piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 33


Mały poślizg, sorrrki. Już jest.
_________________________________________________________________________








- Co .. Ty.. Tu... Ginny! - Hermiona była wsciekła.
Kiedy weszła do pokoju, nie sądziła, zobaczy Ginny i Draco, śmiejących się w najlepsze.
- Myślę, że powinniście pogadać - Ginny uśmiechnęła się i mrugnęła do Draco.
Wyszła z pokoju nim ktokolwiek zdążył się odezwać.
- Wynoś się stąd - powiedziała Hermiona.
Draco spojrzał na nią.
- Nie. Najpierw musimy pogadać.
- Nie! Nie chcę z tobą gadać! Wynoś się!
- Granger, daj mi powiedzieć...
- Nie! Daj mi spokój! - wrzasnęła tak, że Draco myślał, że popękały mu bębenki w uszach.
- Rany! Dlaczego z tobą nie da się normalnie porozmawiać, bo zawsze zaczynasz wrzeszczeć jak opętana? - zdenerwował się.
- Bo nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! Rozumiesz?! Nie chcę z tobą rozmawiać, widzieć cie, słuchać cię, całować...
- Całować? - wtrącił jej się - Wciąż o tym myslisz? - spytał z nadzieją.
Hermiona jednak jej niedosłyszała. Była tylko zła, że o tym wspomniała. Już lepiej by było, jakby nie mówiła nic.
- Nie. Nie myślę. Boje się, że zwymiotuje. - warknęła.
- No, chyba, że tak. W takim razie wymiotuj - podszedł do niej z zamiarem pocałowania jej, ale go odepchnęła. W oczach znowu miała łzy.
Draco miał powoli dość tej farsy.
- Nie uciekniesz od tego - powiedział
- Od niczego nie uciekam. No, może od ciebie. Nie chcę za długo przy tobie stać, bo utopisz się w szlamie.
- Może chcę się w nim utopić?
- Nie sądze.
Po jej glosie Draco poznał, że nie ma tu czego szukać.
- Okej. Jak chcesz. - wyminął ja i wyszedł z pokoju.



* * *



Ktoś kiedyś powiedział, że łzy to słowa, których usta nie potrafią wyrazić.
Właśnie teraz, Hermiona zaczęła się zastanawiać czy nie jest niema.
Łzy spływały po jej policzkach niczym słony wodospad, moczyły szyję, bluzkę i dłonie, którymi je ocierała.
Każda z nich była wyrazem bólu, zawodu, rozczarowania i smutku.
Każda z nich, razem i osobno, odciskały piętno na jej sercu, zdawały się wypalać dziury w jej twarzy...
Ale nie mogła ich powstrzymać. Kiedy tylko starła kilka, zaraz pojawiały się nowe i tak w kolko.
Bezskutecznie starała się ukoić swoje zszargane nerwy, duszę.
Leżała na swoim łóżku z zaciągniętymi zasłonami w sypialni.
Dlaczego on tu przyszedł, pomyślała.
Nie może zostawić mnie w końcu w spokoju? Nie nadążała nad jego ciągłymi zmianami nastrojów. Raz tak, raz siak a raz jeszcze inaczej.
Z bólem serca wspominała wszystkie te cudowne chwile jakie z nim spędziła, te wszystkie, kiedy się przed nią otwierał i pokazywał jej Draco, którego nie zna nikt. Draco zaintrygowanego jej mugolskim życiem... Odnoszącego się do niej w normalny sposób. Słuchającego jej głosu. Zagubionego. Niesamowitego.
Tak bardzo chciała cofnąć się do ich pierwszych tegorocznych rozmów, chciała przeżyć to jeszcze raz...
Ale coś w niej pchało ja uparcie ku rzeczywistości. Domagało się jej uwagi, zainteresowania.
Tym czymś było jego dzisiejsze zachowanie.
Chciał z nią przecież porozmawiać. Dostał się do pokoju wspólnego Gryffindoru i chciał z nią porozmawiać. Z jego tonu wnioskowała, że chciał to zrobić po ludzku.
Wiec dlaczego mu na to nie pozwoliła?
Odpowiedz pojawiła się w jej głowie niemal od razu.
Chcę pobawić się jej uczuciami. To kolejny jego plan. Kolejny pomysł, jak ja ośmieszyć i zranić.
Ale kto tu teraz kogo rani?
On ją, czy ona sama siebie?
Nie dając mu żadnej szansy na wytłumaczenie czegokolwiek, myślała, że unika najgorszego.
A co jeśli chciał ja przeprosić? Wytłumaczyć swoje zachowanie? Wrócić do tego co było?
- Boże - szepnęła zrezygnowana - Uwolnij mnie od niego...
- Miona?
To Ginny właśnie rozsunęła kotary jej łóżka.
Widząc jej zapłakana twarz, zdenerwowała się.
- Wstawaj!
- Zostaw mnie.. - jęknęła Hermiona, ale to nic nie dało.
Ginny złapała ją za rękę i siłą wyciągnęła z łóżka.
- Koniec tego mazgajenia się! - powiedziała - mam ci coś do powiedzenia.
Hermiona otarła łzy i spojrzała z wyrzutem na swoja przyjaciółkę.
- Wiesz dobrze, że Draco tu był, zanim przyszłaś
- Tak.
- Rozmawiałam z nim. I jest parę rzeczy, o których powinnaś wiedzieć. Wiec zacznijmy od tego, że jemu na tobie zależy.
- Co? - zdziwiła się Hermiona
- Szczerze? Też trudno mi w to uwierzyć, ale wychodzi na to, że to prawda. Przyznał się.
- Ale...
- Cicho - Ginny zgromiła ją wzrokiem - z tego co mówił, wszystko między wami ee... Wygląda tak jak wygląda, bo jest ktoś... - dziewczyna zamilkła na chwila i przygryzła wargę - komu się to nie podoba.
- To chyba oczywiste, że jego rodzice nie byliby w stanie zaakceptować, że ich synalek...
- Nie. Prze. Rywaj. Ten ktoś chcę cie zabić.
Hermiona otworzyla usta że zdziwienia
- I to nie są jego starzy. Chodzi o kogoś innego... Nie wiem o kogo, ale skoro Malfoy wziął te groźby na poważnie, to nie jest to byle kto. I właśnie dlatego zachowuje się jak kompletny kretyn. - dokończyła.
- Nic... Nic nie rozumiem... Zabić... Mnie? - Hermiona była wstrząśnięta.
- Komuś nie podobały się wasze stosunki i pewnie zagroził, że jeśli to się nie zmieni, to wiesz... Avada Kedavra. - ruda skwasiła się.
- I niby on to robi, żeby mnie chronić? - prychnęła brunetka - W życiu nie słyszałam większej głupoty.
- Dalabyś spokój! - zezłościła się Ginny - Ja tutaj bronię Malfoy'a, choć normalnie byłabym pierwszą osobą, aby go wykopać, a ty uważasz, że to bzdury. Wiesz, że nie jestem łatwowierna. Po prostu coś takiego było w jego głosie.. Spojrzeniu. - wzruszyła ramionami.
Hermiona sama nie wiedziała co myśleć. To wszystko było zbyt pokręcone. Z jednej strony, Draco był zdolny sprzedać Ginny taką bajkę, ale z drugiej, już raz przyjaciółka stanęła po jego stronie i ... No miała rację.
- Okej. Wierzę ci. Ale co z tego?
- Co z tego? Hermiono! Czy ty mnie w ogóle słuchałaś? Jemu na tobie zależy!
- Jakoś trudno...
- Po prostu daj mu jeszcze jedną szansę, okej? To szalone, ale wydaje mi się, że on naprawdę się zmienił. - ruda zachichotała. - Może nie kompletnie, ale nie jest już tak zbaraniały jak kiedyś.
- Nie sadze, aby coś z tego było. Wywaliłam go stąd...
- Wiem. - zaśmiała się Ginny - Wypadł z pokoju jak burza, prawie zabił przy tym Colina Creveey'a.
- Bardzo śmieszne. Już za późno.
- Nie byłabym tego taka pewna. Po prostu obiecaj, że następnym razem z nim pogadasz, okej?
- Jasne. Porozmawiam. Jeśli jeszcze będzie chciał.



***



Po nieszczesnej rozmowie z Granger, Draco postanowil dac sobie spokoj z wyjasnianiem jej co się dzieje.
Mimo, że męczyło go ciągle patrzenie na nią z daleka. Mimo, że miał dość słuchania jej śmiechu, kiedy sam nawet nie pomyślał, żeby się uśmiechnąć.
Czasem myślał, że niedługo wykorkuje, jeśli wszystko nadal będzie tak wyglądało. Nie do końca chodziło o Gryfonkę... 
Duży wpływ na jego samopoczucie miała szafka zniknięć, która uparcie nie chciała dać się naprawić.
Próbował chyba wszystkiego, a w ostateczności napisał list do Borgina - odpowiedz miała przyjść niedługo.
Chodziło też o to, że nie miał z kim porozmawiać i to go męczyło. Blaise'owi nie miał co o tym mówić, on był ślepo oddany ideom Voldemorta, choć jego rodzina nigdy oficjalnie nie przystąpiła do jego kręgów. Gadanie, że Draco zaczyna mieć wątpliwości co do swojego postępowania, na pewno by go nie ucieszyło.
To go kiedyś zgubi, pomyślał Draco drugiego kwietnia w drodze na zielarstwo. Znów przerabiali mandragory. Tym razem obierali i siekali rośliny, które były potrzebne Slughornowi na eliksiry.
Draco uważał, to za stratę czasu - mógłby spędzić te godzinę w Pokoju Życzen, ale nie. Jakieś durne, wrzeszczące stworki były ważniejsze.
W złości cisnął nożem prosto w otwór gębowy rośliny. Zapiszczała przenikliwie i zaczęła wierzgać korzeniami. Przekroił ja na pół i zamilkła.
Na szczęście, lekcja minęła dość szybko i zanim się obejrzał, wracał z całą klasą i profesor Sprout do szkoły. Był zbyt zajęty swoimi myślami, aby dostrzec kilka zakapturzonych postaci napływających z zakazanego lasu. Dopiero krzyki dwóch Krukonek wybudziły go z transu.







czwartek, 10 stycznia 2013

Witam, witam.
Grubo przed czasem, wiem, ale dzisiaj to nie nowy rozdział. (Wiem, ubolewacie niezmiernie :D)
Jednak dzisiaj zostałam nominowana do Liebster Awards, za co Angusie okropnie dziękuję.
Sama niestety nie mogę wziąć całkowicie udziału z powodu zbyt małej (taa, nieźle powiedziane) liczby blogów, które mogłabym nominować. Zamieszczę tu jednak zasady i odpowiem na pytania zadane mi przez Angusę.

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."


Pytanie Angusy:


1.Czy jest jakiś konkretny kraj, który chciałabyś zwiedzić?
Francja, konkretniej Paryż. Po przeczytaniu x czasu temu Kodu Leonarda Da Vinci, marzę, żeby zobaczyć Luwr.

2. Czy jest jakiś rodzaj tańca, którego chciałabyś się koniecznie nauczyć?
Koniecznie może nie, ale chciałabym umieć tańczyć walca bez deptania stóp partnerowi :D

3. Jaki jest twój ulubiony cytat?
Nie lubię ograniczać się do liczby pojedynczej, jest wiele cytatów, które lubię, które mnie mobilizują i inspirują.

4. Jaką kuchnię lubisz najbardziej?
Trudne pytanie. Nie mam wysokich wymagań jeśli chodzi o jedzenie, ani szczególnych upodobań. Może powiem tak: Ostatnio pokochałam kuchnię "Krakowską" :P

5. Jakie słowo w języku polskim podoba ci się najbardziej?
Jak napiszę "Kurwa" to nie będę oryginalna, co nie? :D
to niech będzie "Przyjaciel" jest takie ciepłe...

6. Ulubiony gatunek literatury?
Jestem nieuleczalną romantyczką, więc romans.

7. Czy wzięłabyś udział w teleturnieju "moment prawdy"?
Generalnie jestem szczerą osobą, więc raczej tak.


8. Czy zdarza ci się "dwa razy skoczyć do tej samej rzeki"?
Jezu, notorycznie.


9. Skąd przyszedł pomysł na bloga?
Kiedyś miałam wiele blogów, ale nie mogła ich ogarnąc czasowo, w efekcie żadnego nie doprowadziłam do końca. Dramione jest moją ostatnią szansą. Jeśli się uda, będę pisać dalej :)

10. Wschód czy zachód słońca? Co jest według ciebie piękniejsze?
Zdecydowanie wschód - tylko wtedy niebo jest zielone, czerwone, białe, niebieskie, różowe i pomarańćzowe jednocześnie. No i zwiastuje nowy dzien, który zawsze jest szansą na zamiany na lepsze.

11. Gdybyś została prezydentem, to co byś zmieniła w naszym kraju?
Jakbym została prezydentem, to zapewne byłaby to "Wina Tuska". 
:D











wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział 32

Jestem. Wybaczcie znów taki poślizg... nastepna notka będzie za równe dwa tygodnie, naprawdę postaram się dotrzymać terminu. Następny rozdział trochę jeszcze przynudnawy, ale potem pójdzie jak z płatka. :)
Dziekuję za wszystkie komentarze, i proszę o więcej! Karmią wena :D

PS. a jak ktos kupi mi normalną klawiaturę, to będę pisać codziennie :D










- Nie powinno cię tu być, Alicjo. - powiedział Draco.
Na Merlina, co ona robi w Hogsmeade, pod samym nosem Dumbledore'a?! Tak śpieszno jej do Azkabanu? I czy ja  nie mogę mieć choć jednego, cholernego, normalnego dnia?
- Och, wiem. - odparła wzruszając ramionami, jakby chodziło o zwykłą błahostkę. - Ale nie martw się, stary Dumb i jego... przyjaciele są tak tępi, że gdybym przeszła koło nich wymachując im Mrocznym Znakiem przed twarzami, to by mnie nie zauważyli.
- Nie bądź tego taka pewna. - Draco rozejrzał się na boki z niepokojem. - Chodźmy stąd - powiedział i nie oglądając sie za siebie podążył w głąb wąskiej uliczki.
Szedł w milczeniu. Nie śmiał odetchnąć, mając Alicję za plecami, a jednocześnie bał się odwrócić, bo mogło się okazać, że dziewczyna już celuje w niego różdżką.
Poczuł kropelki potu wstępujące mu na czoło, ale nie otarł ich. Szedł, póki nie znaleźli się na obrzeżach wioski, gdzie mogli porozmawiać bez nieustającego lęku, że ktoś ich zobaczy.
- Czego chcesz? - warknął kiedy w końcu zatrzymali się w cieniu starej topoli. Nie starał się kryć swojej złości, nie chciał bawić się w jej chore gierki, tylko skończyć tą paranoję raz na zawsze.
- Już ci powiedziałam. Sprawdzam co tam słychać u mojego ukochanego kuzynka. - mrugnęła do niego zawadiacko, ale w jej wykonaniu taki gest był jak wyrok śmierci.
Draco wzdrygnął się.
- Widziałam dziś twoją Granger. - dodała beztrosko i przez chwilę można było pomyśleć, że jest zwykłą nastolatką, cieszącą się, że widziała dziewczynę, w której zakochał się jej kuzyn. Przez chwilę.
Zaraz potem na jej ustach pojawił się obrzydliwy, złowrogi uśmieszek.
- Odwal się od niej.
- Chciałam tylko zobaczyć co takiego ma w sobie ta dziewczyna, że tak ci na niej zależy. Niestety... prócz z daleka wyczuwalnego odoru brudnej krwi nie ma w niej nic szczególnego.
Draco w środku cały się gotował, ale nie dał tego po sobie poznać. Wpatrywał się tylko w Alicję zaciętym spojrzeniem i czekał na kolejne słowa, które padną z jej ust.
- Słyszałam jak rozmawiała z tą swoją koleżaneczką... Weasley? Tak... plugawa zdrajczyni krwi... W kazdym razie, twoja luba nie wyraża sie o tobie pochlebnie.
- Och, co ty nie powiesz? Może to dlatego, że mnie nienawidzi?
- A ty?
- Co ja?
- Nienawidzisz ją?
- Sama wiesz najlepiej, więc po co mam sobie strzępić język?
Alicja przyjrzała się chłopakowi badawczo i westchnęła.
- Wiesz, że robię to dla dobra ciebie i całej naszej rodziny.
- Nie - warknął - Robisz to, bo nienawidzisz mugoli. Bo twoja matka...
- Ani słowa o mojej matce! - dziewczyna przystawiła mu różdżkę do gardła. Draco nawet gdyby chciał, nie mógł by nic zrobić, po jednocześnie przyparła go do ściany.
Zreszta pojedynek dwójki Śmierciożerców w tak małej wiosce jak Hogsmeade na pewno nie przeszedłby niezauważony.
- Jasne. - wycedził tylko, patrząc w jej granatowe oczy, z których wylewała się wściekłość i czysta rządza mordu.
- Pamiętaj - powiedziała odejmując różdżkę od jego szyi - Jesli dowiem się o czymś, zabiję ją.
- Są rzeczy, o których nie wie Parkinson. Ani Granger. A ty już tym bardziej.
- do zobaczenia, kuzynku - powiedziała tylko, po czym teleportowała się z cichym pyknięciem.



* * *



Dwa dni później, Hermiona siedziała na Obronie Przed Czarną Magią i głęboko rozmyślała o Draco. Widziała w jakim był stanie, kiedy wszedł do klasy - wyglądał jeszcze gorzej niż kiedy wpadł w szał na jednym z dyżurów, kiedy wszystko jej powiedział.
Teraz był chudszy, poszarzały na twarzy i ogólnie marniejszy. Martwiła się o niego, chociaż wiedziała, że nie powinna i mimo, że wciąż sobie to wyrzucała, nie mogła się opanować.
Ron, który wyszedł ze Skrzydła Szpitalnego tego ranka, nie omieszkał skomentować jego wyglądu.
- Wygląda jak dementor.
- Ron, - westchnęła Hermiona - On..
Nie dane jej jednak było dokończyć zdania, bo Snape właśnie szedł w ich stronę. 
I tak do końca lekcji nie mogła powiedzieć co myślała, bo mężczyzna jakby wiedział, że chce porozmawiać z Ronem i starał się za wszelką cenę do tego nie dopuścić.
Raz po raz Hermionie udało się zerknąć na Draco siedzącego niedaleko nie. Ze zdziwieniem dostrzegała, że on również na nią patrzył. Jego spojrzenie było jednak nieodgadnione - ni to stanowcze, nie to zamyślone. Ani przyjazne, ani wrogie. Nie było nawet obojętne, tylko po prostu dziwne.
- Panie Malfoy, mógłby się pan zająć zadaną pracą, a nie studiowaniem wzrokiem panny Granger? - spytał nagle Snape,  jego głos ociekał zjadliwością. Hermiona podskoczyła na miejscu.
O co chodzi temu człowiekowi?, jeszcze niedawno tak nam kibicował, hipokryta., pomyślała ze złością.
Draco posłał Snape'owi mordercze spojrzenie i odwrócił się do swojej książki.
- Może gdyby nie śmierdziało od niej szlamem na kilometr,to bym nie patrzył. - mruknął z wzrokiem wbitym w opasłe tomiszcze.
Nie głośno, ale dość by Hermiona usłyszała. A wraz z nią Snape i kilka osób siedzących obok.
W oczach dziewczyny stanęły łzy.
Myślała, że po tym jak ją uratował, przestanie ją ciągle obrażać, że jego stosunek do niej choć trochę się zmienił... Jak widać, była w błędzie.
Kiedy zobaczył nagle kawałek pergaminu przylatujący na jej ławkę pomyślała, że może to Draco chce ją przeprosić. Naiwna.
Owszem, kartka była od niego, ale z przeprosinami nie miała nic wspólnego. Był na niej koślawy rysunek przedstawiający Hermionę w kałuży krwi, podpisany słowami:
Zdychaj szlamo.
Hermiona nie wiedziała, kiedy łzy zaczęły płynąć po jej twarzy strumieniami. Nie zważając na spojrzenia innych uczniów a ni na Snape'a, wybiegła z klasy, zostawiając swoje rzeczy na ławce.
- Granger! Wracaj! - ryknął za nią nauczyciel, ale nie miała zamiaru go słuchać Nie teraz. - Potter! Weasley! Siadać! - warknął, kiedy zobaczył, że Harry i Ron zrywają się z miejsc aby za nią pobiec.
Podszedł do jej ławki rzucając złowrogie spojrzenia i wziął do ręki liścik od Draco.
Wpatrywał się w niego chwilę i przemówił.
- Malfoy. Może mi to wyjaśnić? - spytał podając mu kartkę.
Draco skwasił się. Nie sądził, że te kilka głupich, nic nie znaczących słów spowoduje, że Granger wybiegnie z klasy rycząc.
A tym bardziej, że Snape zruga go przy całej klasie.
- Pytałem, czy możesz mi to wytłumaczyć. - powtórzył, pochylając się nad ławką chłopaka, który uparcie milczał. - Dobrze. W takim razie muszę odjąć Slytherinowi dziesięć punktów za słownictwo. Drugie tyle za wysyłanie liścików na lekcji. I żeby to był ostatni raz.
Po czym zwrócił się do Harry'ego i Rona.
- Gryffindor traci dziesięć punktów za ucieczkę z lekcji.
Schował kartke do kieszeni szaty i wrócił do swoich zajęć.
- Jesteś nienormalny - Blaise pokręcił głową, kiedy lekcja dobiegła końca - Po co jej to wysłałeś?
- Bo tak.
- Bo tak? Cholera, Draco. Czy tobie na niej zależy, czy nie?
- Zależy. I właśnie dlatego musiałem to zrobić - mruknął chłopak, po czym odszedł od przyjaciela i usiadł na końcu stołu w Wielkiej Sali.
Rozejrzał się wokoło, ale nigdzie nie dostrzegł Gryfonki z nastroszoną fryzurą. 
Potter i Wieprzlej siedzieli na swoich miejscach i jedli żeberka, jak gdyby nigdy nic. Rudej Weasley też jednak nigdzie nie było.
Musi być z Granger, pomyślał. Szlag by to jasny trafił, już było tak dobrze... Gdyby nie ta cholerna Alicja, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Draco czuł się fatalnie. Znów doprowadził ją do płaczu. No bez przesady, ale ile można?
Wszystko się sypało. Jedyna osoba, na której mu zależało i która pomagała mu pzretrwać ten cały cyrk, siedziała teraz gdzieś i płakała, bo kazał jej zdychać.
Pierwszy raz w swoim siedemnastoletnim życiu, Draco pomyślał, że jest skończonym kretynem.
Nagle poczuł wielką chęć odkręcenia wszystkiego bez względu na konsekwencje i zerwał się z miejsca z zamiarem odwiedzenia Wieży Gryffindoru. Przez myśl przeszło mu, że w tym roku odwiedza ją zdecydowanie za często.
Kiedy dotarł na górę, pod portretem Grubej Dam zobaczył Longbottoma, który kłócił się o coś z obrazem.
- Nie pamiętam hasła... - jęczał chłopak, a jego mina wyrażała czyste nieszczęście.
- To nie moja sprawa. Nie masz hasła, nie wpuszczę cię. - odparła kobieta niewzruszona.
Draco słysząc te słowa, zacisnął dłoń na różdżce w kieszeni.
- Legilimens - szepnął i natychmiast poznał myśli Grubej Damy. Szybko znalazł to czego szukał - myśli portretu nie były specjalnie skomplikowane.
Puścił różdżkę i podszedł do Neville'a.
- Szampańska zabawa - powiedziała, zwracając się do portretu.
Gruba Dama i Gryfon wybałuszyli oczy, ale nie mogli nic zrobić. Chcąc nie chcąc kobieta wpuściła Draco do środka i po chwili razem z Nevillem był już w Pokoju Wspólnym Gryfonów.
- Malfoy - odezwał się chłopak, który właśnie otrząsnął się z szoku jaki wywołała w nim ta sytuacja - W.. Wynoś się.
- Longbottom, daruj sobie - prychnął Draco - Lepiej powiedz mi, gdzie jest sypialnia dziewczyn.
- Nie! Nie pozwolę ci skrzywdzić Hermiony!
Drac ledwo powstrzymał grymas zniesmaczenia, bo właśnie wyobraził sobie Neville'a, który jest zakochany w Hermionie i gotów za nią zginąć.
Fu.
-  Po prostu powiedz, albo użyję legilimencji.
I kiedy pełne obawy spojrzenie Gryfona padło na schody, Draco wiedział już gdzie szukać.
Nie mówiąc dziękuję, ani nie oglądając się za siebie wbiegł na górę. A raczej starał się, bo kiedy był na czwartym stopniu, schody wygładziły się i chłopak spadł na sam dół, prosto pod nogi Neville'a. Chłopak zachichotał. Draco posłał mu mrożące krew w żyłach spojrzenie i wycelował różdżką w schody.
-  Obturatio!
Schody wróciły do normalnej postaci i kiedy Draco ponowił próbę wejścia na górę, dotarł tam bez trudu.
Kiedy jednak otworzył drzwi sypialni, czekała na niego kolejna niespodzianka.
Ginny Weasley.
- Co ty tu robisz? - spytała ni to zła, ni to zdziwiona.
- Szukam Granger.
- Czego od niej chcesz? Mało ci?
- Nie będę sie przed tobą tłumaczył, Weasley. - warknął
- W takim razie, nic ci nie powiem. - dziewczyna splotła ręce na piersiach.
Draco zmrużył oczy. Podjął decyzje w ciągu kilku sekund i zaczął mówić.
- Chcę ja przeprosić, zadowolona?
- Jasne. - prychnęła ruda - Ty i przepraszanie? Nigdy w to nie uwierzę.
- Nie musisz - wściekł się - Bo to nie twoja sprawa.
- Nie moja? Nie moja? - dziewczyna postąpiła krok w jego stronę - Hermiona jest moją przyjaciółką. Kojarzysz taki zwrot? Przyjaciel? Nie sądzę. Wiesz co to znaczy być czyimś przyjacielem?  To znaczy poświęcać się, martwić, dzielić problemy, ból i łzy.
- Nie chce mi się słuchać twoich wykładów.
- Musisz,jeśli chcesz coś osiągnąć. Musisz zrozumieć. Wyobraź sobie, jak ona się teraz czuje. Spędziła z tobą cudowne, w jej mniemaniu, chwile. niemal straciła przez ciebie Harry'ego i Rona! A potem ty nagle zmieniłeś się w jej oczach. Znów zacząłeś być chamski, wredny, dwulicowy, fałszywy, arogancki, upierdliwy...
- Dobra, dobra, daruj sobie te przymiotniki.
Dziewczyna zamilkła na chwilę, ale zaraz kontynuowała.
- Boli ją twoje zachowanie. To, jak ją traktujesz.
- Nienawidzi mnie, sama mi to powiedziała! -wykrzyknął Draco, tracąc panowanie nad sobą. - Więc przestań mi wmawiać, że to ja krzywdzę ją! Jak można przejmować się słowami kogoś, kogo się nienawidzi?!
- Powiedziała ci tak? Nie dziwię jej się! A ty? Dziwisz się, że po tym wszystkim próbuje ukryć swoje prawdziwe uczucia względem ciebie?! Myslisz, że potrafiłaby cie traktować tak jak przedtem, kiedy ty trktujesz ją jak smiecia?! - tym razem to Giny wybuchła.
Jej słowa dudniły Draco w głowie, mieszając się i plącząc. Nie wiedział już co myśleć, mówić, robić.
Prawdziwe uczucia względem ciebie.
Cudowne w jej mniemaniu chwile.
Boli ja twoje zachowanie.
Traktujesz ją jak śmiecia...
Traktujesz ją jak śmiecia!
- To nie jest takie proste. - powiedział z emfazą.
- Więc wyjaśnij.
- Nie mogę! Nie wszystko, do jasnej cholery, zależy ode mnie! Są rzeczy... ludzie... którzy tego nie chcą, dobra? Wolisz, żeby Granger była ... niepocieszona, czy martwa? - wycedził.
Widział dobrze, jak wściekłą minę Ginny powoli zastępuje szok. Przez chwilę nie mówiła nic, jej usta poruszały sie bezgłośnie, a oczy były szeroko otwarte.
- C.. co ty powiedziałeś? - wydukała wreszcie.
- Czy chcesz, żeby była martwa.
- Chodzi o twoich rodziców? - spytała, a Draco prychnął i uśmiechnął się krzywo.
- Gdyby chodziło o nich, nie było by sprawy.
- Voldemort?
- Aż tak to nie, ale blisko. - odparł. - Nieważne.
- Nieważne? Oszalałeś?! Ktoś chce ją zabić, a ty uważasz, że to nieważne?! 
- Ważne! Właśnie dlatego jest tak, jak jest. Nie chcę, żeby przez moje widzimisię, stała jej się krzywda.
Ku zdziwieniu chłopaka, Ginny uśmiechnęła się szeroko.
- Zalezy ci na niej. - to nie było pytanie.
Szybka jesteś, pomyślał Draco uśmiechając sie pod nosem.
- Nie wierzę! Tobie na niej zależy! - wykrzyknęła, szczerząc się jak wariatka.
- Nie rób z tego wielkiej sensacji. - Draco ledwo powstrzymywał śmiech. Zareagowała dokładnie tak samo jak Blaise.
- Chyba oszalałeś! - dziewczyna śmiała się dalej i Draco nie mógł nic poradzić na to, że sam zaczął chichotać.
Czuł się dziwnie. Dziwnie.... swobodnie.
Kto by pomyślał?
W tym momencie, drzwi dormitorium otworzyły się z trzaskiem i do środka weszła Hermiona.
Draco automatycznie zamilkł, Ginny skrzywiła się.
Kiedy chłopak przyjrzał się brunetce, dostrzegł, że oczy ma zaczerwienione a rzęsy wilgotne. Ten widok sprawił, że Draco natychmiast stracił dobry humor.
Stali tak chwilę, gapiąc sie na siebie,a potem dziewczyna się odezwała.


























piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 31

Witajcie! No, jestem. Wiem, że Was męczę każąc Wam tak czekac, ale niestety, teraz zaliczałam zaliczałam zaliczała. masakra.Pewnie jeszcze jeden rozdział przed świętami się pojawi, a w wolne dni nadrobię zaległości na Waszych blogach.
W tym rozdziale uprzedzam, może panowac chaos, ponieważ musiałam prawie cały zmienić ze względów niezgodnych z fabułą. Co wyszło, to wyszło. Miłej lektury i zapraszam do komentowania! Fajnie, że z odcinka na odcinek jest Was więcej <3

___________________________________________________________________________


Godzinę później, Hermiona opuściła Trzy Miotły pod pretekstem załatwienia kilku spraw w pobliskiej księgarni. Ron i Harry nie mieli najmniejszej ochoty towarzyszyć przyjaciółce, bo dobrze wiedzieli, że kiedy wpuści się ją do jakiegokolwiek pomieszczenia z książkami, hipogryfami jej stamtąd nie wyciągną.
Hermiona pomachała chłopakom przez okno i zapinając płaszcz, szybkim krokiem ruszyła wzdłuż głównej ulicy Hosmeade.
To, co powiedziała im o księgarni, było najzwyklejszym w świecie kłamstwem, ale dziewczyna nie była w nastroju na wysłuchiwanie kazań, gdyby powiedziała im, co naprawdę zamierza zrobić. A zamierzała poszukać Draco i wcisnąć mu tą jego kartkę tak głęboko, że...
Nie przesadzaj, Hermiono, pomyślała, kręcąc głową.
Gdy tak szła i rozglądała się dookoła, wszędzie widziała nauczycieli, patrolujących ulice i uliczki, w razie niespodziewanego ataku dementorów. Kiedy spotkała na swej drodze profesor McGonagall, dostała upomnienie, że nie powinna sama włóczyć się w takiej sytuacji, tym bardziej, że tym razem, może  nie mieć tyle szczęścia co w Zakazanym Lesie.
Tak, napewno, prychnęła pod nosem dziewczyna, zaglądając przez okno do sklepu z antykami. Wtedy z Malfoy'em w Ciemnym Lesie miała więcej szans na przeżycie niż teraz, w biały dzień w wiosce pełnej czarodziejów.
Nie miała jednak czasu oceniać sensu wypowiedzi McGonagall, bo oto właśnie dostrzegła blond czuprynę w jednej z zecienionych uliczek. Na nieszczęście, Malfoy nie był sam - towarzyszył mu, ostatnio nie od łączny, co bardzo dziwiło Hermionę, skoro Ślizgon zawsze zadawał się z Crebbem i Goylem, Blaise Zabini.
Nie czekając dłużej, dziewczyna prawie pobiegła w ich stronę, wyjmując z płaszcza pomiętą kartkę.
- To chyba twoje, - powiedziała, gdy do niech dotarła. Wcisnęła blondynowi pergamin do ręki patrząc wrogo w jego stalowe oczy - Daj mi w końcu spokój.
Po czym odeszła, nie oglądając się za siebie.
- No, no widzę, że przed nami jeszcze długa droga - zachichotał Blaise patrząc, jak dziewczyna się oddala.
- Mówiłem ci, że to poroniony pomysł. - mruknął Draco, chowając kartkę do kieszeni. - Ona mnie nie znosi.
- Znosi czy nie, ma coś do ciebie.
- Ma. Krzywe nogi jak sra. Od kiedy jesteś takim znawcą w tych sparwach?
- Od zawsze.- Blaise wyszczerzył zęby.
- Jasne - prychnął Draco, kiedy weszli do Trzech Mioteł.


* * *




Mecz Gryfoni przeciwko Puchonom, miał odbyć się dzisiaj, po powrocie uczniów z Hogsmeade.
Harry był lekko poddenerwowany, głównie przez McLagena, który ciągle zachowywał się, jakby był kapitanem drużyny i rozstawiał wszystkich po kątach. Poza tym, chłopak był wściekły na Hermionę za to, że rzuciła go parę dni wcześniej i na wsyztskich nieustannie się wyżywał.
Ron, który nadal przebywał w Skrzydle Szpitalnym, kiedy tylko Harry przychodził go odwiedzić, wypytywał go o Cormaca.
- To kretyn - odpowiedział Harry na kilka minut przed meczem. - Nie znoszę go.
- Nie wiem co tej Hermionie odbiło, żeby się z nim spotykać.
Harry pokiwał głowa, na znak, że się z nim zgadza.
- Widziałeś może Lunę? - spytał Ron zmieniając temat.
- Poszła już na stadion, będzie komentować... i, właściwie, ja tez już lecę. - odprał Harry zrywając się z miejsca.
- Powodzenia! - krzyknął za nim rudy, ale on już go nie słyszał. Biegł na boisko, potrącając po drodze uczniów, którzy na mecz się nie wybierali, bo był dość mocno spóźniony.
Przy końcu korytarza wpadł na kogoś, ale nawet się nie obejrzał, tylko dalej biegł na złamanie karku.
- Uważaj jak leziesz, Potter - warknął potrącony Draco, do pustego juz korytarza.
Prychnął i spokojnym krokiem także ruszył na mecz.
Rozgrywka nie była tak nudna, jak się spodziewał.
PsychoLuna była komentatorem i dostarczała widzom sporo uciechy. Szczególnie wtedy, gdy w połowie meczu Potter dostał od McLaggena tłuczkiem, a ona nie omieszkała skrzyczeć go przed całą szkołą, mówiąc coś o tym, gdzie mu wsadzi róg Krępaka Chromorogiego, czy jakoś tak.
Po raz pierwszy od wielu dni, Draco zapomniał na chwilę o wszystkim i po prostu tarzał się ze śmiechu. to był zdecydowanie najlepszy mecz , jaki widział w życiu.
Dopiero, kiedy Granger wbiegła na boisko do leżącego na ziemi Pottera, cała radość z niego uleciała.
Mimowolnie wyobraził sobie podobną scenę, w której to on był na miejscu Bliznowatego, a Hermiona podbiegała do niego ze łzami w oczach i wzywała pomocy. A potem...
Boże, co za żenada, pomyślał kręcąc głową. Serio stary? Tylko na to cię stać?
- Draco, pobudka. - Blaise po raz któryś wyrwał go z zamyslania, za co tym razem Draco był mu wdzięczny. Takie myśli sprawiały, że robiło mu się słabo - jakim cudem stał sie takim ckliwym kretynem?
- Mhm.. - Blaise uśmiechnłą się szeroko - Ta Lovegood, to naprawdę jest nienormalna. Ale przynajmniej śmieszna. A ten McLaggen? Kompletny idiota, nie dziwię się, że sprałeś mu pysk.
- Nawet mi o nim nie wspominaj. Nadal mam ochotę roztrzaskac mu głowę o podłogę w Wielkiej Sali.
Blaise zaśmiał się głośno kiedy weszli do szkoły.
- Staary - brunet poklepał Draco po plecach - rób co ci się żywnie podoba, całym serce jestem z tobą.
- Z czym? Masz taki organ jak serce?
- Ano. Ty tez podobno nie masz, a tu proszę. Caałe należy do Granger.
Na jego słowa grupka Krukonek spojrzała w ich stronę.
- Głośniej, nie słyszeli cię w Hogsmeade.
- Wyluzuj... chyba chcesz, żeby ona się dowiedziała?
- Szczerze mówiąc, niekoniecznie. A już na pewno nie w taki sposób. Czysta krew - mruknał kiedy dotarli pod Pokój Wspólny Ślizgonów. Przeszli przez próg i usadowli się na fotelach, nie zdjemując nawet kurtek.
- Wię niby jak? - drążył Blaise. Draco zaczynał mieć już dość tej jego wiecznej paplaniny cholernego swata.
- Nijak. Wcale jej nie powiem, - wzruszył ramionami, chcąc zakończyć tą głupią rozmowę. I tak prowadziła do nikąd.
- Proszę cię, stary, nie osłabiaj mnie.
- Czego chcesz? Mało to lasek? Zaraz sobie jakąś znajdę i mi przejdzie. - zezłościł się blondyn. Blaise nigdy nie wiedział kiedy przestać.
- Sam mówiłeś, że nie chcesz innych - wypomniał brunet.
- Zajmij się sobą, dobra? - odwarknął Draco - Accio Ognista.




 * * *




- Jak się czuje Harry? - Ginny wpadła do Skrzydła Szpitalnego. Siedziała tam już Hermiona i oczywiście Ron, którego pani Pomfrey uparcie nie chciała wypuścić. Chłopak uśmiechał się szeroko.
- Cały i zdrowy - powiedział.
I rzeczywiście, Harry leżał obok niego i również się uśmichał.
- Jak tak dalej pójdzie, to będę następną osobą, która tutaj skończy - mruknęła Ginny siadając na krawędzi łóżka swojego chłopaka.
- Nawet tak nie mów! - skarcił ją Harry, ale ona tylko zaśmiała się radośnie.
- Sam widzisz. Najpierw Ron, potem Hermiona, a teraz ty... Ładny mamy bilans w tym roku, nie?
- Taak... Harry zaraz wychodzi, za miesiąc ty tu trafisz... a ja co? Wciąż będę tu tkwił. - marudził Ron
- Panie Weasley, jest pan tu dla swojego własnego dobra! - Pani Pomfrey wynurzyła się ze swojego gabinetu i podeszła do ogromnego regału, na którym stały jakieś bardzo stare książki, zapewne o tematyce medycznej.
, wtedy cierpliwośc pani Pomfrey się skończyła i kazała dziewczynom wracać do swoich dormitoriów.
Następny dzień był równie słoneczny jak poprzedni. Uczniowie znów mogli odweidzić wioskę Hogsmeade.
Draco z samego rana postanowił wybrać się do Trzech Mioteł, aby skontrolować działania Madame Rosmerty, która wciąż była pod działaniem Imperiusa. Krew go zalała, kiedy dowiedział się, że nie może opuścić szkoły samotnie, tylko musi poczekac aż wszystkie klasy wraz z znauczycielami wyruszą do wioski.
Kiedy w końcu tam dotarł, i skontrolował Rosmertę, odetchnął z ulgą.
Wyszedł z gospody i szybkim krokiem ruszył do Zonka, gdzie miał spotkac się z Blaisem.
Nagle poczuł silne szarpnięcie i po chwili znajdował się w ciemnej, pustej uliczce.
- Co ty tu robisz? - spytał, kiedy otrząsnął się z szoku jaki wywołala twarz osoby, która go pociągnęła.
- Przecież mówiłam, że złożę ci wizytę.












niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdział 30

Tak więc, wymusiłam na moich palcach, aby napisały rozdział trzydziesty. Co do treści, mam nadzieję, że Wam się spodoba, Agata która już go czytała, osobiście ojebała się ze "sraczki" :d
Dziękuję, dziękuję za komentarze i proszę o kolejne! <3

Ps. Bardzo przepraszam Angusę, za to, że nie odwiedzam jej bloga, ale na chwilę obecną nie jestem w stanie. ;//
________________________________________________________________________

Hermiona wraz z Harrym i Ginny siedzieli na wysłużonej kanapie w Pokoju Wspólnym. Dziewczyny żywo o czymś dyskutowały, a Harry skupiony był na studiowaniu podręcznika od eliksirów.
- I właśnie wtedy... - mówiła Hermiona, ale chłopak wpadł jej w słowo.
- Znacie takie zaklęcie "Sectumsempra"?
- Nie, Harry! Już ci mówiłam, że ten Książe to jakiś... jakiś...
- Daj spokój - zezłościł się Harry - Sama użyłaś Levicorpus wobec Malfoy'a.
Hermionę zatkało. Kompletnie zapomniała o tym incydencie i teraz poczuła się jak ostatnia hipokrytka. Westchnęła głeboko i wróciła do rozmowy z Ginny.
- Więc... usłyszałam jakieś dziwne odgłosy i poszłam to sprawdzić... Wiesz, co zobaczyłam? Draco i Cormaca, na ziemi, tłukących się na kwaśne jabłko.
- Co? Jak to? - zdziwiła się Ginny, ale była wyraźnie podekscytowana.
- Bili się... Nie mam pojecia dlaczego. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, pojawił się Snape.
- Rany... Myślisz, że poszło o ciebie?
- Przestań - Hermiona zmarszczyła brwi. - Nie sądzę.
- No wiesz... - Ginny wyrwała Harry'emu książkę z rąk i wdrapała mu sie na kolana. - Dopiero dziś zerwałaś z Cormaciem.... Malfoy nie mógł o tym wiedzieć, prawda? Może poszedł cię odwiedzić? No bo gdzie mógł iść, jeśli nie tam? Może zobaczył was razem,wkurzył się i... wiesz.
- Twoje teorie są strasznie pokręcone - Hermiona pokręciła głową z dezaprobatą
- A ja ci mówię, że on jest zwyczajnie, po ludzku zazdrosny - mówiła, mierzwiąc Harry'emu włosy. - A ty? Byłeś kiedyś o mnie zazdrosny?
Chłopak skupił się.
- Taak... Kiedy Fred i George powiedzieli, że spotykasz sie z Deanem.
- I? Jak się wtedy czułeś? - drążyła, a Hermiona wywróciła oczami na znak, że Ginnny szuka dziury w całym.
- Szczerze? Miałem ochotę zrobić to co Malfoy.
- No nie, Harry! Jeszcze ty? - zirytowała się Hermiona.
- Myślę, że Ginny może mieć rację. - mruknął
- A od kiedy ty jesteś takim obrońcą Malfoy'a? - warknęła, zakładając nogę na nogę.
- Daj spokój. Wiesz dobrze, że mógłby się łatwo wykręcić. Naprawdę, ta cała sytuacja jest totalnie pokręcona, ale wydaje mi się... Sam nie wiem, ale Malfoy na pewno cię nie nienawidzi.
Hermiona nie chciała słuchać takich rzeczy ze strony przyjaciół.
Nie chciała, bo gdy tak w kółko powtarzali, że nie jest Draconowi obojętna, powoli zaczynała w to wierzyć. A ta wiara była zgubna.
Jeśli pozwoliłaby sobie myśleć w ten sposób, cierpiałaby jeszcze bardziej. A tego chciała uniknąć za wszelką cenę.



* * *



- Mam raka mózgu - powiedział Blaise, kiedy razem z Draco popijali piwo kremowe w ich sypialni. Blondyn wydawał się być myślami lata świetlne od rzeczywistości, a jego słowa tylko to potwierdziły.
- Super.
- Cholera, Draco, obudź się wreszcie! - zdenerwowany chłopak potrząsnął Draco.
- Co?
- Jajco. Słuchaj, wiem, że ta cała akcja z McLaggenem coś ci w mózgu pomieszała, ale aż tak?
- Odwal się.-  burknął Draco, wypijając duszkiem resztę piwa, które miał w butelce.
Zrezygnowany Blaise usiadł na łóżku.
- Posłuchaj. Wiem, że gadam czasem różne popieprzone rzeczy, ale jestem twoim przyjacielem. Możesz mi powiedzieć co cię gnębi.
Draco chwilę bił się z myślami. Tyle razy chciał powiedzieć Blaise'owi co się z nim dzieje, ale nie chciał zostać wyśmiany, albo zwymyślany od popaprańców. Ale w tej chwili poczuł, że nadszedł ten czas. 
Teraz, albo nigdy, pomyślał.
- Okej. - powiedział - Powiem ci, ale nie mi nie przerywaj.
- Okej.
- Więc... pewnie nie zdziwi cię, jak ci powiem, że po Balu Bożonarodzeniowym całowałem się z Granger. - skwasił się, kiedy Blaise wybałuszył oczy, ale mówił dalej. - Chodzi o to, że ja... ja ją polubiłem. - wydusił w końcu.
- O rzesz ty w mordę kopany.
- Miałeś nie przerywać. - postanowił, że opowie mu całą historię związaną z nim i Gryfonką. Pominął tylko to, że widziała jak płakał. Co jak co, ale to byłoby dla Blaise'a za wiele.
Powiedział mu o wszystkim co się z nim dzieje, a kiedy skończył, poczuł niewysłowioną ulgę. 
Blaise gapił się na niego z otwartymi ustami, widocznie w wielkim szoku.
- Serio? Tylko na tyle cię stać? - powiedział Draco i zrobił taką samą minę.
- Jestem w szoku. - odezwał się w końcu brunet.
- Co ty nie powiesz.
- Ale...
- Kurwa, Blaise, nie wiem co się ze mną dzieje. Przecież zawsze miałem wszystko gdzieś, każdą z tych śmiesznych panienek, które wręcz błagały mnie o zgodę na zrobienie mi laski. Miałem gdzieś pierwszą, z którą się całowałem. Pierwszą, z która poszedłem do łóżka. Tylko nie...
- Tylko nie tą, która dostrzegła w tobie cos więcej niż zgrabny tyłek i ładną buźkę? - wtrącił Blaise.
Draco spojrzał na niego tak jakoś dziwnie i skinął głową.
- Tylko dlaczego to musiała być ona? No do jasnej cholery! Mało ich tu? Musiała to być Granger?
- Chodzi ci o jej brudną krew. - zauważył brunet.
- Krew? Mam gdzieś jej krew, jak dla mnie, może być nawet koloru sraczki!
- Więc o co? - Blaise starał się zdusić w sobie śmiech, wywołany poprzednią wypowiedzią
Draco.
- To skomplikowane. Wyobraź sobie miny wszystkich dookoła, gdyby się dowiedzieli, że... - urwał i potrząsnął głową, aby pozbyć się natrętnej myśli. - Żeby tylko miny. Zresztą wiesz o co mi chodzi.
Chłopak nic nie powiedział - pokiwał tylko głową z tajemniczym błyskiem o oku.
- A inne laski? 
- Właśnie chodzi o to, że nie chcę "innych lasek". Żadnej innej, tylko Granger. - Draco zwiesił głowę zażenowany własnymi słowami.
- No to sprawa jest jasna. Zakochałeś się! - wykrzyknął Blaise z usmiechem.
- Musisz od razu wydawać na mnie taki wyrok? - powiedział Draco patrząc na Blaise'a lekko zezłoszczony, ale gdzieś w jego głowie zapaliła się lampka. - I co tak szczerzysz zęby jak ten ostatni kretyn?
- Rany... - brunet złapał się z głowę. - Nie wierzę. W końcu cię trafiło.
Draco milczał. Po słowach Blaise'a wszystko stało się jasne. Wszystkie jego wyskoki, zachowania i uczucia, połączyły się w jedną całość.
Zakochałem się, pomyślał. Zakochałem się w Granger.
- O Panie... - westchnął, a w jego głosie można było wyczuć ulgę.
- Wiem. - nagle Blaise zaczął smiać się na cały głos.
- Z czego rżysz?
- Z ciebie! Biedna dziewczyna!
- Co? Od kiedy ona  jest biedna?
- Od kiedy się w niej zakochałeś! Okazujesz to w wyjątkowo... dziwny sposób. Mugole mówią na to chyba końskie zaloty, czy jakoś tak.
- A co ma  zrobić? Polecieć do niej i jej powiedzieć? Tym razem popłakałby się, ale ze śmiechu.
- Przesadzasz.
Draco dziwnie się czuł, rozmawiając z Blaisem o zaistniałej sytuacji tym bardziej, że nie dalej jak kilka tygodnie temu, sam chciał się za nią "zabrać". Mimo wszystko, było mu lżej, że nie musi się już kryć z tym co czuje.
Był bardzo zdziwiony tym, że Blaise nie zwymyślał go od kretynów i tym podobnych. Wydawał się być... jakkolwiek dziwnie to brzmi, zadowolony? Chyba tak.
Sam zresztą powiedział, że w tym wypadku chyba wyśle Hermionie kwiaty - z kondolencjami, ale też dlatego, że w końcu jest pierwszą dziewczyną, której udało się rozkochać w sobie Draco Malfoy'a.
Po tym, jak oberwał w głowę butem, zmienił zdanie.
Mimo wszytsko, co chwilę wybuchał śmiechem niedowierzania, ale to akurat Draco nie przeszkadzało. Poczuł, że Blaise naprawdę jest jego przyjacielem, skoro dla całej sprawy odrzucił na bok teorie o czystej krwi.
Wieczór skończył się bardzo przyjemnie dla obu Ślizgonów - upili się do nieprzytomności.



* * *



Następny dzień przywitał uczniów Hogwartu promieniami słońca, wdzierajacymi się do każdego pomieszczenia zamku.
Błoto na błoniach ustąpiło miejsca nielicznym kępkom trawy, a w powietrzu unosił się zapach wiosny.
Większość uczniów szła właśnie do Hogsmeade w towarzystwie nauczycieli (nadal nie można było opuszczać szkoly samemu,ze względu na dementorów), a ci, którzy nie wybierali się do wioski, spędzali czas wolny w pokojach wspólnych na zabawach i grach. Większość jednak postanowiła opuścić zamek, gdyż była to jedyna taka okazja, a wszystkim przydałoby się złapać trochę ciepłych promieni słonecznych.
Ginny i Luna właśnie przekraczały granice wioski, kiedy ruda dziewczyna wpadła na kogoś.
- Och, przepraszam, my... - Ginny podniosła głowę i zobaczyła przed sobą wysoką, czarnowłosą dziewczynę. Odniosła wrażenie, że już ją gdzieś widziała. Nie wyglądała jednak na tutejszą, a w jej oczach było coś niepokojącego, co sprawiło, że dziewczynę przebiegł dreszcz.
Ciemnowłosa spojrzała na nią pogardliwie i odeszła, nie zaszczycając Luny spojrzeniem.
- Skądś ją znam... - skupiła się ruda, ale Luna pociągnęła ją za rękaw szaty, pokazując, że reszta klasy jest już daleko przed nimi.
Pobiegły więc brukowaną drogą, ale Ginny nie mogła wyrzucić z pamięci twarzy nieznajomej.



* * *


Kilkaset metrów dalej, w pubie Pod Trzema Miotłami, Harry, Ron i Hermiona siedzieli przy stoliku i w najlepsze popijali piwo kremowe.
Bar był już porządnie zaludniony uczniami z Hogwartu, którzy postanowili trochę się rozluźnić po emocjonującym wypadzie do Miodowego Królestwa, w którym premierę miały Cukrowe Rybki, które po połknięciu pływały w żołądku i sprawiały bardzo przyjemne łaskotki.
Ron, który kupił ich całą garść, co chwilę zwijał się ze śmiechu spowodowanym harcującymi w jego wnętrzu  rybkami.
Wielu innych uczniów było w takim samym stanie i madame Rosemerta nie marzyła o niczym innym, jak tylko, żeby te wrzaski i smiechy w końcu się skończyły. Obsługując jakikolwiek stolik, wciąż mamrotała pod  nosem "Ja tak nie mogę pracować! Zaraz pójdę do Miodowego Królestwa i złożę skargę, ot co!"
Hermiona była podobnego zdania, ponieważ wzięła ze sobą notatki z Historii Magii na temat społeczności czarodziejów w osiemnastym wieku i chciała pouczyć się przed następną lekcją, niestety w towarzystwie Rona nie było jej to dane.
- Daj spokój, Hermiono, jest dzień wolny! - powiedział, biorąc łyk kremowego piwa. Harry przytaknął mu ochoczo.
- W przeciwieństwie do ciebie, Ron,  chcę umieć wszystko na testy końcowe. - odparła, nie odrywając wzroku od kartek.
Rudzielec zakrztusił się.
- Że co? Mamy jeszcze tyle czasu! Kilka miesięcy!
- Myślisz, że ogarniesz wszystkie przedmioty w dwa tygodnie?
- Ale...
- No właśnie.
Nagle, na notatkach dziewczyny pojawiła się pożółkła koperta. Hermiona rozejrzała się dookoła, ale nie zauważyła nikogo, kto trzymał by w ręce pióro czy różdżkę. Zaciekawiona otworzyła kopertę i wyjęła z niej złożoną na pół kartkę.




Tyle dla mnie znaczysz

I trudno to pokazać
Wywołuje to u mnie szaleństwo
Kiedy odchodzisz.

Czy mogę się tobie wyspowiadać z tych rzeczy?
Sam nie wiem...
Słowa uwięzione w mojej klatce piersiowej
i to boli, by je tam trzymać.

Nie mogłem wyrzucić tego z serca,
A moje oczy błyszczały się w ciemności.
Idę na spacer w burzę.
Zatrzymuję swoje słowa, utrzymuję nas razem.
Spokojny spacer będący tylko wycieczką.
Powinienem to wyznać, ale tylko zaciskam mocniej uchwyt.

Nocna pora,
współczująca.
Pracowałem nad niewinnymi kłamstewkami.
Więc powiem prawdę,
Przekażę Ci inicjatywę.
A kiedy nadejdą takie dni
Że to wszystko będzie wydawało się błahe.*




Hermiona bez trudu rozpoznała tekst piosenki mugolskiej grupy.
Normalnie, te słowa nie wywarłyby na niej takiego wrażenia, gdyby nie wiedziała, że jedyną osobą, która mogła je napisać był... Draco Malfoy.
Tylko on wiedział, że to była jej ulubiona piosenka i on też ją znał. Powiedział jej to podczas jednego z pamiętnych dyżurów.
Wpatrywała się w kartkę jak urzeczona, ale po chwili coś do niej dotarło.
To kolejny z jego żartów, pomyślała. Próbuje zagrać na twoich uczuciach, Hermiono. On się bawi...
I mimo łez cisnących jej się do oczu, zgniotła kartkę i wcisnęła ją do kieszeni szaty.



_______________________________________________


* tekst piosenki Night Time - The XX.
wiem, wiem, taki głupawy ten wątek, w sumie nie wiem o czym myślałam jak go pisałam, hahaha <3