sobota, 18 sierpnia 2012

Rozdział 22

Dziś rozdział raczej przemyśleniowy, ale wiele wyjaśniający. Zapraszam do komentowania! :)

*


Przez następne  dwa tygodnie, każda lekcja Gryfonów ze Ślizgonami zaczynała się i kończyła na kłótniach Draco i Hermiony.

Nawet na Obronie Przed Czarną Magią, dziewczyna nie mogła powstrzymać się od kąśliwych uwag pod adresem chłopaka. Nie interesowało ją to, że Dom Lwa może mieć za to odjęte punkty - ważne było, żeby nie dać blondynowi poczucia przewagi.
Poruszała każdy temat, prócz pocałunku i zadaniu dla Voldemorta, ale o nim samym oczywiście wspominała.  Przypominała także Draco o tym, jak profesor Moody zmienił go we fretkę i o tym, jak przez jego własną głupotę Hardodziob złamał mu rękę. On nie pozostawał jej dłużny. Wymyślał coraz to nowe odzywki z podtekstami o jej brudnej krwi, mówił, że kiedy w drugiej klasie wypiła eliksir wielosokowy z włosem kota wyglądała lepiej niż kiedykolwiek, przedrzeźniał ją, a to wszystko spotykało się z wielką aprobatą reszty Ślizgonów.
Gryfoni natomiast (po którejś już kłótni z kolei) zaczęli udawać, że to co się dzieje kompletnie ich nie interesuje i przestali reagować na wredne żarty i szydercze śmiechy.
Harry i Ron uznali, że kłótnie Draco i Hermiony to tylko i wyłącznie ich sprawa i będą reagować tylko w sytuacjach krytycznych, co nie miało miejsca, bo według nich Hermiona radziła sobie bardzo dobrze, mając przeciwko sobie "bandę wolno myślących przygłupów". 
Hermiona miała więc poczucie, że została sama, podczas gdy Malfoy'owi wtórowała cała jego oddana grupa, czego chłopak również nie omieszkał jej wytknąć. Mimo tego, ze cała ta sytuacja sprawiała dziewczynie ból, ze wszystkich sił starała się nie dać tego po sobie poznać - wręcz przeciwnie.
Kiedy tylko nadarzała się okazja, aby trochę poobgadywać Malfoy'a, rwała się do tego pierwsza. Kiedy mijali go na korytarzu między lekcjami, ona nagle wybuchała gromkim, nienaturalnym śmiechem. I w końcu, aby doszczętnie go zdenerwować, umówiła się parę razy z Cormaciem McLaggenem z Gryffindoru.
Był to wysoki, umięśniony chłopak, z blond włosami i ciemnymi oczami. Hermiona poznała go na spotkaniach Klubu Ślimaka i od razu postanowiła wykorzystać okazję. Nie było w tym nic trudnego, tym bardziej, że Harry sam powiedział jej, że Cormac o nią wypytuje.
Okazał się być jednak 'totalną genetyczną porażką' jak to okresliła Ginny pewnego styczniowego wieczoru, kiedy siedziała razem z Hermioną w bibliotece.
- Mówię ci, Miona, nie trać na niego czasu, to straszny kretyn - powiedziała, odrywając wzrok od Antologii Zaklęć Osiemnastowiecznych. 
- Wiesz, trochę przypomina mi Wiktora... i fakt, jest odrobinę skretyniały - odszepnęła jej brunetka, starannie przepisując coś z Teorii Transmutacji Transsubstancyjnej do swojego eseju dla profesor McgGonagall.
- Odrobinę? - Ginny nachyliła się do Hermiony, bo pani Pince już zdążyła je upomnieć o ciszę. - Czy ty wiesz, że jeszcze w październiku spotykał się z Demelzą, a potem na jej oczach zdradził ją z Mandy Brocklehurst z Ravenclawu?
- I co z tego? - Hermiona zmarszczyła brwi i wykreśliła ostatnie linijki ze swojego tekstu.
- Dobra, okej. Rozumiem, że Malfoy zachowuje się... Eh. Jak Malfoy, ale to nie powód, żeby umawiać się z Cormaciem!
- To moja sprawa, z kim  się spotykam! - warknęła brunetka zatrzaskując książkę z hukiem, po czym zgarnęła swoje rzeczy do torby i wypadła z biblioteki jak oparzona.


* * *


Szła długim korytarzem na siódmym piętrze i szukała schodów, których jak na złość, nigdzie ni było.
Była wściekła. Dlaczego wszyscy myślą, że mają prawo mówić jej, z kim nie ma się spotykać?
Był Malfoy, to nie, jest McLaggen, też nie.
Czy ja mam zacząć chodzić z Neville'm, żeby wszystkich zadowolić?, myślała gorączkowo, chodząc w  kółko. W końcu zatrzymała się, oparła plecami o ścianę i powoli osunęła na ziemię. Podciągnęła kolana pod brodę i zaczęła głęboko oddychać - nie wiadomo, kiedy oddechy przerodziły się w płacz.
To wszystko co się działo przez ostatnie trzy miesiące, to dla było dla niej zdecydowanie za dużo. Ta cała szopka z Malfoy'em, zrobiła jej wodę z mózgu.
Każe złe słowo na jej temat, które padło z jego ust, bolało jak przypalanie rozgrzanym do białości prętem. Nie wiedziała dlaczego chłopak nagle zaczął zachowywać się w taki sposób... Po tych wszystkich rozmowach, po tym, jak widziała jego łzy, jak słyszała jego śmiech... po tym jak ją pocałował.
Każdego dnia coraz bardziej oswajała się z myślą, że to co powiedział Zabini po przyjęciu Bożonarodzeniowym to prawda. Może Malfoy chciał się nią zwyczajnie pobawić? Może udawał cały ten czas, że dobrze mu się z nią rozmawia, że... że mu na niej zależy.
Ale z drugiej strony, to byłoby dla niego kompletne towarzyskie samobójstwo. Pokazywać się, rozmawiać, całować się ze szlamą. Nawet jeśli chciał ją tylko wykorzystać. Naprawdę byłby w stanie poświęcić całą swoją 'sławę' dla jednej nocy z Hermioną? 
Możliwe.
Mimo wszystko, dziewczyna nie dawała sobie z tym rady. Z okłamywaniem przyjaciół, że wszystko już okej. Z okłamywaniem samej siebie.
Te wszystkie docinki kierowane w stronę Ślizgona, tak naprawdę były jej potrzebne tylko po to, aby wyżyć się na nim, że nic już go nie obchodzi.
Choć pewnie była w tym jej wina. Pewnie gdyby odpisała na jego list, wszystko potoczyłoby się inaczej. A... a może nie? 
Jedyne, czego Hermiona teraz robić nie mogła, to myśleć, 'co by było gdyby'. Gdyby Snape nie przerwał ich pocałunku, gdyby nie unikała rozmowy z nim, gdyby odpisała na ten przeklęty list...
Myśli chaotycznie krążyły po jej głowie, odbijając się od siebie. Teza - antyteza. Wszystko zaczynało się jej powoli mieszać, powodując nie tylko napływ nowych łez, ale także ból głowy - miała wrażenie, że za chwilę eksploduje.
I może nawet tak by się stało, gdyby nie usłyszała kroków w głębi korytarza. Podniosła głowę i zobaczyła blondwłosego chłopaka, który przyglądał jej się intensywnie. Malfoy. 
Podniosła się szybko z ziemi i otarła rękawem łzy, spływające po jej policzkach. Chłopak w tym czasie podszedł kilka kroków i stanął naprzeciwko niej.
- Co Granger, McLaggen cię rzucił? - spytał pogardliwym tonem.
- Nie twój interes.
Już chciała odejść, gdy on przytrzymał j za ramię. Uścisk był bolesny, ale Hermiona zdusiła w sobie chęć skrzywienia się. Nie pokaże mu, że ją to boli. 
Draco chyba chciał coś powiedzieć, bo wpatrywał się w nią z rozdarciem,ale po dłuższej chwili puścił ją i tylko patrzył, przybierając maskę obojętności.
- Idź zaszlamiać korytarz gdzie indziej - powiedział w końcu
- Jasne - dziewczyna odpowiedziała odrobinę za szybko - A ty idź, zamknij się w Pokoju Życzeń, wejdź do tej przeklętej szafki zniknięć i zniknij. Na zawsze. - po czym odeszła, a raczej pobiegła przed siebie.


* * *



Draco przekroczył próg Pokoju Życzeń, chwycił pierwszy lepszy przedmiot leżący koło niego i cisnął nim przed siebie. Huknęło, zakurzyło się i po chwili przed chłopakiem latało stado skrzeczących nietoperzy.
- Wynocha! - ryknął - Wynocha!!!
Uciekł szybko od irytujących stowrzeń i kiedy już ich nie słyszał, opadł na stojącą niedaleko błękitną kanapę w jakieś dziwne złote wzory. Przez myśl przemknęło mu, jakim cudem dostała się tu kanapa, ale zaraz pokręcił głową. W końcu w tym świecie, nic nie powinno go dziwić.
Wrócił jednak myślami do tu i teraz. Miał serdeczenie dość tego, co działo się ostatnio. Tych dziwnych uczuć, emocji, zachowań... a teraz jeszcze Granger rycząca dokładnie pod Pokojem Życzeń, jakby z premedytacją pryszła właśnie tam, żeby wprawić Draco w jeszcze większe skołowanie.
Wciąż zadawał sobie w myślach pytanie "Ile można?". Nie dość, że wcześniej sen z powiek spędzało mu zadanie dla Voldemorta, to teraz, doszła do tego ta przeklęta dziewczyna.
I Alicia.
Kiedy podczas ferii, Granger nie odpisała na jego list, Draco najpierw pomyślał, że może sowa nie doleciała, albo zgubiła drogę. Ale gdy dwa dni później, Angus wrócił bez żadnej wiadomości, chłopak postanowił, że nie będzie zawracać sobie tym głowy. Poczeka, aż wróci do szkoły, aby normalnie z dziewczyną porozmawiać. I było już całkiem dobrze, naprawdę dobrze, ale potem pojawiła się Alicia. Jego psychicznie chora kuzynka.
Już z samego wyglądu przypominała uciekiniera zakładu psychiatrycznego. Długie, czarne, często splątane włosy, kojarzyły się Draco z postacią z jednego mugolskiego filmu, który kiedyś miał okazję zobaczyć. Oczy Alicii były duże, zapadnięte w kolorze spłowiałego granatu i patrzyły na wszystko z pogardą z pod kurtyny ciemnych rzęs.
W zasadzie była bardzo podobna do ciotki Belli, ale była bardziej... no, bardziej. Trudno było znaleźć Draco dopowiednie słowo aby ją opisać. Nie dość, że dziewczyna w wieku osiemnastu lat, miała na koncie chyba z dwadzieścia mordów, to była oddaną służebnicą Voldemorta. Rok wcześniej skończyła Beauxbatons i od tego czasu mieszka w Hogsmeade. Każdy normalny człowiek, na jej widok uciekłby z krzykiem i Draco sam często miał ochotę.
Ona jest gorsza od Belli, pomyślał. Zabija bo chce, zabija, bo ją to bawi, zabija, bo jej się nudzi, zabija, bo ktoś na nią spojrzał nie tak jak powinien. To chore. Na dodatek jest cholernie bystra i nic nie ujdzie jej uwadze. 
Dosłownie.
Kiedy Alicia teleportowała się tamtego dnia do Malfoy Manor razem z Bellatrix, od progu zaczęła opowiadać, czego to się ostatnio nasłuchała od znajomych z Hogwartu.
Jak to Draco Malfoy zadaje się ze szlamą.
Jak to rzucają się śnieżkami, chodzą na spacery i bale.
Że to nie do pomyślenia, żeby ktoś takiego pokroju, śmiał choćby spojrzeć na czarodzieja czystej krwi.
No i wtedy się zaczęło. Krzyki ojca, cruciatusy, śmiech Alicii. Uważała, że to bardzo zabawne, kiedy Draco leży na ziemi i umiera z bólu - prawie jak w cyrku!
A potem wzięła go na słowo. Powiedziała, że nie ma zamiaru stać i patrzeć, jak czysta krew zostaje skalana przez takie robactwo, i że Draco ma natychmiast urwać z dziewczyną kontakt. Powiedziała też coś, z czego Draco tak naprawdę nie zrozumiał ani słowa - że widzi, jak on reaguje na jej nazwisko. Że widzi, że Draco traci rozum.
I kazała mu zostawić ją w spokoju, chyba, że chce aby podłogi Hogwartu spłynęły szlamowatą krwią.
Nie wiedziała oczywiście, że on i ona... no, że nie są razem, że to ...tylko tak.
Nie chciał, żeby z tak błahego powodu, jak dobry kontakt i jeden pocałunek, Granger musiała umrzeć.
Sam tego do końca nie rozumiał, ale gdyby to wszystko olał, to czułby się źle. Naprawdę źle.
To dlatego wszystko teraz tak wyglądało. Dlatego przyjął taktykę "Nienawiści". Nie było mu z tym dobrze, ale w końcu lepsze to niż śmierć. No i teraz musiał znosić swoje słowa, jej słowa, które czasem tak cholernie go denerwowały.
Widział, jak Hermiona przyjęła jego postawe. Odpłacała mu pięknym za nadobne - widać dla niej cała ich relacja znaczyła tyle co nic, ale tym się nie przejmował. No dobra, trochę. Ale i tak najbardziej wkurzał go jej widok z tym kretynem, McLaggenem. Te ich przytulaski, kisiaczki i inne obrzydlistwa. Za każdym razem kiedy gdzieś ich widział, miał ochotę zwymiotować. A potem GO zabić. Niestety póki jest w szkole, nie będzie miał ku temu okazji.
Irytowało go też zachowanie Zabiniego. Chodził ciągle i naśmiewał się z Granger - nie szczędził jej ostrych słów, ale w zasadzie nie to było najgorsze. 
Najgorsze było to, że mówił, że skoro Draco nie udało jej się omotać, to on spróbuje. Że to w zasadzie calkiem dobry pomysł. I godzinami opowiadał mu jak to zrobi i co zrobi z nią, kiedy już mu się uda. Wtedy Draco nachodziło dziwna ochota żeby zatkać sobie uszy i krzyczeć "Lalalalalala" jak małe dziecko. Tylko resztki dumy mu na to nie pozwalały.
Chłopak niechętnie wrócił myślami do tu i teraz. Rozejrzał się dookoła i jego uwagę przykuła książka na wierzchu stosu papierów na kanapie.
Cień Wiatru, przeczytał, biorąc ją do ręki. Otworzył na pierwszej lepszej stronie i zaczął czytać.
"[...] Poczułem się bezbronny i przestraszony tym, jak łatwo przestaje się nienawidzić osobę dotąd uznawaną za wroga, z chwilą, gdy ta przestaje się jak wróg zachowywać.[...]"
Wpatrywał się w tekst, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Te słowa... były tak idealnie dopasowane do sytuacji w jakiej się znalazł. Jakby ktoś napisał to o nim i celowo położył to tę książkę widząc, ze Draco po nią sięgnie.
Zatrzasnął więc ją i odrzucił w kąt. Dlaczego, kiedy już uda mu się pomyśleć o czymś innym niż Granger, za chwile dzieje się coś, co znów mu o niej przypomina?!
W tym momencie poczuł ogromną chęć cofnięcia się do pierwszej klasy, kiedy wszystko było takie proste. Kiedy z jego ust, nie padło jeszcze słowo szlama.





poniedziałek, 30 lipca 2012

Rozdział 21

Kilka dni po Nowym Roku, Hermiona stala przed kominkiem w salonie swojego
domu i żegnala się z rodzicami.
Ponieważ Ministerstwo zorganizowało połączenie szkoły z siecia Fiuu, uczniowie
mogli bezpiecznie dotrzeć do Hogwartu.
- Trzymaj się Hermiono. - powiedziała matka dziewczyny i cmoknęła ją w policzek.
- Ty też mamo.
Pan Granger objął córkę i życzył powodzenia, po czym dziewczyna weszła do
kominka.
- Ach, i pamietaj. Kimkolwiek jest ten chłopak, przez którego jesteś taka
smutna, wierz mi że nie jest tego wart - dodała brązowowłosa kobieta
usmiechajac się cieplo.
Och mamo, gdyby to było takie proste, pomyslala Hermiona.
Wiedziała, że jej matka coś podejrzewa, bo od samego przyjazdu do domu 
przyglądała jej się zatroskanym wzrokiem, ale nie sądziła, że powie cokolwiek na ten temat.
Uśmiechnęła się do swojej rodzicielki i nie tracąc czasu, krzyknęła "Hogwart!"
Zaczęła wirować wokół własnej osi, przed oczami migały jej różne
pomieszczenia, aż w końcu wylądowała w kominku w gabinecie Profesor
McGonagall.
- Witam, panno Granger. - odezwała się kobieta i wróciła do swoich
poprzednich zajęć.
- Dzień dobry, pani profesor - odpowiedziała i czym prędzej wyszła z gabinetu, nie chcąc
zabrudzić podłogi popiołem.
Od razu skierowała się do portretu Grubej Damy, mijając po drodze znajomych. 
Weszła do Pokoju Wspólnego, gdzie była już spora grupa uczniów.
- Witaj Hermiono - Neville powitał ją uśmiechem.
- Cześć, Neville - Hermiona odwdzięczyła mu się tym samym - Widziałeś ...
Nie zdazyla dokończyć zdania, kiedy za plecami usłyszala głos Ginny.
- Hermiono!
- Ginny! Rany, ale się stęskniłam! - rzuciła się przyjaciółce w ramiona.
- Och, ja też! Mam ci tyle do opowiedzenia!
Razem weszły do sypialni gdzie czekały na nie ich kufry i nie rozbierając się z płaszczy usiadly na lóżku.
- Jak tam Draco? - spytala Ginny,jak zwykle przechodząc do sendna sprawy bez zbędnych ceregieli.
Hermiona, która nie chciała wdawać się za bardzo w ten temat, postanowiła
udawać, że było i minęło.
- Daj spokój. Nie wiem co mnie wtedy napadało. Malfoy, serio? Chyba
oszalałam.
- Przeciez sama mówiłaś... Zakochałaś się... - ruda kompeltnie nie
wiedziała o co chodzi.
- Właśnie mówię, musiałam oszaleć! Nic do niego nie czuję, nie wiem co
sobie uroiłam. Może ten kretyn dolał mi do czegoś Amortencję? Kompletny
idiota. - zakończyła kręcąc głową z udawanym oburzeniem.
Ginny zmrużyła swoje bystre oczy, ale po chwili tylko skinęła głową.
- A co tam u ciebie?
- Harry, Ron i ja dużo rozmawialiśmy o tobie i tym ptasim móżdżku.
Postanowili, że pogadają z tobą po powrocie, ale myśle, że jeśli
sprzedasz im tę samą bajeczkę co mi, problemu nie będzie.
- Jaka bajeczkę? - Hermionie nagle zrobiło się gorąco.
- Wiesz dobrze, że nie umiesz kłamać. Ja się na to nie nabiorę, ale oni
pewnie tak.
- Ginny, ja..
- Posłuchaj. Mów co chcesz, ja wiem swoje. Możesz sobie wmawiać, proszę
bardzo. A teraz idź do nich i z nimi pogadaj, zdaje się że już wrócili.
Ginny wstała i wahając się chwilę, wyszła z dormitorium, zostawiajac Hermione samą.
Po chwili jednak ona też wyszła i dopadła Harrego i Rona, kiedy wchodzili
właśnie przez dziurę pod portretem.

Rozmowa przebiegła spokojnie.
Hermiona powiedziala im oczywiście to samo co Ginny, ale niestety oni też wyczuli kłamstwo.
- Znam cie lepiej niż siebie Hermiono - powiedzial Harry spokojnym tonem, nie zważając na Rona, 
który co jakiś czas prychał pogardliwie.
- Gdyby to była Amortnecja, latałbyś za nim non stop i ślinila się z nim
na każdej przerwie, a nie skrzętnie ukrywała to przed nami, by później
przyznać się do wszystkiego że łzami w oczach.
- Harry...
- Nie przerywaj. Wierz mi, że rozumiem twoje położenie, wiem że jak
wpadłaś, to wpadłaś, ale musisz zrozumieć, że będąc z Malfoyem,
automatycznie ja i Ron nie możemy ci ufać. Nie możemy mieć pewności, że nie
wygadasz mu się, choćby przypadkiem, o wszystkim o czym rozmawiamy między
sobą. Przykro mi.
- Ale ja nie jestem z Malfoy'em - przerwała dziewczyna - I nigdy nie będę. 
To chyba oczywiste, że wy jesteście dla mnie najważniejsi - powiedziala
glośno i wyraźnie.
- Slucham? Jak to nie... - zdziwił się Ron, który - nie licząc pomrukiwań - odezwał się po raz pierwszy.
- Mam gdzieś tego durnego cepa, który pewnie i tak potraktowałby mnie jak
swoją kolejną zabawkę. Wiem co się dla mnie liczy. Wy się liczycie. I
nikt inny. - te słowa z trudem przeszły jej przez gardło, ale wiedziała,
że nawet gdyby przyjaciele nie mieli nic przeciwko jej relacji ze
Ślizgonem, on na pewno nie traktował by jej na poważnie.
Po tych słowach, Harry pochwycił Hermionę w ramiona i zaczął ściskać.
- Miona, jak dobrze że wróciłaś! - powiedział - Już się bałem, że nas
zostawisz dla tego tlenionego półgłówka.
- Coś ty - odpowiedziała udając wesoły ton i przytulając Rona - to w końcu tylko Malfoy.
                            
                                                                   * * *


Dwóch Ślizgonów wchodziło właśnie do Wielkiej Sali, w której panowało
ogólne poruszenie.
Uczniowie przekrzykiwali się i rozmawiali o czymś bardzo podekscytowani.
 Draco i Blaise usiedli przy stole Slytherinu i zapytali Pansy o co chodzi.
- Wywiesili ogłoszenie o kursie teleportacji. Szóstoklasiści jakby dostali
świra. - wywróciła oczami, po czym włożyła do ust kawałek kiełbaski.
Więc o to chodzi, pomyślał Draco lekko zawiedziony. Wcześniej myślał, że może
Snape'a wywalili że szkoły, dlatego wszyscy się tak cieszą.
Ale nie. Tłustowłosy siedział jak zwykle na swoim miejscu przy stole
nauczycielskim i z grobową mina świdrował wzrokiem blondyna.
Draco odwrocił wzrok i dostrzegł Hermionę siedzącą przy stole Gryffindoru
razem z resztą Wybawicieli. Śmiali się w najlepsze, choć dziewczyna
wydawala się być w gorszym nastroju niż reszta jej przyjaciół.
 Weasley obejmuje PsychoLunę w pasie, a Potter mizdrzy się do Rudej Zołzy,
pomyślał. Tylko Granger jest sama, to pewnie dlatego jest jakaś taka przybita.
I nagle w głowie chłopaka pojawił się bardzo dziwny i irracjonalny obraz.
Ta sama scena, na którą teraz patrzyl, z jedną mała różnicą.
Granger nie była sama - Draco siedział obok niej i pieszczotliwie mierzwił jej włosy.
Mimo, że przez ułamek sekundy poczuł nieprzyjemne ukłucie, na myśl, że
tak nigdy nie będzie, za chwile potrząsnął głową i wzdrygnął się w geście
obrzydzenia.
W Nowy Rok coś sobie obiecał i chciał tej obietnicy dotrzymać. Nie mial teraz ani sily ani czasu na zajmowanie się Gryfonką.
Nałożył sobie tosty i wciągnął Blaise'a w rozmowę o Quidditchu, jednak do
jego myśli wciąż wkradały się ułamki wspomnień.
         
                                                                         * * *

 Pierwszą lekcją po świętach, były zaklęcia, które Gryfoni ( ku
 rozczarowaniu Hermiony ) mieli razem że Ślizgonami.
Z poczatku lekcji wszystko było dobrze. Draco ani razu nie podszedl do
Hermiony, nie wysłał żadnego liściku, nie odezwał się. Naprawdę to Hermionę ucieszyło
i nastawiła się, że tak będzie już cały czas, jednak myliła się.
Kiedy profesor Flictwick rozdał im płachty materiału z rożnorakimi
plamami i kazał ćwiczyć zaklęcie czyszczące, Draco rzucił swoją pierwszą
kaśliwą uwagę.
- No, Wieprzlej, lepiej dobrze się naucz tego zaklęcia. Zauważyłem, że
pełno wokół ciebie SZLAMU. Zrób coś z tym, bo zasyfi niedługo cala
szkole.
Ron od razu zareagował. Wyciągnął różdżkę i wymierzył ja w Ślizgona.
- Odszczekaj to Malfoy, albo zaraz .. Zaraz..
- Co, nie wiesz co powiedzieć? Czy wreszcie zrozumiałeś że mam rację? - prychnął. 
Wydawał się być rozbawiony zachowaniem Rona.
Flictwick, ktory byl zajęty rozdawaniem uczniom materiałów, zupełnie nie
zwrócił uwagi na tę wymianę zdań.
Hermiona za to poczuła się ugodzona do żywego. Było jej przykro, że po
tym wszystkim co się stało, on nadal traktuje ją w ten sposób, jednak nie
zamierzała pzostać mu dłużna.
- Wiesz, - odezwała się - myślę, że jeżeli mamy pozbywać się szlam,
można by poprosić o pomoc twojego ojca.
Draco zrobił glupkowatą mine, nie mając pojęcia do czego dziewczyna
zmierza.
- Ach, w końcu on wie o tym dość sporo. Mało to się ich natorturował i
pomordował w służbie dla Voldemorta? - warknęła podchodząc bliżej niego i
Rona, który nadal trzymał różdżkę wysoko w górze.
Na słowa Hermiony, Draco poderwał się z miejsca na którym siedział i też
podszedł bliżej. Teraz patrzyła na nich cała klasa, wybałuszając oczy ze zdziwienia.
Draco nie zwrócił uwagi na zszokowane miny innych uczniów, ani na to, że
nauczyciel właśnie wyszedł na chwile do swojego kantorka, po dodtakowe
materialy.
- Wpisać cię na listę? Chętnie popatrzyłbym na to jak skręcasz się z bólu
we własnej krwi. - warknął cicho, wiec słyszała to tylko Hermiona, Ron i
Harry.
- Levicorpus! - krzyknęła dziewczyna dobywając różdżki z kieszeni szaty.
Blondyn nie mógł zareagować. Już po chwili wisiał głową w dół, wyśmiewany
przez Gryfonów.
Harry, Ron i Neville wymierzyli różdżki w Ślizgonów, którzy chcieli rzucic
się na pomoc Draconowi.
- I co teraz? - szepnęła Hermiona stojąc na wprost niego i uśmiechając się
słodko. - Szamotaj się, jak chcesz - dodała widząc, że chłopak próbuje
jakoś wrócić do normalnej pozycji.
- Do miłego, Dracusiu - warknęła na koniec, bo zauważyła kątem oka, że
drzwi profesorskiego kantorka się uchylają, a potem machnęła różdżką i
Draco spadł z łoskotem na kamienną posadzkę.
Przyjaciele Hermiony widzac nauczyciela też opuścili różdżki i udali, że
głęboko skupiają się na niewerbalnym ćwiczeniu zaklęcia czyszczącego.
Flictwick  nie zauważył całego zajscia, za co Hermiona w duchu
dziekowała Bogu. Ślizgoni również nic nie mowili, ale za to Draco posłał
jej najbardziej przerażające spojrzenie, jakie kiedykolwiek widziala.
Odwrocila wiec szybko wzrok i pozbyla się szybko kilku plam na tkaninie, wiedząc już, 
że za to co zrobiła, chłopak nie da jej spokoju.


wtorek, 17 lipca 2012

Rozdział 20

ogarnęłam się i dodaję nastepny rozdział, mam nadzieję, że się Wam spodoba. Nie wiem czemu, ale to jeden z moich ulubionych : )








Dwudziestego piątego grudnia, jeszcze przed świtem, Hermiona wstała z łóżka i zeszła do ogrodu, aby zaczerpnąć świeżego powietrza.
Na dworze było zimno, nawet puchowa kurtka nie mogła osłonić dziewczyny przed mrozem - śnieg padał całą noc, a lodowaty wiatr smagał jej twarz.
Zgarnęła biały puch z jednej z ławek ustawionych pod drzewem i usiadła, możlwie na najmniej mokrym kawałku drewna. Przy każdym oddechu z jej ust wydobywała się para, a jej nogi trzęsły się jakby rzucono na nie zaklęcie Galaretowatych Nóg.
Siedząc tak, Hermiona po raz kolejny wróciła pamięcią do wydarzeń z przed kilku dni.


Następnego dnia, po przyjęciu u Slughorna, Hermiona z samego rana spakowała kufer, wsadziła krzywołapa do klatki i jak najszybciej udała się do Sali Wejściowej, gdzie uczniowie mający wrócić na święta do domu, zbierali się do wyjścia.
Choć na dworze nie było bardzo zimno, założyła kaptur na głowę, a twarz zasoniła szalikiem - wszystko po to, aby Draco przypadkiem jej nie rozpoznał i nie próbował z nią rozmawiać.
Poprzedniej nocy, po kłótni z Harrym i Ronem, zdała sobie sprawę, że to właśnie jest moment, w którym musi dokonać wyboru.
Albo Draco, albo Harry i Ron.
Wybór był oczywisty, mimo tego, że stosunki Hermiony z przyjaciółmi bardzo się pogorszyły. Nie chciała ich jednak stracić, a czuła, że jeszcze trochę tej pokręconej sytuacji i tak właśnie się stanie. Wybrała więc ich.
Draconowi nic nie powiedziała, bo - po pierwsze - nie była pewna, co dla chłopaka znaczył ten pocałunek, po drugie, nie chciała wtajemniczać go w całą sytuację z Harrym i Ronem, a po tzecie, bała się ewentualnej rozmowy z nim. Zwyczajnie bała się, że nie dałaby rady, bo zwymiotowała by ze zdenerwowania.
Szła teraz razem z innymi uczniami do powozów, widząc przed soba jasną czuprynę Ślizgona. Czuła dziwny ucisk w okolicach żołądka, ale ignorowała go. Odwróciła głowę i wzrokim odnalazła Ginny i Neville'a - wsiadali właśnie do jednego z powozów, głaskając przy tym testrala za uchem. Po zeszłorocznych wydarzeniach w Ministerstwie, przez śmierć Syriusza, mogli zobaczyć te niesamowite stworzenia.
Hermiona szybko dogoniła parę i wślizgnęła się za nimi do środka.
Przez całą drogę do Hogsmeade, a potem do Londynu, Hermionie udało się uniknąć spotkania z Draconem - choc w pewnym momencie podróży pociągiem, było bardzo blisko. Gdyby nie to, że ktoś zatrzymał chłopaka w momencie, w którym miał wejśc do przedziału, w którym była razem z Ginny, Nevillem i Luną, byłoby już po niej. Na szczęście szybko użyła zaklęcia Kameleona i dokładnie w momencie, w którym draco wszedł do środka zlała się z otoczeniem.
- Weasley, widziałas może Gr... Hermionę? - spytał, wyraźnie siląc się na miły ton głosu. Neville skulił się odrobinę na siedzeniu, a Luna skierowała swoje ogromne, rozmarzone oczy prosto na Hermionę.
- Nie - odpowiedziała ruda i spojrzała znacząco na kompanów,którzy zgodnie pokręcili głowami.
Chłopak wyglądał na zawiedzionego taką odpowiedzią, co Hermiona przyjęła z uśmiechem na ustach.
- Gdyby się pojawiła, powiedz jej, że .... nieważne - potrząsnął głową, jakby chcial pozbyć się nargli i wyszedł z przedziału.
Jakimś cudem, nie zauważył jej również na dworcu, ani kiedy wsiadała z rodzicami do auta na parkingu.


Jak gdyby nigdy nic, dojechała do domu i przez całe cztery dni nie dostrzegła sowy lecącej w jej kierunku. Mimo to, co dzień rano wychodziła na zewnątrz i wpatrywała się w niebo wytęrzając wzrok, w poszukiwaniu ciemnej plami na niebie.
Nie, żeby spodziewała się listu od Draco, Harry'ego czy Rona, ale myślała, że chociaż Ginny się do niej odezwie. Już zaczynała myśleć, że i ona się od niej odwróciła, kiedo zobaczyła ogromnego, czarnego puchacza przysiadającego na ławce obok niej.
Sowa z pewnością nie należała do żadnego z Weasley'ów  - była za duża, za czarna i zbyt ogarnięta.
Zahuczała głośno i wyciągnęła nóżkę, do której był przywiązany list.
Hermiona odwiązała koperte i spojrzała na adres nadawcy - nic. Jednak z drugiej strony, ktoś, pochyłym, eleganckim pismem wypisał jej dokładny adres i nazwisko.
Drżącymi rękoma dziewczyna otworzyła list i zaczęła czytać.


                                                                           * * *


280 kilometrów dalej, Draco Malfoy spał sobie spokojnie w swoim wielkim łozu w Malfoy Manor.
No, może nie tak spokojnie.
W zasadzie całą noc dręczyły go koszmary z nim, Dumbledorem i Granger w rolach głównych.
W jednym z nich, był razem z Dumbledorem w lochach, i rzucał na niego Cruciatusa, a później wymawiał dwa słowa, które miały położyć kres zyciu dyrektora. I własnie w tym momencie do pokoju wchodziła Hermiona. Dumbledore uchylał się przed zaklęciem, a ono trafiało w Granger. Padała na ziemię z pustym wzrokiem, obraz się zamazywał, a w głowie Draco rozlegał się głośny, szyderczy śmiech straca.
Reszta snów była bardzo do tego podobna - on, dyrektor, dziewczyna. Tortury, Avada Kedavra i martwa Gryfonka.
Ale te koszmary były niczym w porównaniu do tego, który wyrwał go ze snu.
Avada rzucana na Dumbledore'a. Jego śmierć. I wtedy zjawia się Granger. Widzi Draco z uniesioną różdżką i martwego mężczyznę. Patrzy na Ślizgona z odrazą i odchodzi. Po prostu odchodzi.
Każdy normalny człowiek pomyślałby, że Draco oszalał. Co może być gorszego od śmierci?
Dla niego, gorsze było właśnie odejście Hermiony. Odraza w jej oczach. - To sprawiło, że obudził się zlany potem.
Przetarł twarz rękoma i usiadł na łóżku. Dostrzegł, że już po świcie, więc wstał i podszedł do okna, wypatrując sowy, ale nic nie zobaczył.
Żadnej wiadomości - od Blaise'a, od Pansy... od Granger.
Poczuł zawód - myślał, że choć dziś się odezwie, ale jak widać, przeliczył się. Zrezygnowany ubrał się i zszedł na dół, gdzie siedzieli już jego matka i ojciec.
Lucjusz został wypuszczony z Azkabanu kilka dni temu, dzięki swoim pieniądzom i szacunkowi, którym cieszył się jeszcze w niektórych kręgach.
Koło nich, krzątał się skrzat domowy, co chwilę cos przynosząc lub odnosząc.
- Witaj, Draco - odezwała się Narcyza - Wesołych świąt.
- Nawzajem - rzucił krótko.
Taaa, pomyślał. Na pewno będą wesołe. Przyjedzie rodzina... W które święto odwiedzi nas ciocia Bella, a w które wujek Voldemort? Pewnie przywiozą mi jakieś fajne prezenty! Tak, może nawet wujek przyniesie mi jakiegoś człowieka, owiniętego czerwoną wstążką, którego będę mógł torturować do woli! Super!
Draco z grobową miną usiadł do stołu i pociągnął łyk kawy, która okazała się być na tyle gorąca, że poparzył sobie język.
- Zmarszczko! - warknął - Kawa jest za gorąca! Przynieś mi nową, a tę wypij sama.
Skrzat natychmiast podbiegł do swojego pana przepraszając wylewnie i wlał w siebie zawartość filiżanki. Kawa była naprawdę gorąca, więc skrzatce łzy stanęły w oczach i zaczęła pokasływać, ale potulnie uciekła do kuchni i przygotowała nowy napój.
Lucjusz wydawał się być pod wrażeniem zachowania syna, natomiast Narcyza zachowała kamienną twarz.
Sam Draco nie rozwodził się nad tym co się stało, tylko zaczął leniwie jeść czekoladową babczkę.
- Bella wpadnie o pierwszej. - powiedziała Narcyza, przerywając posiłek.
Aha, pomyślał chłopak. A jednak ukochana ciocia go odwiedzi. To będzie naprawdę ciężki dzień.
Lucjusz nie znosił siostry swojej żony. Według niego, była za głośna, za pewna siebie, irytująca, niezrównoważona psychicznie i w dodatku wdzięczyła się do Czarnego Pana - Odrażające.
Wszystkie jej wizyty w domu Malfoyów kończyły się awanturą, a czasem nawet pojedynkami. Draco był już do tego przyzwyczajony, ale jego matka ciężko to znosiła. Było dla niej trudno patrzyć, jak jej mąż i siostra walczą ze sobą, ale najgorzej było wtedy, kiedy każde z nich kazało jej wybierać między sobą.
Draco skrzywił się i przez myśl przebiegło mu, że mógł zostać na święta w Hogwarcie, wykręcając się snuciem planów na zabicie Dumbledore'a. Dlaczego nie pomyślał o tym wcześniej?
- Gdybyś mogła powiedzieć swojej siostrze, że wolałbym uniknąć awantur chociaż w Boże Narodzenie - mruknął Lucjusz, nie podnosząc wzroku znad Proroka, którego czytał.
- Oczywiście.
I po tej, jakże fascynującej rodzinnej pogawędce, cała trójka powróciła do jedzenia.


                                                                          * * *


Granger,
Nie mogłem znaleźć Cię ani w Hogwarcie, ani na peronie. Odnoszę dziwne wrażenie, że mnie unikasz.
Wyobraź sobie, jak trudno było dostać mi Twój adres! Najpierw musiałem wysłać sowę do Snape'a, który dał mi adres do Weasley'ów, później, Twoja ruda kumpela za żadne skarby świata nie chciała mi dać Twojego.(A można by sądzić, że dałaby mi go za kilka galeonów, które mogłby uratować jej dom przed rozsypaniem się.)
Zmuszony więc byłem przechwycić jej list do Ciebie i tym sposobem wiem już gdzie mieszkasz.
Szczerze mówiąc, liczyłem na rozmowę, bo jakbyś nie pamiętała, to co się jednak wydarzyło.
( Nie, to nie była Twoja kolejna fantazja o mnie).
W każdym razie, doceń mój wysiłek i odpisz. Cokolwiek. Może być : "Malfoy, ty tępa fretko, całujesz jak sklątka tylnowybuchowa" ( I tak wiem, że to nie prawda.)
No nic, wesołych świąt, czy coś.
PS. List od rudej jest w kopercie. NIE CZYTAŁEM.
                                                                                                                                                Malfoy


Czytając ten list, Hermiona czuła, jak robi się coraz mniejsza i mniejsza, aż w końcu kurczy się do rozmiaró zegarka.
Z jednej strony,  te wszystkie słowa były takie... NieMalfoyowate, a z drugiej, te wtrącenia w nawiasach jakby chciały udowodnić, że jednak pisał to Draco Malfoy, ktry chyba uznał, że bez nich, list będzie zbyt poważny, a nawet odrobinę obsesyjny.
Nie podobało jej się, że chłopak wysłał tą wiadomość. Że wie, gdzie mieszka. Ani to, że pisał z Ginny. Bóg wie, co on jej wypisywał?
Ale najgorsza była ta chęć odpisania mu, napisania czegokolwiek, żeby tylko utrzymać z nim kontakt. Ale wiedziała, że nie może. Takie było jej postanowienie. Nie zaryzykuje przyjźni z Harrym i Ronem, dla jakiegoś głupiego chłopaka, w którym się zakochała.
Pocieszała się myślą, że ten stan kiedyś minie, nastolatki w kółko zmieniały obiekty westchnień, no i za rok kończą szkołę i nigdy już go nie spotka.
Złożyła list od chłopaka i schowała go do kieszeni kurtki, po czym wyjęła z koperty drugą, mniejszą. List od Ginny.




Kochana Hermiono!
Pewnie nie dziwi Cię mój list, w końcu są święta, więc Wszystkiego Dobrego! Także tego, żeby ta sprawa z Harrym i Ronem się polepszyła.
Wierz mi lub nie, ale wałkuję im godzinami, że powinni Cię zrozumieć i porozmawiać z Tobą jak cywilizowani ludzie, ale oni nadal swoje. Choć czasem wydaje mi się, że Harry zaczyna pękać.
A, no i właśnie. Wczoraj przed wczoraj wieczorem, dostałam list. Zgadnij od kogo.
Od Draco, uwierzysz?
Chciał ode mnie Twój adres, ale kazałam mu się popukać w czoło ( co on sobie myśli, że będzie Cię napastował?) 
Oczywiście, jak to on, nic sobie z moich słów nie zrobił i znów przysłał sowę. Napisał, że jeśli to zrobię, to obiecuje mi przestać szydzi z mojej rodziny. Chciał mnie przekupić, gnojek jeden.
Oczywiście wysłałam go do diabła, ale ne poddał się i napisał, że  nie będzie wredny dla Harry'ego, Neville'a i Luny, a może nawet spróbuje być miły, jeśli dam mu czego chce.
Kurczę, przez chwilę nawet chciałam się poddać, ale przypomniałam sobie jakie to dla Ciebie ważne, uratować przyjaźń z tymi dwoma prymitywami, jakimi są Harry i Ron, więc odmówiłam i uprzedziłam, że jak napisze jeszcze raz, to naślę na niego Moody'ego. Już nic nie odpisał. Uff.
Naprawdę mi przykro, że tak wyszło, ale jesteś silna, poradzisz sobie. No i masz mnie, a to już połowa sukcesu! Odpisuj szybko, chcę wiedzieć co u Ciebie.
                                          
                                                                                                                                        Całuję, Gin.


PS. Nie mów Harry'emu, że uważam go za prymitywa, jak już się pogodzicie. Jest nim, ale tylko czasami.






Hermiona, czytając list od przyjaciółki chichotała co chwilę.
Szybko wbiegła do domu i nie zdejmując nawet kurtki, wyjęła pergamin z szafki nocnej w swoim pokoju i odpisała.
Życzyła jej również wesołych świąt, podziękowała za jej postawę, kiedy Draco usiłował zdobyć jej adres ,a le napisała też, że i tak go zdobył. Dodała, ze u niej wszystko w porządku i że już niedługo się zobaczą.
Wsadziła list do koperty i nakazała sowie Dracona zanieść ją do Nory.


_________________________________________________________________________________
nie miałam imienia dla Skrzatki, to nazwałam ją Zmarszczka xD