
Draco posłał Snape'owi mordercze spojrzenie i odwrócił się do swojej książki.
- Może gdyby nie śmierdziało od niej szlamem na kilometr,to bym nie patrzył. - mruknął z wzrokiem wbitym w opasłe tomiszcze.
Nie głośno, ale dość by Hermiona usłyszała. A wraz z nią Snape i kilka osób siedzących obok.
W oczach dziewczyny stanęły łzy.
Myślała, że po tym jak ją uratował, przestanie ją ciągle obrażać, że jego stosunek do niej choć trochę się zmienił... Jak widać, była w błędzie.
Kiedy zobaczył nagle kawałek pergaminu przylatujący na jej ławkę pomyślała, że może to Draco chce ją przeprosić. Naiwna.
Owszem, kartka była od niego, ale z przeprosinami nie miała nic wspólnego. Był na niej koślawy rysunek przedstawiający Hermionę w kałuży krwi, podpisany słowami:
Zdychaj szlamo.
Hermiona nie wiedziała, kiedy łzy zaczęły płynąć po jej twarzy strumieniami. Nie zważając na spojrzenia innych uczniów a ni na Snape'a, wybiegła z klasy, zostawiając swoje rzeczy na ławce.
- Granger! Wracaj! - ryknął za nią nauczyciel, ale nie miała zamiaru go słuchać Nie teraz. - Potter! Weasley! Siadać! - warknął, kiedy zobaczył, że Harry i Ron zrywają się z miejsc aby za nią pobiec.
Podszedł do jej ławki rzucając złowrogie spojrzenia i wziął do ręki liścik od Draco.
Wpatrywał się w niego chwilę i przemówił.
- Malfoy. Może mi to wyjaśnić? - spytał podając mu kartkę.
Draco skwasił się. Nie sądził, że te kilka głupich, nic nie znaczących słów spowoduje, że Granger wybiegnie z klasy rycząc.
A tym bardziej, że Snape zruga go przy całej klasie.
- Pytałem, czy możesz mi to wytłumaczyć. - powtórzył, pochylając się nad ławką chłopaka, który uparcie milczał. - Dobrze. W takim razie muszę odjąć Slytherinowi dziesięć punktów za słownictwo. Drugie tyle za wysyłanie liścików na lekcji. I żeby to był ostatni raz.
Po czym zwrócił się do Harry'ego i Rona.
- Gryffindor traci dziesięć punktów za ucieczkę z lekcji.
Schował kartke do kieszeni szaty i wrócił do swoich zajęć.
- Jesteś nienormalny - Blaise pokręcił głową, kiedy lekcja dobiegła końca - Po co jej to wysłałeś?
- Bo tak.
- Bo tak? Cholera, Draco. Czy tobie na niej zależy, czy nie?
- Zależy. I właśnie dlatego musiałem to zrobić - mruknął chłopak, po czym odszedł od przyjaciela i usiadł na końcu stołu w Wielkiej Sali.
Rozejrzał się wokoło, ale nigdzie nie dostrzegł Gryfonki z nastroszoną fryzurą. 
Potter i Wieprzlej siedzieli na swoich miejscach i jedli żeberka, jak gdyby nigdy nic. Rudej Weasley też jednak nigdzie nie było.
Musi być z Granger, pomyślał. Szlag by to jasny trafił, już było tak dobrze... Gdyby nie ta cholerna Alicja, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Draco czuł się fatalnie. Znów doprowadził ją do płaczu. No bez przesady, ale ile można?
Wszystko się sypało. Jedyna osoba, na której mu zależało i która pomagała mu pzretrwać ten cały cyrk, siedziała teraz gdzieś i płakała, bo kazał jej zdychać.
Pierwszy raz w swoim siedemnastoletnim życiu, Draco pomyślał, że jest skończonym kretynem.
Nagle poczuł wielką chęć odkręcenia wszystkiego bez względu na konsekwencje i zerwał się z miejsca z zamiarem odwiedzenia Wieży Gryffindoru. Przez myśl przeszło mu, że w tym roku odwiedza ją zdecydowanie za często.
Kiedy dotarł na górę, pod portretem Grubej Dam zobaczył Longbottoma, który kłócił się o coś z obrazem.
- Nie pamiętam hasła... - jęczał chłopak, a jego mina wyrażała czyste nieszczęście.
- To nie moja sprawa. Nie masz hasła, nie wpuszczę cię. - odparła kobieta niewzruszona.
Draco słysząc te słowa, zacisnął dłoń na różdżce w kieszeni.
- Legilimens - szepnął i natychmiast poznał myśli Grubej Damy. Szybko znalazł to czego szukał - myśli portretu nie były specjalnie skomplikowane.
Puścił różdżkę i podszedł do Neville'a.
- Szampańska zabawa - powiedziała, zwracając się do portretu.
Gruba Dama i Gryfon wybałuszyli oczy, ale nie mogli nic zrobić. Chcąc nie chcąc kobieta wpuściła Draco do środka i po chwili razem z Nevillem był już w Pokoju Wspólnym Gryfonów.
- Malfoy - odezwał się chłopak, który właśnie otrząsnął się z szoku jaki wywołała w nim ta sytuacja - W.. Wynoś się.
- Longbottom, daruj sobie - prychnął Draco - Lepiej powiedz mi, gdzie jest sypialnia dziewczyn.
- Nie! Nie pozwolę ci skrzywdzić Hermiony!
Drac ledwo powstrzymał grymas zniesmaczenia, bo właśnie wyobraził sobie Neville'a, który jest zakochany w Hermionie i gotów za nią zginąć.
Fu.
-  Po prostu powiedz, albo użyję legilimencji.
I kiedy pełne obawy spojrzenie Gryfona padło na schody, Draco wiedział już gdzie szukać.
Nie mówiąc dziękuję, ani nie oglądając się za siebie wbiegł na górę. A raczej starał się, bo kiedy był na czwartym stopniu, schody wygładziły się i chłopak spadł na sam dół, prosto pod nogi Neville'a. Chłopak zachichotał. Draco posłał mu mrożące krew w żyłach spojrzenie i wycelował różdżką w schody.
-  Obturatio!
Schody wróciły do normalnej postaci i kiedy Draco ponowił próbę wejścia na górę, dotarł tam bez trudu.
Kiedy jednak otworzył drzwi sypialni, czekała na niego kolejna niespodzianka.
Ginny Weasley.
- Co ty tu robisz? - spytała ni to zła, ni to zdziwiona.
- Szukam Granger.
- Czego od niej chcesz? Mało ci?
- Nie będę sie przed tobą tłumaczył, Weasley. - warknął
- W takim razie, nic ci nie powiem. - dziewczyna splotła ręce na piersiach.
Draco zmrużył oczy. Podjął decyzje w ciągu kilku sekund i zaczął mówić.
- Chcę ja przeprosić, zadowolona?
- Jasne. - prychnęła ruda - Ty i przepraszanie? Nigdy w to nie uwierzę.
- Nie musisz - wściekł się - Bo to nie twoja sprawa.
- Nie moja? Nie moja? - dziewczyna postąpiła krok w jego stronę - Hermiona jest moją przyjaciółką. Kojarzysz taki zwrot? Przyjaciel? Nie sądzę. Wiesz co to znaczy być czyimś przyjacielem?  To znaczy poświęcać się, martwić, dzielić problemy, ból i łzy.
- Nie chce mi się słuchać twoich wykładów.
- Musisz,jeśli chcesz coś osiągnąć. Musisz zrozumieć. Wyobraź sobie, jak ona się teraz czuje. Spędziła z tobą cudowne, w jej mniemaniu, chwile. niemal straciła przez ciebie Harry'ego i Rona! A potem ty nagle zmieniłeś się w jej oczach. Znów zacząłeś być chamski, wredny, dwulicowy, fałszywy, arogancki, upierdliwy...
- Dobra, dobra, daruj sobie te przymiotniki.
Dziewczyna zamilkła na chwilę, ale zaraz kontynuowała.
- Boli ją twoje zachowanie. To, jak ją traktujesz.
- Nienawidzi mnie, sama mi to powiedziała! -wykrzyknął Draco, tracąc panowanie nad sobą. - Więc przestań mi wmawiać, że to ja krzywdzę ją! Jak można przejmować się słowami kogoś, kogo się nienawidzi?!
- Powiedziała ci tak? Nie dziwię jej się! A ty? Dziwisz się, że po tym wszystkim próbuje ukryć swoje prawdziwe uczucia względem ciebie?! Myslisz, że potrafiłaby cie traktować tak jak przedtem, kiedy ty trktujesz ją jak smiecia?! - tym razem to Giny wybuchła.
Jej słowa dudniły Draco w głowie, mieszając się i plącząc. Nie wiedział już co myśleć, mówić, robić.
Prawdziwe uczucia względem ciebie.
Cudowne w jej mniemaniu chwile.
Boli ja twoje zachowanie.
Traktujesz ją jak śmiecia...
Traktujesz ją jak śmiecia!
- To nie jest takie proste. - powiedział z emfazą.
- Więc wyjaśnij.
- Nie mogę! Nie wszystko, do jasnej cholery, zależy ode mnie! Są rzeczy... ludzie... którzy tego nie chcą, dobra? Wolisz, żeby Granger była ... niepocieszona, czy martwa? - wycedził.
Widział dobrze, jak wściekłą minę Ginny powoli zastępuje szok. Przez chwilę nie mówiła nic, jej usta poruszały sie bezgłośnie, a oczy były szeroko otwarte.
- C.. co ty powiedziałeś? - wydukała wreszcie.
- Czy chcesz, żeby była martwa.
- Chodzi o twoich rodziców? - spytała, a Draco prychnął i uśmiechnął się krzywo.
- Gdyby chodziło o nich, nie było by sprawy.
- Voldemort?
- Aż tak to nie, ale blisko. - odparł. - Nieważne.
- Nieważne? Oszalałeś?! Ktoś chce ją zabić, a ty uważasz, że to nieważne?! 
- Ważne! Właśnie dlatego jest tak, jak jest. Nie chcę, żeby przez moje widzimisię, stała jej się krzywda.
Ku zdziwieniu chłopaka, Ginny uśmiechnęła się szeroko.
- Zalezy ci na niej. - to nie było pytanie.
Szybka jesteś, pomyślał Draco uśmiechając sie pod nosem.
- Nie wierzę! Tobie na niej zależy! - wykrzyknęła, szczerząc się jak wariatka.
- Nie rób z tego wielkiej sensacji. - Draco ledwo powstrzymywał śmiech. Zareagowała dokładnie tak samo jak Blaise.
- Chyba oszalałeś! - dziewczyna śmiała się dalej i Draco nie mógł nic poradzić na to, że sam zaczął chichotać.
Czuł się dziwnie. Dziwnie.... swobodnie.
Kto by pomyślał?
W tym momencie, drzwi dormitorium otworzyły się z trzaskiem i do środka weszła Hermiona.
Draco automatycznie zamilkł, Ginny skrzywiła się.
Kiedy chłopak przyjrzał się brunetce, dostrzegł, że oczy ma zaczerwienione a rzęsy wilgotne. Ten widok sprawił, że Draco natychmiast stracił dobry humor.
Stali tak chwilę, gapiąc sie na siebie,a potem dziewczyna się odezwała.